poniedziałek, 8 kwietnia 2013

2.Ja nawet nie wiem jak się nazywasz...



-Zostaw mnie!_ krzyczałam i wyrywałam się coraz bardziej.
-Zamknij się i tak nic ci to nie da!
-Zostaw ją! _krzyknął zachrypły głos. Odwróciłam się i zobaczyłam jak on stoi z rękami w kieszeniach.
-Bo co? Zabijesz mnie? _koleś zakpił.
-Ta. _wzruszył ramionami.
-No to proszę. _oprych podniósł ręce do góry z ironią.
-Spoko. _chłopak wyciągnął z kieszeni pistolet, wymierzył go prosto na niego i strzelił. Jego martwe ciało padło obok mnie. Zakryłam ręką usta i z szeroko otwartymi oczami spojrzałam na chłopaka. Podszedł do mnie i niepewnie objął mnie ręką.
-Widzisz jak to jest kiedy zostawiam cię na chwilę samą. _uśmiechnął się.
-Zabiłeś go... _powiedziałam trzęsąc się.
-Taa... ale sam chciał.
-Dla ciebie to nic nie znaczy? _spojrzałam mu w oczy.
-A co ma znaczyć? Kurwa, dziewczyno, uratowałem Ci dupę! _krzyknął patrząc na mnie z niedowierzaniem.
-No właśnie... spojrzałam w ziemię. –Po co?_ podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.
-Po co? Po to żeby mieć cię dla siebie. _uśmiechnął się zadziornie.
-Taa... śmieszne. Myślisz że będę twoja? _ spojrzałam na niego ze złośliwym uśmiechem.
-Posłuchaj! _złapał mnie mocno za ramię.- Jak zaraz nie przestaniesz mi pyskować to zabiję cię tak jak jego. _powiedział przez zęby i wskazał na martwe ciało. Drgnęłam i nerwowo przełknęłam ślinę. Uśmiechnął się dumnie. –Myślę że zrozumiałaś.
-Ile to jeszcze potrwa? _spytałam nerwowo.
-Ale co? _podniósł jedną brew.
-No... ile jeszcze z tobą zostanę? _spytałam niepewnie.
-Do końca swojego życia, słonko. _powiedział z uśmieszkiem.
-J...jak to? _otworzyłam szeroko oczy.
-No tak długo aż zdecyduję się cię zabić. _powiedział wzruszając ramionami.
-Aha... to znaczy ile?_ spytałam, a on najwyraźniej zdziwiony moim pytaniem pokręcił głową z niedowierzaniem.
-Co ile? Ile potrwa zanim cię zabije? Hmm..._udawał że się zastanawia. –Z twoim podejściem i arogancją raczej niedługo. _ puścił mi oczko, w tym momencie dostałam gęsiej skórki. –Idziemy!_ powiedział popychając mnie w stronę motelu.

*
Siedziałam na łóżku patrząc przez okno, chłopak leżał z rękami pod głową. Założyłam włosy za ucho.
-Ehm._ chrząknęłam.
-Hm? _spojrzał na mnie.
-Dlaczego nic nie robimy? Jestem tu po co? Czy powiesz mi dlaczego mnie tu trzymasz bez celu? _przygryzłam wargę ze zdenerwowania.
-Heh. _podniósł się i przysunął do mnie. –Powinienem cię zabić. To moje zlecenie. _powiedział marszcząc czoło.
-Aha. pokręciłam głową. –Super. To już wiem. Tylko nie rozumiem dlaczego chcesz mnie zabić, czy ja ci coś zrobiłam?!_ Krzyknęłam mu prosto w twarz. 
-Mówiłem ci już! TWÓJ BRAT. _powiedział przez zęby.
-Ale mój brat to mój brat. A ja to ja.
-Posłuchaj, jakby to zależało ode mnie to zostawiłbym cię w spokoju. Nie chcę cię zabić. Ja... nie jestem za przemocą wobec kobiet.
-Yhym... wcale nie._ powiedziałam z ironią. Spojrzał na mnie wzrokiem ‘zamknij się, albo pożałujesz’.
-Uwierz że moi koledzy robię gorsze rzeczy. _powiedział wywracając oczami.
-Co z tego?! Twoich głupich kolegów tu nie ma! _krzyknęłam i natychmiast pożałowałam swoich słów.
-Uważaj na słowa!_ powiedział przez zęby. –Jesteś na mnie skazana, rozumiesz? I jeśli chcesz jeszcze pożyć zamknij swoją głupią babską mordę! _wbił palce w moją rękę, syknęłam z bólu, a on zabrał rękę i spojrzał na mnie z żalem. –Przepraszam... ja nie chciałem... _odwrócił wzrok.
-To nic... _dotknęłam swojej ręki w miejscu gdzie bolało.
-Pokaż._ spojrzał na mnie i dotknął mojej ręki. –Jest czerwona... będzie siniak... _westchnął i złapał się za włosy.
-Dlaczego cię to obchodzi?_ spojrzałam na niego.
-Nie wiem. _wzruszył ramionami.
-Heh... czy może pogadamy jak ludzie? Jeśli jestem na cb skazana chce coś o tobie wiedzieć. _powiedziałam i nie sądziłam że się zgodzi, a jednak... zrobił to.
-Dobra. To co chcesz wiedzieć? _spytał oblizując usta.
-Na początek jak się nazywasz?
-Justin... Justin Bieber. _odpowiedział szybko.
-Ok. Justin... ile masz lat?
-Dziewiętnaście. _odpowiedział równie szybko.
-No... nie wiem o co jeszcze mogę cię zapytać. _przygryzłam wargę i spojrzałam w sufit.
-Nie mam dziewczyny, mieszkam w domu sam. Jestem raczej typem samotnika. Jeśli chodzi o seks to dziwki mnie brzydzą, więc... zaliczam każdą napotkaną dziewczynę, jeżeli nie jest dziwką.
-Tego nie musiałeś mówić... nie interesuję mnie twoje życie erotyczne, serio. _skrzywiłam się, a on się zaśmiał.
-Ok. no to ty powiedz coś o sobie. Wiem tyle że jesteś siostrą Delgado. Line?
-Tak. _uśmiechnęłam się.
-Ile masz lat? _spojrzał na mnie przygryzając wargę.
-Szesnaście...
-Serio? Kurwa._ pokręcił głową.
-Co? O co ci chodzi? _spytałam szybko.
-O nic..._ pokręcił głową.
-Ta jasne.
-Tylko... jesteś zbyt gorąca. Nie wyglądasz na 16-latke.
-A na ile wyglądam? _skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nie wiem, na 18. _powiedział z zadziornym uśmieszkiem. – Ale jak masz 16 lat to pewnie nie umiesz się pieprzyć i jesteś dziewicą. _Wzruszył ramionami.
-Dla twojej pieprzonej informacji nie jestem dziewicą, a mój poprzedni chłopak wcale nie narzekał! _krzyknęłam z oburzeniem, po chwili się zorientowałam co właśnie do niego powiedziałam, gadka dziwki się we mnie obudziła. Pokręcił głową z uśmieszkiem. Od razu zrozumiałam o co mu chodziło. Podpuścił mnie. Dupek. –Nienawidzę cię!
-Ale o co ci chodzi? Sama się przyznałaś. _podniósł ręce do góry w obronnym geście.
-Zamknij się._ fuknęłam.
-Dobra, przepraszam że sama się przyznałaś._ zaśmiał się.
-Zrób mi przysługę i zamknij się. _spiorunowałam go spojrzeniem.
-Dajmy już spokój. _uśmiechnął się uwodząco. –Nie mam ochoty na kłótnie.
-To nie prowokuj. _warknęłam.
-Dobra, kotku. Już nie będę._ puścił mi oczko z uśmieszkiem.
-Spadaj.
-Dość tego, mieliśmy rozmawiać. Dalej... o czym my rozmawialiśmy... a tak. To czym się interesujesz?_ spytał.
-Sztuką. _odpowiedziałam  dumnie.
-Serio?_ zrobił znudzoną minę.- Ale dokładniej?
-Co dokładniej? Interesuję się ogólnie sztuką. Obrazy, rzeźby... mówi ci to coś?_ spytałam złośliwie.
-Nie jestem osłem. Chodziłem do szkoły. _spiorunował mnie wzrokiem.
-Serio? No to super._ zaśmiałam się. -A jakie są twoje zainteresowania? _spytałam z uśmiechem.
-Hm... lubię zabijać. _oblizał usta, a moje ciało przeszły ciarki. Kto normalny może mieć takie zainteresowania? No tak, on nie jest normalny.
-Ciekawe... _pokręciłam głową.
-Ty nadal się nie boisz? _spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-A wiec o to ci chodzi? Chcesz mnie wystraszyć swoją gadką?  No wiesz, jakoś nie. _wzruszyłam ramionami.
-Jakim cudem?! Zabiłem przy tobie człowieka! Gadam że chcę cię zabić! Kurwa co jest z tobą?! _ potrząsnął głową z niedowierzaniem.
-Wiem że mnie nie zabijesz. Sam to powiedziałeś. I tyle. _uśmiechnęłam się do niego sztucznie.
-Nie powiedziałem tego! Przecież cały czas ci grożę! _krzyknął, denerwowałam go. Świetnie.
-Powiedziałeś „nie chcę cię zabić” a po za tym dużo gadasz, gówno robisz. _pokwitowałam.
-Mam ci zaraz pokazać co mogę z tobą zrobić? _spytał z jadem w głosie.
-Nie, dziękuje nie mam..._ przerwał mi jego dzwoniący telefon, wyciągnął swojego iphone z kieszeni i odebrał.
-Halo? _spytał, nie wiedziałam z kim gada, słyszałam tylko szmer i momentami  ciężki głos. Ale nie byłam w stanie usłyszeć słów. –Nie zabiłem jej jeszcze. _westchnął i jego brwi się zmarszczyły, wtedy usłyszałam dokładnie co krzyknął poważny  i gruby głos: „masz czas do jutra Bieber! Inaczej oboje skończycie w rowie!”. Drgnęłam, Justin spojrzał na mnie i rozłączył się. Włożył telefon z powrotem do kiesze
----------------------------------------------------------------
Hejcia ^^ przepraszaaaaam że nie dodawałam tak długo rozdziału, ale nie było kiedy ;/ 
Oto jest 2 <3 miłego czytania :D 

2 komentarze:

  1. fhhqefhbihhs kocham twoje opowiadanie *.* <333
    nie mogę się doczekać następnego rozdziału ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje opowiadanie jest super,z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. PS:dodawaj szybciej rozdziały plisss :)

    OdpowiedzUsuń