środa, 3 kwietnia 2013

1.Początek, ciąg dalszy.


-Posłuchaj, nie obchodzi mnie że mój brat ma u was jakieś porachunki, co ja mam do tego?
-Jesteś zapłatą. _stwierdził, wyciągnął z kieszeni papierosa i odpalił go.
-Eheh... możesz otworzyć okno? _zakaszlnęłam.
-Nie nie mogę.
Ten mały dupek zaczynał mnie irytować. Naprawdę.
-Ou... no to świetnie. _założyłam ręce na piersi.
-Zamknij się już. _warknął i po chwili zatrzymał samochód. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam średni  budynek na którym widniał napis M OT  L bo najwidoczniej w E spaliły się żarówki. Otworzył drzwi i wyszedł. Siedziałam nadal, wolałabym zostać tutaj niż być z nim w jednym pokoju przez całą noc. Niestety... otworzył drzwi od mojej strony i pociągnął mnie gwałtownie za nadgarstek.
-Wysiadaj!
-Już wysiadam! Nie musisz mną szarpać!
Popchnął mnie w stronę motelu, zamknął auto i dołączył do mnie. Nadal miał na sobie kaptur. Dlaczego nie chciał mi się pokazać? Co takiego ukrywał? Może to jak brzydki był... hehe... zaśmiałam się sama do siebie. Niestety dość głośno bo usłyszał.
-Co cię tak bawi?_ spytał z jadem w głosie.
-Nic... _odwróciłam głowę.
-Nic? To czego kurwa rżysz jak koń? _szarpnął mnie za ramię tak mocno że chyba wyrwał mi obojczyk.
-Przepraszam..._ powiedziałam po cichu , masując ramię.
-Przestań mnie kurwa przepraszać tylko się zachowuj! _krzyknął. Myślałam że mnie uderzy ale powstrzymał się bo staliśmy przed drzwiami motelu, były szklane a recepcjonistka  się na nas gapiła. Otworzył drzwi jakby nigdy nic i wszedł do środka, weszłam za nim.
-Dobry wieczór. _powiedziała recepcjonistka piskliwym głosem. Miała wielki czerwony kok, jak te peruki z XIX w. Jej usta były niebieskie... tak niebieskie. Wyglądała strasznie. Wyszła zza lady i wtedy moje oczy ujrzały jej sukienkę, jeśli kawałek brudnej, popalonej papierosami firany można nazwać sukienką.
-Witaj. _powiedział uwodzącym głosem.
-W czym mogę wam pomóc?
-Poproszę jeden pokój. _powiedział z uśmiechem.
-Dobrze, pokój małżeński?
-Nie, pokój z dwoma łóżkami! _odpowiedziałam szybko.
-Nie widzę takiej potrzeby, kochanie. _zwrócił się do mnie. Co on sobie myślał? Idiota.
-Dobrze. Macie pokój 231. _powiedziała i podała mu mały złoty kluczyk.
Złapał mnie za rękę, wyrwałam się. Przyłożył usta do mojego ucha i szepnął.
-Bądź grzeczna, chyba że chcesz aby ta niewinna recepcjonista była martwa.
Nie miałam wyjścia, nie chciałam śmierci niewinnej osoby. Złapałam go za rękę i posłałam recepcjonistce uśmiech i przytuliłam się do jego ramienia. Usłyszałam jak się zaśmiał. Weszliśmy po schodach i gdy zeszliśmy z pola widzenia natychmiast się od niego oderwałam.
-Ale słonko nie musisz. _zaśmiał się.
-Oj tak, sądzę że muszę. _powiedziałam posyłając mu sztuczny uśmiech. Gdy doszliśmy na drugie piętro dostrzegłam numer 231. Chłopak podszedł do niego, przekręcił kluczyk i otworzył drzwi. Weszłam, a on wszedł za mną. Zapalił światło i wtedy zobaczyłam łóżko z białą pościelą, mały stolik i łazienkę. Mały pokój wydawał się być dość przytulny i czysty jak na motel. Chłopak wszedł do łazienki zatrzaskując za sobą drzwi. Usiadłam na łóżku i przygryzłam wargę. Nudziło mi się. Na ścianie dostrzegłam obraz. Była na nim baletnica ze złamaną nogę. Dziwny a zarazem intrygujący obraz. Nie wspominałam wcześniej, ale moją największą pasją jest sztuka. Podeszłam do obrazu i zaczęłam jeszcze intensywniej mu się przyglądać.
-Co cię tak zaciekawiło? _zapytał, a ja aż podskoczyłam. Odwróciłam się i dostrzegłam że stoi bez kaptura i koszulki, w ręczniku owiniętym wokół bioder. Jego włosy były jasno brązowe, oczy miodowe, a usta pełne i koloru róży... był gorący. Dlaczego się ukrywał pod tym kapturem? Jego ABS był taki idealny. Nie miał klaty jak Taylor Lautner ale była idealna dla chłopaka w jego wieku, taka średnia. Było widać mięśnie i to było seksowne.
-Co teraz z obrazu przeszłaś na mnie? _spytał z uśmiecham i wtedy ukazały mi się jego równe, białe zęby.
-Nie.. ja tylko...
-Spokojnie, patrz sobie ile chcesz, w sumie masz na co._ wyszczerzył się.
-Haha, jaki ty jesteś pewny siebie. _wywróciłam oczami. –Dupek. _dodałam cicho, ale najwyraźniej nie za cicho bo usłyszał.
-Co powiedziałaś? _podniósł jedną brew i podszedł do mnie. Odsunęłam się natychmiast.
-Nie... nic...
-Powtórz co powiedziałaś! _krzyknął i złapał mnie mocno za nadgarstek.
-Ja nic nie powiedziałam...
-Słyszałem że coś powiedziałaś, więc powtórz! _powiedział przez zęby.
-Powiedziałam dupek. _odpowiedziałam cicho.
-Co? _udawał że nie słyszał.
-Powiedziałam dupek! _krzyknęłam, a on pokręcił głową i na mnie spojrzał. Jego oczy przepełniał gniew.
-Jeśli jeszcze raz tak do mnie powiesz to cię zabiję na miejscu! Rozumiesz? _wpił palce w mój nadgarstek. Pokiwałam głową na tak i przełknęłam ślinę. Puścił mnie i usiadł na łóżku.
-Grzeczna dziewczynka. _uśmiechnął się. Oblizał  usta. Bałam się go, ale był cholernie gorący. Zwłaszcza że pod tym ręcznikiem nic nie miał. O matko, o czym ja myślę?!  Jestem głupia. Mam zboczone myśli o kolesiu który chcę mnie zabić.
-Czy... mogę się wykąpać? _spytałam niepewnie przygryzając wnętrze policzka.
-Tak kochanie, ale tylko wtedy jeśli rozbierzesz się przy mnie. _uśmiechnął się łobuzersko.
-Jesteś obleśny! _ krzyknęłam nie patrząc na konsekwencję.
-Hej, kochanie, dlaczego się denerwujesz? Tylko żartuje. _pokręcił głową z uśmiechem.
-To nie jest śmieszne! Dlaczego mnie po prostu nie zabijesz? Chyba tego właśnie chcesz? _ przekręciłam głowę w jedną stronę.
-Bo co to za satysfakcja zabić cię od razu? Muszę się tobą nacieszyć. _ rzucił mi łobuzerski uśmieszek.
-Co...co masz na myśli? _spytałam z przerażeniem w głosie.
-Chyba się domyślasz. _oblizał usta i wstał. –Masz zgrabny tyłek. _podszedł do mnie.
-Czy mogę iść się wykąpać? Proszę...
-Proszę? Więc teraz umiesz być miła? Idź już.
Pobiegłam do łazienki i potknęłam się o jego spodnie. Czy ten dupek nie może po sobie nawet posprzątać? Na ziemi walały się jego spodnie, koszulka i bokserki. Buty ku mojemu zaskoczeniu były położone obok prysznica. Huh... o buty dba?! Dupek. Upewniłam się że drzwi są zamknięte i zaczęłam się rozbierać. Złożyłam ubrania i położyłam je obok umywalki. Weszłam pod prysznic i poczułam jak woda obmywa moje ciało i brudy z całego dnia spływają wraz z nią. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Siedzisz tam już wystarczająco długo wychodź!
-Już, chwila! _krzyknęłam wychodząc spod prysznica. Moje oczy wodziły po łazience w poszukiwaniu ręcznika, i jedyne co zobaczyłam to mały biały ręczniczek do twarzy. Ten dupek zabrał duży ręcznik, cholera. W małżeńskim pokoju jest jeden ręcznik do ciała. Ciekawe.
-Wyjdziesz już? _pukał i kopał coraz mocniej.
-Już, już. _uspokajałam go, sięgnęłam po mały ręczniczek i wytarłam nim całe ciało. Wciągnęłam bieliznę, a następnie spodnie i bluzkę. Podeszłam do drzwi. Westchnęłam i otworzyłam je powoli.
-Nareszcie, ile można czekać?_ popchnął mnie i wszedł do łazienki, sięgnął po swoje ubrania. –Masz zamiar stać i się na mnie gapić? _spytał podnosząc jedną brew. Jakim cudem podnosił jedną brew?
-Nie, ja już wychodzę._ powiedziałam i szybko wyszłam z łazienki. Usiadłam na łóżku.
Po chwili wyszedł z łazienki w szarych bokserkach i czarnym t-shircie.
-Dlaczego wziąłeś tą sypialnie? _spytałam patrząc na niego z wyrzutem.
-Bo miałem nadzieję że ty i ja w tym łóżku coś zrobimy. _oblizał usta i usiadł obok mnie.
-Heh.. no to źle myślałeś! _ fuknęłam i wstałam z łóżka.
-Nie pożądasz mnie teraz ale prędzej czy później i tak będziesz. _wzruszył ramionami i położył się.
-Heh! Śmieszny jesteś, nie dobierzesz się do mnie nigdy!
Nie odpowiedział, prawdopodobnie zasnął.  Nie wiedziałam co mam zrobić, spać na podłodze? Tej brudnej zimnej podłodze? No cóż, trudno. Poszłam do łazienki i zabrałam z niej ręcznik. Rozłożyłam go na podłodze i położyłam się.

*

Obudziłam się i o dziwo byłam wyspana. Przeciągnęłam się przypominając sobie wydarzenia sprzed zaśnięcia. Po chwili dotarło do mnie że leżę w łóżku. Dziwne. Jakim cudem? Przecież zasnęłam na podłodze. Odwróciłam się w bok i dostrzegłam chłopaka leżącego obok mnie. Drgnęłam i spojrzałam na swoje ciało. Ok. byłam w tych samych ubraniach. Spojrzałam na niego jeszcze raz. Jak on słodko spał. Przyglądając mu się przez chwile dostrzegłam jaki jest ładny. Już wcześniej to widziałam ale przyglądając mu się dostrzegłam te rysy. Ładny nos i te usta... nie wiem dlaczego ale miałam ochotę się w nie wbić jak wampir. Otrząsnęłam się. Spał. To była szansa żeby uciec. Powoli i po cichu wstałam. Cały czas na niego spoglądając kierowałam się w stronę drzwi. Odwróciłam się i pociągnęłam za klamkę.
-Dokąd się wybierasz? _spytał ospały, zachrypły głos.
-Ja... _odwróciłam się z głupawym uśmieszkiem. –chciałam iść po wodę.
-Wodę? _podniósł brew.
-Tak. _pokiwałam głową.
-Aha. Myślisz że jestem głupi? _wstał i podszedł do mnie.
-Nie. _pokręciłam głową przecząco. –Wcale tak nie myślę... mi tylko chciało się pić.
-Dobrze więc. _złapał mnie za rękę. –Pójdziemy razem na dół i kupimy wodę. _puścił mi oczko.
-O... ok.
Przyłożył twarz blisko mojej. Za blisko. I spojrzał mi głęboko w oczy.
-Będziesz udawać zakochaną. Rozumiesz? Chyba że już się zakochałaś no to wtedy nie musisz udawać. _uśmiechnął się łobuzersko.
-Będę udawać. _rzuciłam mu sztuczny uśmiech.
-Dobrze. _puścił moją rękę i wciągnął spodnie. –Wychodź.
Wyszliśmy i zeszliśmy na dół, spojrzał na mnie z uśmiechem. Złapałam go za rękę.
-Dzień dobry piękna. _zwrócił się do recepcjonistki. Pajac.
-Dzień dobry gołąbeczki. Jak się spało?_ spytała z uśmiechem.
-Dobrze, dziękujemy. Gdzie można kupić wodę?
-Tam naprzeciwko jest sklepik. _wskazała palcem na mały budynek po drugiej stronie.
-Dziękuję ...Suzan. _przeczytał z plakietki i uśmiechnął się uwodząco. Dupek.
Wyszliśmy z motelu i udaliśmy się w stronę sklepu.
-Mogę cię już puścić? _spytałam wywracając oczami.
-Dlaczego jesteś taką szmatą? _spytał przez zęby.
-Zamknij się. Nie jestem szmatą. _syknęłam.
-Próbuję być miły a ty odpierdalasz sceny! _spojrzał na mnie z wyrzutem i gniewem.
-Ty próbujesz być miły? _zakpiłam.
-Przeniosłem cię w nocy do łóżka!
-A może ja nie miałam ochoty z tobą spać?! _wyrzuciłam ręce w powietrze.
-Och kochanie, oboje wiemy że tak nie jest. _uśmiechnął się uwodząco.
-Spadaj! _ przyspieszyłam w stronę sklepu.
-Dlaczego znowu się obrażasz? Przecież żartowałem do cholery! _przybiegł do mnie i pociągnął mnie za rękę.
-Zostaw mnie! Chcę tylko kupić wodę więc daj mi spokój na parę minut, przecież nie ucieknę. _spojrzałam na niego z nadzieją.
-Dobrze, idź. _wskazał głową żebym poszła.
-Dziękuje. _przewróciłam oczami i pobiegłam po drodze na drugą stronę. Weszłam do sklepu i odetchnęłam. Wreszcie nie miałam tego dupka na karku. Rozglądnęłam się po sklepie i dostrzegłam 3 facetów gapiących się na mnie. Drgnęłam ze strachu i obrzydzenia. Odwróciłam się w poszukiwaniu wody. Bingo. Stała na półce obok kasy. Sięgnęłam po nią i postawiłam na ladzie.
-Jaka piękna dziewczynka. _powiedział jeden z facetów wcześniej się na mnie gapiących. Szybko wyciągnęłam kase i położyłam na ladzie. Gdzie do cholery jest ten kasjer?!
-Mała, mam samochód... może zabawimy się trochę? _poczułam jak położył na moim ramieniu rękę.
-Nie..._ powiedziałam cicho.
-Nie? No to trudno. _złapał mnie za brzuch i przełożył sobie przez ramię.
-Puść mnie! Pomocy! _krzyczałam, kopałam, ale wszyscy mieli to gdzieś. Wyniósł mnie ze sklepu i szedł w stronę swojego wana.

-------------------------------------------------------
Nom to jest ciąg dalszy 1 rozdziału.  Mam nadzieje że wam sie spodoba. <333 
Jak myślicie co stanie się z dziewczyną? 
#swag 
Zdaję sobie sprawę że mogą pojawić się błędy, mam nadzieje że jest ich jednak niewiele. 

3 komentarze:

  1. super rozdział :)
    uwielbiam takiego Justin'a, fajny z niego bad-boy xd
    nie mogę się doczekać kolejnego, jesteś cudowna <3
    fajnie, że publikujesz swoje dzieła :*

    PS. boję się o Line, nic jej się nie stanie złego? Justin ją uratuje? mam taką nadzieję ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. nic dodać nic ująć . mam nadzieje, że szybko dodasz kolejny bo jestem mega ciekawa :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham to !!!!!!!!!! Chce więcej czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń