Lil
zatrzymał się przed jakimś wysokim budynkiem. Wyszedł z auta, obszedł samochód
i otworzył moje drzwi.
-Proszę
piękna. _powiedział z szerokim uśmiechem.
-Dzieęki.._
powiedziałam niepewnie. Wysiadając z auta spojrzałam na Justina, który nerwowo
się rozglądał. Podeszłam do niego i złapałam go za ramie.
-Justin,
co się dzieje? _spytałam patrząc mu w oczy.
-Nie...
nic. _powiedział mrużąc oczy. –Wchodźmy już. _powiedział nerwowo. Pociągnął
mnie za rękę w stronę drzwi. W środku była recepcja, jak w hotelu. Było tu
bardzo ładnie, pewnie i bardzo drogo.
Justin przyspieszył w stronę windy. Weszliśmy do środka, a gdy drzwi się
zamknęły Justin odetchnął z ulgą.
-Zdążyliśmy...
_powiedział cicho.
-Ale
na co?_ spytałam zdezorientowana.
-Uciec.._
powiedział opierajac głowę o ścianę windy.
-Przed
kim? _spytałam nerwowo.
-Przed
tym co zawsze. _stwierdził.
-Nie
widziałam tam nikogo...
-Nie
widziałaś bo są dobrzy. _zaśmiał się. –Ja widzę ich troche inaczej niż ty.
-To
znaczy?
-Nie
ważne. _powiedział szybko i wtedy drzwi windy się otworzyły. Szłam za Justinem
do drzwi naprzeciwko windy. Wyciągnął kartę i przykładając ją do czytnika
otworzył drzwi.
-Zostań
tu, Lil zaraz przyjdzie. Muszę załatwic pare spraw na mieście. _powiedział całując mnie w czoło.
-Uważaj
na siebie. _powiedziałam z lekkim usmiechem.
-Bez
obaw._ powiedział wychodząc.
Usiadłam
na fotelu i odetchnęłam. Oparłam się i zamknęłam oczy, lecz po chwili ktoś
gwałtownie otworzył drzwi, przez co usiadłam do pionu.
-Justin
już wyszedł?_ spytał stojący przede mną Lil.
-Tak.
_powiedziałam ocierając oczy.
-Wszystko
ok.? _spytał kucając przede mną.
-Yhm...
tak. _powiedziałam lekko się uśmiechając.
-Co
robimy? _uśmiechnął się.
-Em..
obojętnie..._ przygryzłam wnętrze policzka.
-No
to może się przejdziemy?
-Justin
mówił że nas obserwują...
-E..
on zawsze jest przewrażliwiony... bez przesady. _ wstał i podał mi rękę.
Złapałam ją i wstałam. –Ale jeśli nie chcesz isć to zostaniemy tu. Usiądź na
łóżku, pogadamy sobie. _powiedział siadając na łóżku, usiadłam obok niego.
Położył mi rękę na kolanie przez co drgnęłam. –Spokojnie._ powiedział z
szerokim uśmiechem. –A teraz powiedz mi dlaczego nie chcesz Justina?_ spytał
zupełnie bez emocji, zdziwiło mnie to pytanie. Co to w ogóle go obchodziło.?!
-To
nie tak że nie chce... bardziej nie mogę..._ przygryzłam wargę.
-Nie
możesz bo?_ zachęcił mnie do dalszego mówienia.
-Bo...
mój brat... on się na to nie zgodzi...
-Twój
brat nie jest chyba problemem... nawet nie wiesz czy żyje. _usmiechnął się
podejrzanie.
-Skąd
to wiesz? _spytałam podnosząc jedną brew.
-Em..e...Justin
mi powiedział... _podrapał się z tyłu głowy.
-Aha...
_powiedziałam nieufnie.
-Ale
jeśli nie Justin to może chociaż ja? _spytał co mnie kompletnie zaskoczyło.
Przysunął się do mnie i wtedy pocałował mnie namiętnie w usta. Pchnął całym
swoim ciałem na moje, przez co się położyłam. Zaczął mnie dotykać. Szarpałam
się. Wreszcie odczepił swoje usta od moich i wtedy mogłam wołać o pomoc.
-Pomocy!
Halo! Czy ktoś mnie słysz..._ w tym momencie zakrył mi ręką usta i moje wołanie
o pomoc pod jego ręka brzmiało tylko jak niegroźne „mmmmmm”.
-Bądź
grzeczną dziewczynką i tak nikt cię nie usłyszy. _uśmiechnął się. Po moich
policzkach spływały łzy. Miałam dość tego że ciągle ktoś chce mnie skrzywdzić.
-A
teraz się zabawimy... _oblizał wargę. Złapał końce mojej koszulki i ściągnął
ją. Jego oczy aż błysnęły, a ja wiedziałam jaki obraz ma teraz w swojej głowie.
-Jesteś
śliczna. _przygryzł wargę i znowu zmierzył do moich ust. Nagle usłyszałam
otwieranie drzwi, a chwilę później poczułam że nie ma już na mnie ciala Lil’a.
Podniosłam głowę i załzawionymi oczami widziałam tylko jak ktoś w czarnej
kurtce kopie leżącego Lil’a. Otarłam oczy i zobaczyłam że to Justin.
-Ty
szmato! Jak mogłeś jej to zrobić! Nie mogę cię zostawic na chwilę sam na sam z
dziewczyną! _krzyczał Justin jakby w furii.
-Ja...
jeszcze...nic... jej... nie ...zrobiłem.... _mówił Lil przez kaszel.
-Nawet
nie denerwuj mnie bardziej ty pierdolony pedofilu!
-Ty..też..kiedyś...taki...byłeś...co...się...z..tobą...stało?
Justin...powiedz..? _pluł krwią, a ja odwróciłam głowę. Miałam dosć oglądania
krwi.
-Wyjdź
stąd i nigdy wiecej nie pokazuj mi się na oczy! _krzyknął Justin. Drzwi
zamknęły się z trzaskiem. Po chwili poczułam na moim ramieniu rękę. Odwróciłam
głowę i zobaczyłam Justina.
-Przepraszam...
nie powinienem był cię zostawiać._ powiedział podając mi koszulkę, ubrałam ją.
-Wszystko
ok. _powiedziałam lekko się uśmiechając. –Nie wiedziałeś.
-Własnie
że wiedziałem jaki on jest... ale nie sądziłem ze do ciebie też się będzie
przystawiał... _ powiedział smutno, po czym spuścił głowę w dół. Przysunęłam
się niepewnie do niego i owinęłam ręce wokół jego szyi. Spojrzał na mnie.
Oparłam nasze czoła.
-Wyjedźmy
stąd. _szepnął. –Jak najszybciej.
-Dobrze...
-Gdybym
przyszedł później... to...stałoby się...
-Ćććć...
ale się nie stało więc przestań się zadręczać. Byłeś tu jak zwykle. Na czas.
Dziękuje Justin.
-Nie
dziękuj mi... to moja wina.
-Przestań!
_syknęłam.
-Nie
potrafie się tobą opiekować... _stwierdził smutno.
-Gdyby
nie ty już dawno bym nie żyła!
-Ni
e prawda... _pokiwał głową.
-Justin...
_dotknęłam dwoma palcami jego brody co zmusiło go aby na mnie spojrzał.-Zrozum
to że jesteś najlepszym chłopakiem jakiego kiedykolwiek spotkałam..._
przygryzłam wargę.
-Nie!
Jestem tylko mordercą! _krzyknął a łza popłynęła z jego oka.
-Nie
prawda... _otarłam mu ją. –Morderca nie jest czuły i troskliwy... a ty jesteś.
_uśmiechnęłam się lekko, a on odwrócił głowę. Dotknęłam jego policzek i
przysunęłam się bliżej. Spojrzał na mnie zdziwiony. Zamknęłam oczy i dotknęłam
delikatnie ustami jego ust. Po paru sekundach oderwałam się.
-Chce
z tobą być Justin... _szepnęłam, cały czas mając zamknięte oczy. Po tych
słowach Justin naparł ustami na moje i złapał mnie za tył głowy przyciskając
bliżej siebie. Pocałunek robił się coraz bardziej namiętny. Ostrożnie wsunął
język do mojej buzi. Nasze języki toczyły walkę, bardziej namiętną niż
kiedykolwiek. Justin złapał mnie za pośladki i przysunął tak abym usiadła na
jego kolanach rozkrokiem. Czułam rosnącą w jego spodniach wypukłość. Jęknęłam
mu w usta, szarpiąc go za włosy. Nasze oddechy zaczęły być nierówne.
Podniecenie rosło z każdą sekundą. Nagle Justin się oderwał.
-Co
jest? _spytałam zdziwiona.
-Wiesz
że jeśli tego nie przerwiemy to zajdzie to za daleko, oboje wiemy. A z tego co
pamiętam nie chciałaś ze mną tego robić.
-Wiem...
ale to było zanim...
-Zanim
co?
-Zanim
zorientowałam się że cie kocham..._ powiedziałam niepewnie.
Justina
oczy się rozszerzyły.
-Nikt
nigdy mi tego nie powiedział. Nikt nigdy mnie nie kochał...
-Na
pewno jest ktoś kto cie kocha, jesteś najcudowniejszym chłopakiem na świecie...
nie ważne jak niebezpieczne jest życie z tobą, ale innego nie chce... _powiedziałam
przygryzając wargę.
-Naprawdę
mnie kochasz? _spytał niedowierzając.
-Tak,
kochanie... _uśmiechnęłam się, przysunęłam się i pocałowałam go ponownie.
Oderwał się z zamkniętymi oczami i
odwrócił głowę.
-Co
się stało? _spytałam dotykając jego ramienia. Zobaczyłam żyły na jego szyi.
Zdziwiona zmrużyłam oczy. –Justin spójrz na mnie! Co się stało? _krzyknęłam, a
on odwrócił głowę, jego oczy były wciąż zamknięte. Przełknął ślinę i powoli je
otworzył. Dostrzegłam że jego miodowe oczy są teraz... niebieskie. Odsunęłam
się nerwowo. Łzy zaczęły płynąć z moich oczu.
-Line...
posłuchaj...
-Nie!
Przez cały czas mnie okłamywałeś! _szlochałam. –Nadal jesteś jednym z nich! Jak
mogłam ci zaufać! _wstałam z łóżka.
-Nie jestem jednym z nich! Ale byłem, i do końca
życia będę miał w sobie to co oni!
Rozumiesz?! Nadal jestem sobą! To ja Justin! Ten sam!
-Nie!
Twoje oczy są innego koloru! Co to w ogóle znaczy? _otarłam łzy.
-To
znaczy że... mam potrzebę zabicia. _spuścił głowę.
-Potrzebę zabicia?! Wtedy zmieniają się wam oczy?!
-Nie,
oni mają je takie cały czas... ja odszedłem więc miałem swoje. Długo nie
zabijałem, a to moja natura... dlatego się zmieniły...
-Czym
ty jesteś? Kosmitą? Potworem? Zwierzęciem? _płakałam jeszcze bardziej.
-Nie
mów tak proszę...
-Nie
mam tak mówić?! To jak mam do cholery mówić!? Czuje się jak w jakimś
pierdolonym filmie! Zakochałam się w czymś... nawet nie wiem czym jesteś!
-Jestem
człowiekiem! Line, zrozum to że jestem sobą!_ wstał i złapał moje nadgarstki.
-Ała!
Jesteś sobą i masz uścisk jak jakiś stu tonowy paker? _wyrwałam się z uścisku i
zobaczyłam że moje nadgarstki sinieją.
-Przepraszam...
nie chciałem cię skrzywdzić...
-Ale
to zrobiłeś! Miałeś w ogóle zamiar mi powiedzieć o tych oczach? Czy gdyby teraz
się nie pokazały to nigdy bym się nie dowiedziała? _spytałam zdenerwowana.
-Nie
wiem... zareagowałabyś tak samo...
-Wiesz
że spalibyśmy teraz ze sobą i dobrze że twoja natura się ujawniła! Nie musiałam
spać z oszustem!
-Line
posłuchaj...
-Daj
spokój! Nie chce cię oglądać nigdy więcej! _odwróciłam się i szłam w stronę
drzwi.
-Oni
cie zabiją! Zostań ze mną, proszę...
-Oni?
Czy raczej powinieneś powiedzieć „my”!_ powiedziałam z ironicznym uśmieszkiem.
-Line,
ja nie jestem z nimi! Pomyśl, gdybym był po ich stronie po co bym cię ratował?
-Bo
nie chcesz mnie zabić....?_ przewróciłam oczami.
-No
ale nie musze zabijać cię ja, mogą to zrobić oni...np. mój brat. A ja cię
chronię, bo nie chce aby ktokolwiek to zrobił.
-Justin...
ja nie mogę, przepraszam ale nie mogę... to dla mnie szok ...
-Line!
Oni cie zabiją! _jego niebieskie oczy zeszkliły się.
Zamknęłam
oczy żeby pomyśleć. Odetchnęłam. Otworzyłam oczy i przygryzłam wargę.
-Dobrze...
ale przysięgnij na mnie że nie jesteś już jednym z nich. _rozkazałam.
-Przysięgam.
_uniósł dwa palce w górę, a ja się zaśmiałam.
-Co
jest takie zabawne? _spytał z lekkim uśmiechem.
-Ty!
Przysięgasz jak w przedszkolu... _otarłam łzy śmiechu.
-Czyli
między nami ok.? _spytał z nadzieją.
-Nie
wiem... jestem skazana na ciebie albo na nich. Wole ciebie. _powiedziałam
cicho.
-To
dobrze, gdybym ciebie stracił... nie chce myśleć co by się ze mną działo.
------------------------------------------
oto 13.
snjsdbdfbh są razem albo nie? tyle sie dzialo w tym rozdziale~! <3
snjsdbdfbh są razem albo nie? tyle sie dzialo w tym rozdziale~! <3
mówie teraz żeby potem nie bylo ;p pisałam już wczesniej w notce. Jeśli pod tym rozdziałem nie będzie duzo komentarzy, usuwam bloga. Zależy mi na komenach wiec prosze, kazdy kto przeczyta niech skomentuje nawet jednym słowem. Prooooosze ;*
NOWY BOHATER (byl już poprzednio no ale ;p )
pytania ---> ASK