niedziela, 21 kwietnia 2013

5.Ktoś mnie goni...


To wspomnienia... to co zdarzyło się przed porwaniem ;D
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Line! Pospiesz się!_ krzyczała Dina.
-No chwilka. Jeszcze 2 minuty!_ krzyknęłam z góry wkładając ostatnią parę butów do torby.
-Mówiłaś tak 15 minut temu._ jej poirytowany głos mnie rozśmieszał.
-Tak wiem... gdzie jest Dave? _spytałam schodząc po schodach.
-Już od jakiś 30 min. w samochodzie.
-Ojej. przygryzłam wnętrze policzka. –No to szybko! _krzyknęłam z uśmiechem wypadając przez główne drzwi. Podbiegłam do auta i otworzyłam drzwi. Wsiadłam z największym uśmiechem na twarzy jaki kiedykolwiek mógł się na niej pojawić.
-Hej braciszku. _ powiedziałam jednocześnie rzucając torbę na tylne siedzenia.
-Hej siostrzyczko. _powiedział z ironią. –Dlaczego na ciebie zawsze trzeba czekać, co? _ spytał unosząc brwi do góry.
-No nie wiem. _wystawiłam język. –Ale i tak mnie kochasz? Prawda? _zachichotałam.
-Nie mam wyjścia... _westchnął, a ja szturchnęłam go w ramie. Po chwili tylne drzwi z auta się otworzyły i Dina usiadła zapinając pasy.
-Jedziemy? _spytała z uśmiechem.
-Tak! Florydo nadchodzimy! _ krzyknęłam wyrzucając ręce w powietrze. Dave ruszył z podjazdu, a ja poczułam narastającą radość. Czekałam na ten wyjazd cały rok. Tak się cieszę, marzyłam o Florydzie. 
*
Jechaliśmy w ciszy. Nudziło nam się okropnie. Włączyłam radio i od razu w całym aucie rozbrzmiał Eminem „Not afraid”. To ulubiony raper mojego brata więc można by się domyśleć że zaczął śpiewać.
-I'm not afraid... to take a stand..
-Dave, zamknij się.! _krzyknęła Dina zakrywając uszy. Uwielbialiśmy robić jej na złość, więc zaczęłam śpiewać razem z Davem.
-I’m not afraid!_ krzyczałam na cały samochód.
-Ale z was dupki. _mruknęła zakładając ręce na piersi. Oboje wybuchliśmy śmiechem. Opanowałam się i wyjrzałam przez okno. Zobaczyłam piękne duże ogrody.
-Gdzie jesteśmy? _spytałam z zaciekawieniem.
-Nie wiem, jedziemy już jakieś pół godziny._ zaśmiał się. Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł.
-Dave?
-Hm? _spytał zerkając na mnie podejrzliwie.
-Pamiętasz jak kiedyś obiecałeś mi że jak skończę szesnaście lat to będę mogła wybrać się sama na wycieczkę.
-Tak, no i?
-No to ja chcę tu wysiąść. _stwierdziłam stanowczo. Bardzo chciałam zobaczyć Floryde, ale wiem że  z moją siostrą i moim nad opiekuńczym bratem dobra zabawa nie będzie dobra.
-Zaraz, co?_ pokręcił głową z niedowierzaniem.
-No to że coś mi obiecałeś i chcę tu wysiąść.
-Mała, posłuchaj..._ zatrzymał się na poboczu i złapał się za czoło. –To że coś ci obiecałem nie znaczy że pozwolę ci wysiąść w nieznanym mieście. Rozumiesz?
-Ale obiecałeś! A Delgado zawsze ale to zawsze dotrzymują słowa._ krzyknęłam z wyrzutami.
-Ja...
-Nie ufasz mi._ mruknęłam zakładając ręce na piersi.
-Ufam._ westchnął. –Line... mam wrogów.... wiesz o tym. Mój gang, to znaczy były gang. Oni mogą cię zabić. Są wszędzie, mają ludzi i tylko czekają żeby mnie zabić. A jeśli nie mnie to kogoś mi bliskiego. Nie darowałbym sobie gdyby coś ci się stało.
-Posłuchaj! Nie jestem już dzieckiem, umiem o siebie zadbać. Nie mam ochoty spędzać wakacji z głupim rodzeństwem! _pożałowałam swoich słów bo Dave spuścił głowę tak jak zawsze gdy było mu przykro, a Dina spojrzała w okno z łzą w oku. –Przepraszam... nie chciałam tego powiedzieć... kocham was. Wiecie o tym. Jesteście dla mnie wszystkim. Zrozum... chcę tylko spędzić jedne wakacje sama, jedne. _spojrzałam na niego z błyskiem nadziei.
-Ok... możesz zostać.
-Rozumiem że to dla ciebie trudne.. zaraz co? _spytałam z niedowierzaniem, nigdy wcześniej nie zgodził się na coś takiego.
-Powiedziałem że możesz zostać. _pokiwał głową z uśmiechem. –Obiecałem.
-Na serio? Dziękuje! _przytuliłam się do niego mocno.
-Tylko pamiętaj. Po pierwsze w nocy nie choć sama po ulicy. Po drugie nie wsiadaj do żadnego auta. Po trzecie nie jedź zbyt daleko od domu. Zawsze możesz wrócić do domu, albo zadzwonić po mnie. Przyjadę. ZAWSZE.
-Ok. przewróciłam oczami. –Nie jestem już dzieckiem. Znam zasady tato. _rzuciłam mu oschłe spojrzenie.
-Tylko ci przypominam. _podniósł ręce w obronnym geście.
-Dobrze...
-Tu masz pieniądze. _podał mi 500$.
-Dziekuje. _uśmiechnęłam się i wyszłam z auta. Dave otworzył szybę.
-Będę dzwonił co jakiś czas, miej przy sobie telefon.
-Dobrze! Papa! _krzyknęłam machając im na pożegnanie, odjechali a ja zostałam sama. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Rozejrzałam się po ulicy, po drugiej stronie znajdowało się ładne osiedle z białymi domkami. Ruszyłam w ich kierunku. Dostrzegłam przystanek. Z tego co było napisane to następny autobus miałam za 15 min. Dobra, pojadę przed siebie. W sumie zawsze mogę zadzwonić po Dave’a. No ale zaraz... Floryda jest jakieś 11 godzin stąd, wiec nie przyjechałby tak szybko jakbym odjechała za daleko.  Zrezygnowałam z autobusu, zaczęło robić się ciemno więc opatuliłam się swetrem. Cholera, przypomniało mi się że zapomniałam walizki z auta. Muszę szybko znaleźć jakiś Motel albo coś. Szłam wzdłuż chodnika,  na dworze z każdą minutą było coraz ciemniej. Przyznam że trochę się bałam.  Miałam dziwne wrażenie że ktoś mnie śledzi. Odwróciłam się ale nikogo za mną nie było. Przyspieszyłam, wyciągnęłam telefon z kieszeni żeby zadzwonić do Dave’a ale oczywiście na moje „szczęście” był rozładowany. Odwróciłam się ponownie, nic. Zaczęłam biec i po chwili zauważyłam ciemną postać biegnącą za mną. Moje serce stanęło. Biegłam coraz szybciej. Czułam się jak na maratonie. Ale tutaj stawka była o wiele cenniejsza. Wiedziałam że chodzi o moje życie. Albo ten ktoś chce mnie zabić bo jest „przyjacielem” mojego brata albo zgwałcić i zabić. Wychodzi na to samo. Odwróciłam się jeszcze raz i dostrzegłam że to mężczyzna.
Biegłam tak szybko jak tylko 16 letnia dziewczyna potrafi. Miałam dreszcze na całym ciele. Błagałam Boga o fory, by tylko on mnie nie dogonił. Mój oddech był szybki i przerywany. To wszystko było bez sensu. Czułam jak powoli tracę siły. Wiedziałam że zaraz upadnę a on mnie złapie i zabije... Bałam się... dlaczego to właśnie mi się przytrafia. Moje serce zaczęło kołatać i nogi potykały się o siebie nawzajem. Już po mnie... Zatrzymałam się by złapać oddech. Poczułam kolkę, złapałam się za kolana i odkaszlnęłam. Po chwili poczułam silne ramiona oplatające moją talię.
_______________
NIE POWIADAMIAŁAM O ROZDZIALE GDYŻ RODZICE DALI MI KARE I SIEDZĘ PRZED SZKOŁĄ XDD    @haniabiebs

1 komentarz:

  1. Tak to się wszystko zaczeło.......... Jaki brat wypuszcza własną siostrę samą do obcego miasta??!!
    Fajny rozdział czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń