sobota, 13 kwietnia 2013

3. Ucieczka...



-Z...zz...zabijesz mnie? _spytałam jąkając się.
-Nie._ odpowiedział pewnie. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Wiem że nie chciał mnie zabić, ale jednak był mordercą, dlaczego więc miałby poświecić swoje życie dla dziewczyny której nawet nie zna?! Nie rozumiem...
-A...ale ten głos...
-Mam go w dupie! Trzeba po prostu cię stąd zabrać._ podsumował co mnie trochę uspokoiło.  Wstał i zaczął chodzić w kółko po pokoju.
-Uspokój się. _wstałam i położyłam mu rękę na ramieniu.
-Co?!_ spojrzał na mnie jak na idiotkę. –Mam się uspokoić? Kurwa, ten koleś i reszta... _ugryzł się w język. – polują na nas. _złapał się za włosy.
-J...jaka reszta? _spytałam przełykając ślinę.
-To... to jest nie ważne. Line musisz mi zaufać. Trzymać się ze mną. Jeśli chcesz żyć._ powiedział patrząc mi prosto w oczy. Pokiwałam głową.
-Dlaczego do cholery mi pomagasz? _na serio nie rozumiałam tego.
-Nie wiem! Dlaczego ty nie chcesz bym ci pomógł? _próbował naśladować mój głos.
-Nie o to chodzi że nie chcę, ja tylko nie rozumiem. _popatrzyłam w podłogę.
-Bo wiem że zabicie ciebie nic nie da. _powiedział szybko i oschle.
-Ale... _pokręciłam głową  próbując uporządkować myśli.
-Posłuchaj. Tu nie chodzi tylko o ciebie. _złapał mnie za ramie. –Tu chodzi o mnie i o Jasona. _kim do cholery był Jason? Kolejny zabójca? Nic z tego nie rozumiem.
-To znaczy? _ rzuciłam mu spojrzenie aby kontynuował. Westchnął głośno i zaczął mówić.
-Ty jesteś jedną ze zleceń. Ale oni pragną najbardziej mojej krwi. _przełknął ślinę. –Dopóki wywiązuję się z zadań nie zabiją mnie. Ale nie mogę cały czas być ich zabawką. Mam tego dość! _na jego twarzy dostrzegłam gniew. –Cały czas mówią co mam zrobić, kogo zabić, jak zabić, jak torturować. _pogłaskał się po podbródku. –To nie jest takie proste zabić kogoś kto na to nie zasłużył. Mam problem z gniewem, tak... Dlatego często sprawiam wrażenie dupka bez uczuć. _no co ty nie powiesz. – Ale w rzeczywistości staram się być w jakiś tam sposób normalny. _normalny w jego ustach te słowa zabrzmiały jakoś dziwnie. Spojrzał na mnie oczekując że coś powiem. A ja tam stałam jak kołek, co miałam powiedzieć? Nie znałam go  za dobrze. W ogóle go nie znałam. Ale nie chciał mnie zabić i to było coś co w nim mi się spodobało. Nie lubiłam go ale musiałam mu pomóc, pomóc nam. Nie wiem kim są ci ludzie. Czego od niego chcą. Ale nie ma teraz na to czasu.
-Musimy wyjechać i się ukryć? Tak? _spytałam patrząc na niego.
-Tak. _spojrzał na mnie z zapytaniem na twarzy. Był ciekawy co powiem. To dobrze.
-Może..._ zaczęłam niepewnie. –Mój brat może nam pomóc. _dodałam szybko spoglądając na niego.
-Co?! O nie! Twój brat jest zdrajcą! Zostawił gang!_ krzyknął, a jego policzki robiły się bordowe ze złości.
-Nie jest zdrajcą! Odszedł z gangu, ale ty sam przed nim uciekasz! Więc co? Też jesteś zdrajcą. _ syknęłam.
-Nie jestem. Nic nie rozumiesz. _pokręcił głową.
-To mi powiedz.
-Nie mogę. _zacisnął pięść. –Ale twój brat jest zdrajcą, nie można odejść z gangu bo ma się gorsze dni. _pokręcił głową a na jego twarzy dostrzegłam obrzydzenie.
-Posłuchaj mnie! Mój brat musiał odejść! ROZUMIESZ? _spytałam powoli by wszystko zrozumiał.
-Nikt nic nie musi.
-No wiesz... ty musisz mnie zabić. _przekręciłam głowę na jedną stronę.
-To jest coś innego, kiedyś ci powiem ok.? a teraz pomyślmy jak i dokąd stąd uciec.
-Mówiłam już. Do mojego brata. _założyłam ręce na piersi.
-Nie! _krzyknął i kopnął w stół tak że się przewrócił.
-Justin! _krzyknęłam a on spojrzał na mnie i złość natychmiast zeszła z jego twarzy.
-Ok. wytłumacz mi dlaczego on musiał odejść? _usiadł na łóżku i patrzył na mnie w skupieniu.
-Dobrze... parę miesięcy temu zginęli moi rodzice. _przełknęłam ślinę. –Wypadek samochodowy zabił ich w rocznicę ślubu. _przygryzłam wargę na samą myśl o wspomnieniach. –Ja i brat zostaliśmy sami. Był w tym swoim gangu, a ja go potrzebowałam. Byłyśmy same w domu z moją siostrą przez cały dzień a czasami całą noc. _poczułam jak łza spływa po moim policzku. –Chciałam tylko żeby z nami został. Żeby był blisko. Był bezpieczny w domu. _wytarłam łzy. –Pewnego dnia nie wytrzymałam. Dina wyszła na noc do koleżanki i cały czas nie odbierała ode mnie telefonów. Bałam się o nią. Mój brat miał zlecenie i nie mógł sprawdzić czy wszystko u niej ok. Miałam dość tego waszego gangu, miałam ochotę was pozabijać za to jak wykorzystujecie Dave’a. On był za dobry dla was i tego waszego gówna. _splunęłam. –Nie miałam ochoty kolejnego razu wycierać mu ran. Opatrywać zwichniętej ręki czy nogi. Dina miała tylko i ma tylko 14 lat, dlaczego miała codziennie w domu oglądać krew? Nie było jej to potrzebne. _spojrzałam na niego by zobaczyć jego reakcje, ale on siedział tylko i patrzył w dal. –Miałam dość ciągłego strachu przed tym że go stracę... _mój głos się załamał. –Kocham go. Nie chciałam żeby tam był całe życie, zasługiwał na coś lepszego. Dlatego kiedyś postawiłam mu ultimatum. Albo my albo gang. Powiedziałam też że jeśli wybierze gang to ja z siostrą odejdziemy i więcej nas nie zobaczy. Obiecał że odejdzie... i to zrobił. _wytarłam łzy które cały czas spływały z moich oczu. Justin podniósł głowę i na mnie spojrzał.
-Nie wiedziałem... to wszystko jest takie..._ pokręcił głową. -Śmierć rodziców. Potem strata sióstr albo odejście... też wybrałbym rodzinę... _westchnął.- Gdybym ją miał. _oblizał usta i spojrzał na mnie, na jego twarzy zobaczyłam zrozumienie.
-Czyli? Dalej masz mojego brata za zdrajce? _spytałam lekko zmieszana.
-Nie. _pokręcił głową przecząco. –Rozumiem go. Pomoże ci? Zabierze cię stąd?_ spytał z nadzieją w głosie.
-Nie. _podeszłam do niego.
-Dlaczego? Jesteś jego siostrą. _popatrzył na mnie z niezrozumieniem wymalowanym na twarzy.
-Zabierze i pomoże nam._ powiedziałam pewnie.
-Nie powinienem prosić twojego brata żeby ratował mi tyłek.
-Nie zgrywaj macho jak nie ma takiej potrzeby. _ wyciągnęłam swój telefon z kieszeni. Cholera zapomniałam że jest rozładowany. –Um... Justin?
-Hm? _Spojrzał na mnie.
-Mogę pożyczyć twojego telefonu? _ spytałam niepewnie, przygryzając wargę.
-No jasne. _wstał z łóżka, wyciągnął telefon z kieszeni i podał mi go. –Masz.
-Dzięki. _uśmiechnęłam się do niego lekko i przejechałam ręką po ekranie żeby odblokować. Wpisałam numer mojego brata. Na szczęście przez ostatnie miesiące musiałam dzwonić do niego tyle razy że jego numer sam wszedł mi do głowy. A nie był łatwy. Mój brat nic nie miał łatwe. Usłyszałam sygnał i po chwili ktoś się odezwał.
-Halo? _to był głos Dave’a, moje usta same się uśmiechnęły na samą myśl o tym że wszystko u niego ok.
-Hej, to ja!_ krzyknęłam z uśmiechem.
-Ja czyli? _co?! jak mógł nie poznać mojego głosu?!
-Line! Twoja siostra tępoto. _zażartowałam.
-Line, jak dobrze cię słyszeć! Gdzie jesteś? Odchodziłem od zmysłów. I co to za numer? Dlaczego nie odbierasz telefonów ode mnie? _miał mnóstwo pytań. Jego głos był zmartwiony.
-Wszystko ci opowiem jak się spotkamy, a komórka mi padła. Przyjedziesz po mnie? _spytałam z nadzieją.
-No pewnie, a gdzie jesteś?
-Jestem...um_ spojrzałam na Justina by dowiedzieć się gdzie jestem. Szepnął do mnie „Motel Piano ul. Sinta Virgin  ,Savannah”.- Motel Piano ul. Sinta Virgin , Savannah. _powtórzyłam.
-Dobrze, co ty robisz tak daleko domu? A z resztą,  za godzinę będę. _powiedział po czym się rozłączył. Z uśmiechem oddałam telefon Justinowi.
-Nie powiedziałaś mu._ spojrzał na mnie z wyrzutami.
-O czym? _spytałam ze zdziwieniem.
-O mnie... 
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
przepraszam że tak długo nie było rozdziału to się juz nie powtórzy <3 
Co sądzicie o rozdziale?Te historyjki są takie smutne i słodkie xDDD ok nie wazne <3 dziekuje za komenty ;p

2 komentarze:

  1. Wspaniały rozdział,tak długo na niego czekałam,ale teraz będzie się działo - czekam z niecierpliwością na następny tak jak zwykle :)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny jak zawsze mam nadzieje, że szybko pojawi się nowy : *

    OdpowiedzUsuń