-Z...zz...zabijesz mnie?
_spytałam jąkając się.
-Nie._ odpowiedział
pewnie. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Wiem że nie chciał mnie zabić, ale
jednak był mordercą, dlaczego więc miałby poświecić swoje życie dla dziewczyny
której nawet nie zna?! Nie rozumiem...
-A...ale ten głos...
-Mam go w dupie! Trzeba po
prostu cię stąd zabrać._ podsumował co mnie trochę uspokoiło. Wstał i zaczął chodzić w kółko po pokoju.
-Uspokój się. _wstałam i
położyłam mu rękę na ramieniu.
-Co?!_ spojrzał na mnie
jak na idiotkę. –Mam się uspokoić? Kurwa, ten koleś i reszta... _ugryzł się w
język. – polują na nas. _złapał się za włosy.
-J...jaka reszta?
_spytałam przełykając ślinę.
-To... to jest nie ważne.
Line musisz mi zaufać. Trzymać się ze mną. Jeśli chcesz żyć._ powiedział
patrząc mi prosto w oczy. Pokiwałam głową.
-Dlaczego do cholery mi
pomagasz? _na serio nie rozumiałam tego.
-Nie wiem! Dlaczego ty nie
chcesz bym ci pomógł? _próbował naśladować mój głos.
-Nie o to chodzi że nie
chcę, ja tylko nie rozumiem. _popatrzyłam w podłogę.
-Bo wiem że zabicie ciebie
nic nie da. _powiedział szybko i oschle.
-Ale... _pokręciłam
głową próbując uporządkować myśli.
-Posłuchaj. Tu nie chodzi
tylko o ciebie. _złapał mnie za ramie. –Tu chodzi o mnie i o Jasona. _kim do
cholery był Jason? Kolejny zabójca? Nic z tego nie rozumiem.
-To znaczy? _ rzuciłam mu
spojrzenie aby kontynuował. Westchnął głośno i zaczął mówić.
-Ty jesteś jedną ze
zleceń. Ale oni pragną najbardziej mojej krwi. _przełknął ślinę. –Dopóki
wywiązuję się z zadań nie zabiją mnie. Ale nie mogę cały czas być ich zabawką.
Mam tego dość! _na jego twarzy dostrzegłam gniew. –Cały czas mówią co mam
zrobić, kogo zabić, jak zabić, jak torturować. _pogłaskał się po podbródku. –To
nie jest takie proste zabić kogoś kto na to nie zasłużył. Mam problem z
gniewem, tak... Dlatego często sprawiam wrażenie dupka bez uczuć. _no co ty
nie powiesz. – Ale w rzeczywistości staram się być w jakiś tam sposób
normalny. _normalny w jego ustach te słowa zabrzmiały jakoś dziwnie.
Spojrzał na mnie oczekując że coś powiem. A ja tam stałam jak kołek, co
miałam powiedzieć? Nie znałam go za
dobrze. W ogóle go nie znałam. Ale nie chciał mnie zabić i to było coś co w nim
mi się spodobało. Nie lubiłam go ale musiałam mu pomóc, pomóc nam. Nie
wiem kim są ci ludzie. Czego od niego chcą. Ale nie ma teraz na to czasu.
-Musimy wyjechać i się
ukryć? Tak? _spytałam patrząc na niego.
-Tak. _spojrzał na mnie z
zapytaniem na twarzy. Był ciekawy co powiem. To dobrze.
-Może..._ zaczęłam
niepewnie. –Mój brat może nam pomóc. _dodałam szybko spoglądając na niego.
-Co?! O nie! Twój brat
jest zdrajcą! Zostawił gang!_ krzyknął, a jego policzki robiły się bordowe ze
złości.
-Nie jest zdrajcą! Odszedł
z gangu, ale ty sam przed nim uciekasz! Więc co? Też jesteś zdrajcą. _
syknęłam.
-Nie jestem. Nic nie
rozumiesz. _pokręcił głową.
-To mi powiedz.
-Nie mogę. _zacisnął
pięść. –Ale twój brat jest zdrajcą, nie można odejść z gangu bo ma się gorsze
dni. _pokręcił głową a na jego twarzy dostrzegłam obrzydzenie.
-Posłuchaj mnie! Mój brat
musiał odejść! ROZUMIESZ? _spytałam powoli by wszystko zrozumiał.
-Nikt nic nie musi.
-No wiesz... ty musisz
mnie zabić. _przekręciłam głowę na jedną stronę.
-To jest coś innego,
kiedyś ci powiem ok.? a teraz pomyślmy jak i dokąd stąd uciec.
-Mówiłam już. Do mojego
brata. _założyłam ręce na piersi.
-Nie! _krzyknął i kopnął w
stół tak że się przewrócił.
-Justin! _krzyknęłam a on
spojrzał na mnie i złość natychmiast zeszła z jego twarzy.
-Ok. wytłumacz mi dlaczego
on musiał odejść? _usiadł na łóżku i patrzył na mnie w skupieniu.
-Dobrze... parę miesięcy
temu zginęli moi rodzice. _przełknęłam ślinę. –Wypadek samochodowy zabił ich w
rocznicę ślubu. _przygryzłam wargę na samą myśl o wspomnieniach. –Ja i brat
zostaliśmy sami. Był w tym swoim gangu, a ja go potrzebowałam. Byłyśmy same w
domu z moją siostrą przez cały dzień a czasami całą noc. _poczułam jak łza
spływa po moim policzku. –Chciałam tylko żeby z nami został. Żeby był blisko.
Był bezpieczny w domu. _wytarłam łzy. –Pewnego dnia nie wytrzymałam. Dina
wyszła na noc do koleżanki i cały czas nie odbierała ode mnie telefonów. Bałam
się o nią. Mój brat miał zlecenie i nie mógł sprawdzić czy wszystko u niej ok.
Miałam dość tego waszego gangu, miałam ochotę was pozabijać za to jak
wykorzystujecie Dave’a. On był za dobry dla was i tego waszego gówna.
_splunęłam. –Nie miałam ochoty kolejnego razu wycierać mu ran. Opatrywać
zwichniętej ręki czy nogi. Dina miała tylko i ma tylko 14 lat, dlaczego miała
codziennie w domu oglądać krew? Nie było jej to potrzebne. _spojrzałam na niego
by zobaczyć jego reakcje, ale on siedział tylko i patrzył w dal. –Miałam dość
ciągłego strachu przed tym że go stracę... _mój głos się załamał. –Kocham go.
Nie chciałam żeby tam był całe życie, zasługiwał na coś lepszego. Dlatego
kiedyś postawiłam mu ultimatum. Albo my albo gang. Powiedziałam też że jeśli
wybierze gang to ja z siostrą odejdziemy i więcej nas nie zobaczy. Obiecał że
odejdzie... i to zrobił. _wytarłam łzy które cały czas spływały z moich oczu.
Justin podniósł głowę i na mnie spojrzał.
-Nie wiedziałem... to
wszystko jest takie..._ pokręcił głową. -Śmierć rodziców. Potem strata sióstr
albo odejście... też wybrałbym rodzinę... _westchnął.- Gdybym ją miał. _oblizał
usta i spojrzał na mnie, na jego twarzy zobaczyłam zrozumienie.
-Czyli? Dalej masz mojego
brata za zdrajce? _spytałam lekko zmieszana.
-Nie. _pokręcił głową
przecząco. –Rozumiem go. Pomoże ci? Zabierze cię stąd?_ spytał z nadzieją w
głosie.
-Nie. _podeszłam do niego.
-Dlaczego? Jesteś jego
siostrą. _popatrzył na mnie z niezrozumieniem wymalowanym na twarzy.
-Zabierze i pomoże nam._
powiedziałam pewnie.
-Nie powinienem prosić
twojego brata żeby ratował mi tyłek.
-Nie zgrywaj macho jak nie
ma takiej potrzeby. _ wyciągnęłam swój telefon z kieszeni. Cholera zapomniałam
że jest rozładowany. –Um... Justin?
-Hm? _Spojrzał na mnie.
-Mogę pożyczyć twojego
telefonu? _ spytałam niepewnie, przygryzając wargę.
-No jasne. _wstał z łóżka,
wyciągnął telefon z kieszeni i podał mi go. –Masz.
-Dzięki. _uśmiechnęłam się
do niego lekko i przejechałam ręką po ekranie żeby odblokować. Wpisałam numer
mojego brata. Na szczęście przez ostatnie miesiące musiałam dzwonić do niego
tyle razy że jego numer sam wszedł mi do głowy. A nie był łatwy. Mój brat nic
nie miał łatwe. Usłyszałam sygnał i po chwili ktoś się odezwał.
-Halo? _to był głos
Dave’a, moje usta same się uśmiechnęły na samą myśl o tym że wszystko u niego
ok.
-Hej, to ja!_ krzyknęłam z
uśmiechem.
-Ja czyli? _co?! jak mógł
nie poznać mojego głosu?!
-Line! Twoja siostra
tępoto. _zażartowałam.
-Line, jak dobrze cię
słyszeć! Gdzie jesteś? Odchodziłem od zmysłów. I co to za numer? Dlaczego nie
odbierasz telefonów ode mnie? _miał mnóstwo pytań. Jego głos był zmartwiony.
-Wszystko ci opowiem jak
się spotkamy, a komórka mi padła. Przyjedziesz po mnie? _spytałam z nadzieją.
-No pewnie, a gdzie
jesteś?
-Jestem...um_ spojrzałam
na Justina by dowiedzieć się gdzie jestem. Szepnął do mnie „Motel Piano ul. Sinta Virgin ,Savannah”.- Motel Piano ul. Sinta Virgin , Savannah. _powtórzyłam.
-Dobrze, co ty robisz tak
daleko domu? A z resztą, za godzinę
będę. _powiedział po czym się rozłączył. Z uśmiechem oddałam telefon Justinowi.
-Nie powiedziałaś mu._
spojrzał na mnie z wyrzutami.
-O czym? _spytałam ze
zdziwieniem.
-O mnie...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
przepraszam że tak długo nie było rozdziału to się juz nie powtórzy <3
Co sądzicie o rozdziale?Te historyjki są takie smutne i słodkie xDDD ok nie wazne <3 dziekuje za komenty ;p
Wspaniały rozdział,tak długo na niego czekałam,ale teraz będzie się działo - czekam z niecierpliwością na następny tak jak zwykle :)
OdpowiedzUsuńświetny jak zawsze mam nadzieje, że szybko pojawi się nowy : *
OdpowiedzUsuń