sobota, 27 kwietnia 2013

6. Justin...



-Justin poczekaj!_ krzyknęłam biegnąc za nim. Odwrócił się patrząc w ziemię.
-Widzisz wyraźnie że twój brat mnie tu nie chce. _warknął przez zęby.
-Ale posłuchaj, nie zabiłeś mnie więc ja muszę pomóc też tobie. Nie chcę żeby oni... kimkolwiek są, zrobili ci krzywdę. _podeszłam do niego bliżej i złapałam go za rękę.
-Dlaczego obchodzi cię moje życie? Słyszałaś co powiedział twój brat, chciałem was sprzątnąć, jestem alfonsem i w ogóle jestem dupkiem, wiec po co chcesz zadawać się z dupkiem?_ podniósł brew  .
-Bo powiedziałeś mi... Line musisz mi zaufać. Trzymać się ze mną. Jeśli chcesz żyć. A po za tym... ty chciałeś pomóc mi...
Spojrzał na mnie, na jego twarzy był spokój. Wyglądał tak niewinnie.
-Line... nie wiem czy to dobry pomysł...
-Teraz ty zaufaj mi. Justin... ty nie jesteś zły...nie wiem dlaczego ale chcesz sprawiać takie pozory.
-Nie znasz mnie. _syknął.
-Ale poznaję. _powiedziałam szybko.
-Jestem nikim, nikomu na mnie nie zależy! Jedyną osobą którą miałem to twój brat... nawet Jason... nie ważne. Nie mam już nikogo, chyba powinienem już iść.
-Masz mnie. _uśmiechnęłam się.
-Jesteś niesamowita. Nie rozumiem... chcesz mi pomóc po tym wszystkim. Masz za dobre serce, jeszcze kiedyś cie zgubi.
-Jestem po prostu  sobą..._ wzruszyłam ramionami. -proszę choć ze mną! _pociągnęłam go za rękę do samochodu.
-Dobra... ale twój brat ma ze mną problem.
Przed autem Justin się zatrzymał a Dave wpatrywał się w niego jak na idiote.
-Nie rozumiem... moja siostra chcę żebyś został. Line czy jest między wami coś o czym nie chcesz mi powiedzieć?
-Nie! Wsiadaj do auta i się zamknij! _krzyknęłam i usiadłam na miejscu pasażera. Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam Dine. –Ona też tu jest? _spytałam Dave’a który właśnie wsiadł do samochodu.
-No raczej, gdzie miałem ją zostawić? Byliśmy na Florydzie nie pamiętasz? _spytał jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
-Aha no racja.
-Przez ciebie przerwaliśmy wakacje, idiotko. _mruknęła a ja rzuciłam jej chłodne spojrzenie. Po czym skuliła się a Justin usiadł z tyłu obok niej, jej oczy się rozszerzyły i spojrzała na mnie. –Kto to jest? _spytała otrząsając się.
-To jest Justin. Justin to jest Dina. _przedstawiłam ich sobie i uśmiechnęłam się.
-Hej Dina. _Justin uśmiechnął się szeroko.
-No hej przystojniaku... nie wiedziałam że moja siostra ma takich seksownych kolegów... no no no. _pokręciła głową a ja natychmiast zaczęłam się za nią wstydzić.
-Dina! _krzyknęłam wkurzona. –Justin.. przepraszam za nią.
-Spoko. _uśmiechnął się. –Ma dziewczyna gust do chłopaków. _mrugnął do niej a ona zachichotała. Ochyda.
-Co Justin teraz podrywasz mi młodszą siostrę?_ spytał ze złośliwym uśmieszkiem.
-Nikogo nie podrywam, chcę być po prostu miły. _fuknął Justin.
-Gdzie jedziemy?_ spytałam nie chcąc dłużej ciągnąć tej głupiej kłótni.
-Nie wiem. _Dave spojrzał pytająco na Justina.
-Jak najdalej stąd. _odpowiedział szybko.
-Ok. _powiedział Dave po czym ruszył.
Justin i Dina przez całą drogę chichotali i gadali. Wyśmiewali się ze mnie, słyszałam jak gadali coś o moim nie przejmowaniu się niczym. Co ich to obchodzi. Potem ich temat zmienił się i zaczęli gadać o tatuażach Justina. Nie zwróciłam na nie uwagi. W sumie specjalnie mnie nie interesował jego wygląd. Nagle Dina zaczęła opowiadać o tym jak wszystkiego się boje i nie potrafię grać w Far Cry 3. Potrafię, tylko to takie... krwawe...
-Line, serio?! _parsknął ze śmiechem Justin. –Boisz się gry?
-Spadaj Justin. _pokręciłam głową.
-No ej, nie obrażaj się. _powiedział poważnie. –Spójrz na mnie. _zignorowałam jego prośbę. –Line, spójrz na mnie, jesteś zła?
Odwróciłam głowę ze smutnym wyrazem twarzy.
-Nie lubie jak ktoś mnie obgaduje albo śmieję się ze mnie.
-Przepraszam... _pokręcił głową.  –Czasami moje zachowanie jest żałosne...
-Tak jest. _odwróciłam się.
-Zatrzymamy się tu? Zjemy cos? _spytał Dave zatrzymując się na parkingu McDonalda.
-Tak, jestem tak cholernie głodny że zjadłbym konia z kopytami. _Justin potarł ręce i wysiadł szybko z samochodu.  Ja wysiadłam powoli, nie miałam ochoty jeść. Nie byłam głodna, poszłam więc za nimi zamierzając tylko siedzieć. Usiadłam pod parasolem i po chwili koło mnie usiadł Justin.
-Co tam kochanie? _spytał z błyskiem w oku.
-Daj mi teraz spokój. _powiedziałam pozbawiona życia.
-Przeprosiłem  cie już przecież za tamto.
-Nie o to chodzi..._ odwróciłam głowę.
-A o co?_ spojrzałam na niego niepewnie.
-Bo ja... nie wiem, boje się. _powiedziałam niepewnie.
Justin natychmiast zbliżył swoja głowę blisko mojej i powiedział patrząc mi prosto w oczy.
-Dopóki jesteś ze mną nic ci nie grozi. Rozumiesz?_ złapał mnie za nadgarstki.
Kiwnęłam głową na tak, a moje policzki zrobiły się czerwone.  Był tak blisko. Myślałam że mnie pocałuje, dostałby za to w twarz... ale jednak poczułam lekkie rozczarowanie. Dlaczego? Nie zakochałam się przecież. Nie w nim. O nie, zakochiwałam się już w łajdakach, którzy  złamali mi serce... ale on to bandyta i wg. o nie.
-Co jest? _spytał patrząc na mnie ze zdziwieniem. Pewnie dostrzegł moją minę.
-N..nic. _pokiwałam głową zakrywając policzki.
-Rumienisz się? _spytał z uśmiechem, ten uśmiech nie był złośliwy. Był seksowny. O kurde. Chyba serio się zakochałam.
-Nie! Ja miałabym się rumienić przy tobie? Pfff... ta jasne. _ wstałam udając poirytowaną.  Odwróciłam się i zobaczyłam że patrzy w ziemię z nie ciekawą miną. Podeszłam do niego.
-Justin? Wszystko ok.?
-Taa..._ spojrzał na mnie próbując się uśmiechnąć.
-Powiedziałam to bo...
-Podobasz mi się Line. 
----------------------------------------------------------------------
OMG! Justin powiedział takie cos?! a może tylko chcę ją wykorzystać? 

przepraszam za błędy 
@haniabiebs

niedziela, 21 kwietnia 2013

5.Ktoś mnie goni...


To wspomnienia... to co zdarzyło się przed porwaniem ;D
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Line! Pospiesz się!_ krzyczała Dina.
-No chwilka. Jeszcze 2 minuty!_ krzyknęłam z góry wkładając ostatnią parę butów do torby.
-Mówiłaś tak 15 minut temu._ jej poirytowany głos mnie rozśmieszał.
-Tak wiem... gdzie jest Dave? _spytałam schodząc po schodach.
-Już od jakiś 30 min. w samochodzie.
-Ojej. przygryzłam wnętrze policzka. –No to szybko! _krzyknęłam z uśmiechem wypadając przez główne drzwi. Podbiegłam do auta i otworzyłam drzwi. Wsiadłam z największym uśmiechem na twarzy jaki kiedykolwiek mógł się na niej pojawić.
-Hej braciszku. _ powiedziałam jednocześnie rzucając torbę na tylne siedzenia.
-Hej siostrzyczko. _powiedział z ironią. –Dlaczego na ciebie zawsze trzeba czekać, co? _ spytał unosząc brwi do góry.
-No nie wiem. _wystawiłam język. –Ale i tak mnie kochasz? Prawda? _zachichotałam.
-Nie mam wyjścia... _westchnął, a ja szturchnęłam go w ramie. Po chwili tylne drzwi z auta się otworzyły i Dina usiadła zapinając pasy.
-Jedziemy? _spytała z uśmiechem.
-Tak! Florydo nadchodzimy! _ krzyknęłam wyrzucając ręce w powietrze. Dave ruszył z podjazdu, a ja poczułam narastającą radość. Czekałam na ten wyjazd cały rok. Tak się cieszę, marzyłam o Florydzie. 
*
Jechaliśmy w ciszy. Nudziło nam się okropnie. Włączyłam radio i od razu w całym aucie rozbrzmiał Eminem „Not afraid”. To ulubiony raper mojego brata więc można by się domyśleć że zaczął śpiewać.
-I'm not afraid... to take a stand..
-Dave, zamknij się.! _krzyknęła Dina zakrywając uszy. Uwielbialiśmy robić jej na złość, więc zaczęłam śpiewać razem z Davem.
-I’m not afraid!_ krzyczałam na cały samochód.
-Ale z was dupki. _mruknęła zakładając ręce na piersi. Oboje wybuchliśmy śmiechem. Opanowałam się i wyjrzałam przez okno. Zobaczyłam piękne duże ogrody.
-Gdzie jesteśmy? _spytałam z zaciekawieniem.
-Nie wiem, jedziemy już jakieś pół godziny._ zaśmiał się. Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł.
-Dave?
-Hm? _spytał zerkając na mnie podejrzliwie.
-Pamiętasz jak kiedyś obiecałeś mi że jak skończę szesnaście lat to będę mogła wybrać się sama na wycieczkę.
-Tak, no i?
-No to ja chcę tu wysiąść. _stwierdziłam stanowczo. Bardzo chciałam zobaczyć Floryde, ale wiem że  z moją siostrą i moim nad opiekuńczym bratem dobra zabawa nie będzie dobra.
-Zaraz, co?_ pokręcił głową z niedowierzaniem.
-No to że coś mi obiecałeś i chcę tu wysiąść.
-Mała, posłuchaj..._ zatrzymał się na poboczu i złapał się za czoło. –To że coś ci obiecałem nie znaczy że pozwolę ci wysiąść w nieznanym mieście. Rozumiesz?
-Ale obiecałeś! A Delgado zawsze ale to zawsze dotrzymują słowa._ krzyknęłam z wyrzutami.
-Ja...
-Nie ufasz mi._ mruknęłam zakładając ręce na piersi.
-Ufam._ westchnął. –Line... mam wrogów.... wiesz o tym. Mój gang, to znaczy były gang. Oni mogą cię zabić. Są wszędzie, mają ludzi i tylko czekają żeby mnie zabić. A jeśli nie mnie to kogoś mi bliskiego. Nie darowałbym sobie gdyby coś ci się stało.
-Posłuchaj! Nie jestem już dzieckiem, umiem o siebie zadbać. Nie mam ochoty spędzać wakacji z głupim rodzeństwem! _pożałowałam swoich słów bo Dave spuścił głowę tak jak zawsze gdy było mu przykro, a Dina spojrzała w okno z łzą w oku. –Przepraszam... nie chciałam tego powiedzieć... kocham was. Wiecie o tym. Jesteście dla mnie wszystkim. Zrozum... chcę tylko spędzić jedne wakacje sama, jedne. _spojrzałam na niego z błyskiem nadziei.
-Ok... możesz zostać.
-Rozumiem że to dla ciebie trudne.. zaraz co? _spytałam z niedowierzaniem, nigdy wcześniej nie zgodził się na coś takiego.
-Powiedziałem że możesz zostać. _pokiwał głową z uśmiechem. –Obiecałem.
-Na serio? Dziękuje! _przytuliłam się do niego mocno.
-Tylko pamiętaj. Po pierwsze w nocy nie choć sama po ulicy. Po drugie nie wsiadaj do żadnego auta. Po trzecie nie jedź zbyt daleko od domu. Zawsze możesz wrócić do domu, albo zadzwonić po mnie. Przyjadę. ZAWSZE.
-Ok. przewróciłam oczami. –Nie jestem już dzieckiem. Znam zasady tato. _rzuciłam mu oschłe spojrzenie.
-Tylko ci przypominam. _podniósł ręce w obronnym geście.
-Dobrze...
-Tu masz pieniądze. _podał mi 500$.
-Dziekuje. _uśmiechnęłam się i wyszłam z auta. Dave otworzył szybę.
-Będę dzwonił co jakiś czas, miej przy sobie telefon.
-Dobrze! Papa! _krzyknęłam machając im na pożegnanie, odjechali a ja zostałam sama. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Rozejrzałam się po ulicy, po drugiej stronie znajdowało się ładne osiedle z białymi domkami. Ruszyłam w ich kierunku. Dostrzegłam przystanek. Z tego co było napisane to następny autobus miałam za 15 min. Dobra, pojadę przed siebie. W sumie zawsze mogę zadzwonić po Dave’a. No ale zaraz... Floryda jest jakieś 11 godzin stąd, wiec nie przyjechałby tak szybko jakbym odjechała za daleko.  Zrezygnowałam z autobusu, zaczęło robić się ciemno więc opatuliłam się swetrem. Cholera, przypomniało mi się że zapomniałam walizki z auta. Muszę szybko znaleźć jakiś Motel albo coś. Szłam wzdłuż chodnika,  na dworze z każdą minutą było coraz ciemniej. Przyznam że trochę się bałam.  Miałam dziwne wrażenie że ktoś mnie śledzi. Odwróciłam się ale nikogo za mną nie było. Przyspieszyłam, wyciągnęłam telefon z kieszeni żeby zadzwonić do Dave’a ale oczywiście na moje „szczęście” był rozładowany. Odwróciłam się ponownie, nic. Zaczęłam biec i po chwili zauważyłam ciemną postać biegnącą za mną. Moje serce stanęło. Biegłam coraz szybciej. Czułam się jak na maratonie. Ale tutaj stawka była o wiele cenniejsza. Wiedziałam że chodzi o moje życie. Albo ten ktoś chce mnie zabić bo jest „przyjacielem” mojego brata albo zgwałcić i zabić. Wychodzi na to samo. Odwróciłam się jeszcze raz i dostrzegłam że to mężczyzna.
Biegłam tak szybko jak tylko 16 letnia dziewczyna potrafi. Miałam dreszcze na całym ciele. Błagałam Boga o fory, by tylko on mnie nie dogonił. Mój oddech był szybki i przerywany. To wszystko było bez sensu. Czułam jak powoli tracę siły. Wiedziałam że zaraz upadnę a on mnie złapie i zabije... Bałam się... dlaczego to właśnie mi się przytrafia. Moje serce zaczęło kołatać i nogi potykały się o siebie nawzajem. Już po mnie... Zatrzymałam się by złapać oddech. Poczułam kolkę, złapałam się za kolana i odkaszlnęłam. Po chwili poczułam silne ramiona oplatające moją talię.
_______________
NIE POWIADAMIAŁAM O ROZDZIALE GDYŻ RODZICE DALI MI KARE I SIEDZĘ PRZED SZKOŁĄ XDD    @haniabiebs

czwartek, 18 kwietnia 2013

UWAGA!

Um... w rozdziale 3. została wykonana pewna zmiana ;p a mianowicie. ADRES W KTÓRYM ZNAJDOWALI SIĘ LINE I JUSTIN. TO JUŻ NIE LAS VEGAS A  Motel Piano ul. Sinta Virgin  Savannah. dlaczego taka zmiana? Po  prostu wcześniejszy adres był błędny i zapisany na szybko. DLATEGO POJAWIŁY SIĘ NIE SCISŁOŚCI W ROZDZIALE 5. PRZEPRASZAM ;P

wtorek, 16 kwietnia 2013

4.Spotkanie.



-Po co miałam mu mówić? Za godzinę cię zobaczy. _podskoczyłam z radości że wreszcie będę w pewnym sensie „wolna”.
-Wolałbym jednak żeby wiedział...
-Przecież się znacie tak? _spojrzałam na niego podnosząc brwi.
-Tak, znamy się... doskonale. _przygryzł wargę i podrapał się po głowie.
-Co jest?_ spytałam podejrzliwie.
-Nic nic..._ uspokajał mnie.
-Gadaj! _spiorunowałam go wzrokiem.
-Byliśmy najlepszymi kumplami w gangu. To jeden z powodów dlaczego nie chciałem cię zabić i dlaczego jego odejście tak mnie zraniło. _powiedział sucho.
-Serio? No to fajnie że byliście kumplami! Nie wiedziałam że Davi ma kumpla. Ouuu jakie to słodkie. _przygryzłam wargę i otworzyłam szeroko oczy.
-Hehe... mówiliśmy do niego Davi. Jak miał problem z zabiciem kogoś. _ pokręcił głową z uśmiechem.
-Aha, no podobno mieliście tam jakieś swoje zdrobnienia. _uśmiechnęłam się. –A ty jakie miałeś? _spojrzałam na niego z uśmiechem.
-Nie ważne. _wymamrotał pod nosem.
-No ej, powiedz. _zatrzepotałam niewinnie rzęsami.
-Nie. _powiedział oschle.
-Justin! _krzyknęłam zakładając ręce na piersi .
-No dobra dobra. _podniósł ręce w obronnym geście.
-No to już. _uśmiechnęłam się z zaciekawieniem.
-Juju... _powiedział cicho i spojrzał w ścianę.
-Jak? _przyłożyłam rękę do ucha udając że nie słyszałam.
-Juju! _krzyknął a ja natychmiast wybuchłam śmiechem. –Co cię tak bawi? _spytał przez zęby, a ja ugryzłam się hamując kolejny wybuch.
-Nic... _powiedziałam patrząc w ziemię z uśmiechem.
-To się ze mnie nie śmiej! _syknął.
-Dobrze Juju._ nie mogłam się powstrzymać wybuchłam kolejnym napadem śmiechu.
-Zamknij się. _powiedział przez zęby.
-Ale nie zabijesz mnie za to Juju, prawda? _zrobiłam niewinną minkę.
-Powiedziałem ci coś? _skrzywił się ale po chwili sam nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem.  Wstał z łóżka i podszedł do mnie. Spojrzał mi prosto w oczy. Poczułam jak przechodzi mnie dreszcz. Przygryzłam wargę.
-Powiedziałeś... nie posłuchałam i co z tego?_ oblizałam wargę.
-Nie powinnaś była tego robić. _ oznajmił szeptem.
-I co zrobisz? _założyłam ręce na piersi.
-A co mam zrobić? _spytał z figlarnym uśmieszkiem.
-No mam nadzieje że nic. _powiedziałam a on przysunął się blisko. Za blisko. Położyłam mu ręce na torsie i odepchnęłam go. –Nie Justin. _odwróciłam się i westchnęłam. Był takim dupkiem że chciał mnie przelecieć? Teraz?
-Ale co ja takiego robię? _spytał wyraźnie zdziwiony.
-No... jesteś za blisko? Mam przestrzeń osobistą._ pokiwałam głową.
-Ah... tak. Pewnie. _powiedział szybko i się odsunął. –Przepraszam...
-Ok. nic się nie stało. _powiedziałam robiąc dziurę butem w podłodze. Zapadła niezręczna cisza. Nagle usłyszałam klakson auta. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam czarne auto z przyciemnianymi szybami. Moje serce zaczęło bić szybciej, spojrzałam na Justina, jego oczy się poszerzyły i podbiegł do okna.
-Kto to? _spytał nerwowo.
-Nie wiem, nie znam tego auta... _spojrzałam przez okno i zobaczyłam że drzwi się otworzyły. Zobaczyłam wysokiego bruneta w szarej kurtce. Oparł się o auto. To był Dave. Justin natychmiast go poznał bo złapał mnie za rękę nerwowo.
-To on._ powiedział przełykając ślinę.
-Tak to on! _uśmiechnęłam się wesoło.
-Nie wiem czy mam ochotę tam pójść. _odwrócił głowę. Oj czyżby był zestresowany. Heh.
-Marudzisz... wkurzasz mnie! Ustaliliśmy coś. _powiedziałam rzucając mu oschłe spojrzenie.
-Dobrze już. _przewrócił oczami. –Masz wszystko? _spytał rozglądając się po pokoju.
-Tak. _pokiwałam głową. –Idziemy już? _spytałam otwierając drzwi.
-Tak. _ powiedział, po czym zerknął jeszcze raz na pokój i wyszedł zamykając za nami drzwi. Zeszliśmy na dół i Justin z uśmiechem oddał klucze recepcjonistce i zapłacił. Spojrzałam przez okno i zobaczyłam mojego brata nadal opierającego się o samochód. Z uśmiechem wybiegłam nie zważając na Justina. Otworzyłam drzwi i rzuciłam się bratu w ramiona.
-Line. _przytulił mnie mocno i pocałował w głowę.
-Tęskniłam..._ wyszeptałam w jego tors.
-Ja za tobą też. _spojrzał na mnie a ja na niego i oboje uśmiechnęliśmy się szeroko. Nagle Dave odepchnął mnie i spojrzał w stronę motelu. Na jego twarzy widniały złość i przerażenie. Spojrzałam podążając za jego wzrokiem i zobaczyłam Justina idącego w naszą stronę.
-Odsuń się. _powiedział Dave i stanął przede mną osłaniając mnie swoim ciałem.
-Jest ok. on jest ze mną. _powiedziałam a on odwrócił się i pokręcił głową z niezrozumieniem.
-Co?
-On jedzie z nami. _powiedziałam szybko.
-Jak to jedzie z nami? Przecież nas zabije! _ spojrzał na niego i na mnie.
-Nie zabije, zaufaj mi. _powiedziałam uśmiechając się szczerze.
-No dobrze. _podniósł ręce, co znaczyło że się poddał.
-hej... Dave. _powiedział Justin niepewnie.
-Hej Jus. Co robiłeś z moją siostrą w motelu? _syknął przez zęby.
-Ja..._ podrapał się z tyłu głowy.
-Jak mogłeś przelecieć moją siostrę!?
-Dave!_ krzyknęłam a on spojrzał na mnie. –Nic nie robiliśmy. Nie zrobiłam z nim tego. _powiedziałam patrząc w ziemie.
-O.. serio? Myślisz że jestem głupi?_ pokręcił głową. –To jest Justin. _wskazał na Justina.- Największy pierdolony alfons jakiego znam! W motelu z moją siostrą, nie zmarnowałby okazji. _podszedł do Justina i złapał go za kołnierz.
-Przestań! Nie dałam mu się dotknąć! _odepchnęłam Dave’a od Justina.
-To może  wyjaśnisz mi co robiliście?_ spytał patrząc na nas z podniesionymi brwiami Udawał ojca, nie fajnie.
-On... opowiadał mi o tym jak się kumplowaliście. _skłamałam patrząc w ziemię. -Chciałam poznać kolegów mojego brata.
-Tak, aha._ spojrzał na Justina podejrzliwie. –A jak to się stało że znalazłaś się tak daleko domu z NIM. _podkreślił ostatnie słowo.
-No bo... _spojrzałam na Justina nie wiedząc co powiedzieć.
-To ja ją namówiłem. Spotkałem ją na ulicy i od razu poznałem że to twoja siostra. _ zaśmiał się Justin.
-Nie chciałeś jej zabić? Z tego co pamiętam to jak ostatnio się widzieliśmy powiedziałeś że jeśli ją spotkasz zabijesz ją a potem mnie znajdziesz i zabijesz mnie. _Dave założył ręce na klatce piersiowej.
-Tak?_ podrapał się z tyłu głowy. –Mówiłem tak... no to widocznie byłem pijany. _zaśmiał się.
-Jesteś żałosny. Powiedz lepiej czego chcesz od mojej siostry, ale nie baw się z nami w te swoje „gierki”.
-W jakie gierki?! Kurwa! Ty zawsze na mnie z pyskiem! Mam was w dupie! _Justin machnął ręką i szybkim krokiem odszedł w przeciwnym kierunku.
----------------------------------------------------------------------------------
Jak myślicie Justin wróci do nich? A może dołączy do tajemniczego głosu? 
Zdaję sobie sprawę że moga pojawić się błędy. Mam nadzieje że jest ich jednak niewiele ;p


sobota, 13 kwietnia 2013

3. Ucieczka...



-Z...zz...zabijesz mnie? _spytałam jąkając się.
-Nie._ odpowiedział pewnie. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Wiem że nie chciał mnie zabić, ale jednak był mordercą, dlaczego więc miałby poświecić swoje życie dla dziewczyny której nawet nie zna?! Nie rozumiem...
-A...ale ten głos...
-Mam go w dupie! Trzeba po prostu cię stąd zabrać._ podsumował co mnie trochę uspokoiło.  Wstał i zaczął chodzić w kółko po pokoju.
-Uspokój się. _wstałam i położyłam mu rękę na ramieniu.
-Co?!_ spojrzał na mnie jak na idiotkę. –Mam się uspokoić? Kurwa, ten koleś i reszta... _ugryzł się w język. – polują na nas. _złapał się za włosy.
-J...jaka reszta? _spytałam przełykając ślinę.
-To... to jest nie ważne. Line musisz mi zaufać. Trzymać się ze mną. Jeśli chcesz żyć._ powiedział patrząc mi prosto w oczy. Pokiwałam głową.
-Dlaczego do cholery mi pomagasz? _na serio nie rozumiałam tego.
-Nie wiem! Dlaczego ty nie chcesz bym ci pomógł? _próbował naśladować mój głos.
-Nie o to chodzi że nie chcę, ja tylko nie rozumiem. _popatrzyłam w podłogę.
-Bo wiem że zabicie ciebie nic nie da. _powiedział szybko i oschle.
-Ale... _pokręciłam głową  próbując uporządkować myśli.
-Posłuchaj. Tu nie chodzi tylko o ciebie. _złapał mnie za ramie. –Tu chodzi o mnie i o Jasona. _kim do cholery był Jason? Kolejny zabójca? Nic z tego nie rozumiem.
-To znaczy? _ rzuciłam mu spojrzenie aby kontynuował. Westchnął głośno i zaczął mówić.
-Ty jesteś jedną ze zleceń. Ale oni pragną najbardziej mojej krwi. _przełknął ślinę. –Dopóki wywiązuję się z zadań nie zabiją mnie. Ale nie mogę cały czas być ich zabawką. Mam tego dość! _na jego twarzy dostrzegłam gniew. –Cały czas mówią co mam zrobić, kogo zabić, jak zabić, jak torturować. _pogłaskał się po podbródku. –To nie jest takie proste zabić kogoś kto na to nie zasłużył. Mam problem z gniewem, tak... Dlatego często sprawiam wrażenie dupka bez uczuć. _no co ty nie powiesz. – Ale w rzeczywistości staram się być w jakiś tam sposób normalny. _normalny w jego ustach te słowa zabrzmiały jakoś dziwnie. Spojrzał na mnie oczekując że coś powiem. A ja tam stałam jak kołek, co miałam powiedzieć? Nie znałam go  za dobrze. W ogóle go nie znałam. Ale nie chciał mnie zabić i to było coś co w nim mi się spodobało. Nie lubiłam go ale musiałam mu pomóc, pomóc nam. Nie wiem kim są ci ludzie. Czego od niego chcą. Ale nie ma teraz na to czasu.
-Musimy wyjechać i się ukryć? Tak? _spytałam patrząc na niego.
-Tak. _spojrzał na mnie z zapytaniem na twarzy. Był ciekawy co powiem. To dobrze.
-Może..._ zaczęłam niepewnie. –Mój brat może nam pomóc. _dodałam szybko spoglądając na niego.
-Co?! O nie! Twój brat jest zdrajcą! Zostawił gang!_ krzyknął, a jego policzki robiły się bordowe ze złości.
-Nie jest zdrajcą! Odszedł z gangu, ale ty sam przed nim uciekasz! Więc co? Też jesteś zdrajcą. _ syknęłam.
-Nie jestem. Nic nie rozumiesz. _pokręcił głową.
-To mi powiedz.
-Nie mogę. _zacisnął pięść. –Ale twój brat jest zdrajcą, nie można odejść z gangu bo ma się gorsze dni. _pokręcił głową a na jego twarzy dostrzegłam obrzydzenie.
-Posłuchaj mnie! Mój brat musiał odejść! ROZUMIESZ? _spytałam powoli by wszystko zrozumiał.
-Nikt nic nie musi.
-No wiesz... ty musisz mnie zabić. _przekręciłam głowę na jedną stronę.
-To jest coś innego, kiedyś ci powiem ok.? a teraz pomyślmy jak i dokąd stąd uciec.
-Mówiłam już. Do mojego brata. _założyłam ręce na piersi.
-Nie! _krzyknął i kopnął w stół tak że się przewrócił.
-Justin! _krzyknęłam a on spojrzał na mnie i złość natychmiast zeszła z jego twarzy.
-Ok. wytłumacz mi dlaczego on musiał odejść? _usiadł na łóżku i patrzył na mnie w skupieniu.
-Dobrze... parę miesięcy temu zginęli moi rodzice. _przełknęłam ślinę. –Wypadek samochodowy zabił ich w rocznicę ślubu. _przygryzłam wargę na samą myśl o wspomnieniach. –Ja i brat zostaliśmy sami. Był w tym swoim gangu, a ja go potrzebowałam. Byłyśmy same w domu z moją siostrą przez cały dzień a czasami całą noc. _poczułam jak łza spływa po moim policzku. –Chciałam tylko żeby z nami został. Żeby był blisko. Był bezpieczny w domu. _wytarłam łzy. –Pewnego dnia nie wytrzymałam. Dina wyszła na noc do koleżanki i cały czas nie odbierała ode mnie telefonów. Bałam się o nią. Mój brat miał zlecenie i nie mógł sprawdzić czy wszystko u niej ok. Miałam dość tego waszego gangu, miałam ochotę was pozabijać za to jak wykorzystujecie Dave’a. On był za dobry dla was i tego waszego gówna. _splunęłam. –Nie miałam ochoty kolejnego razu wycierać mu ran. Opatrywać zwichniętej ręki czy nogi. Dina miała tylko i ma tylko 14 lat, dlaczego miała codziennie w domu oglądać krew? Nie było jej to potrzebne. _spojrzałam na niego by zobaczyć jego reakcje, ale on siedział tylko i patrzył w dal. –Miałam dość ciągłego strachu przed tym że go stracę... _mój głos się załamał. –Kocham go. Nie chciałam żeby tam był całe życie, zasługiwał na coś lepszego. Dlatego kiedyś postawiłam mu ultimatum. Albo my albo gang. Powiedziałam też że jeśli wybierze gang to ja z siostrą odejdziemy i więcej nas nie zobaczy. Obiecał że odejdzie... i to zrobił. _wytarłam łzy które cały czas spływały z moich oczu. Justin podniósł głowę i na mnie spojrzał.
-Nie wiedziałem... to wszystko jest takie..._ pokręcił głową. -Śmierć rodziców. Potem strata sióstr albo odejście... też wybrałbym rodzinę... _westchnął.- Gdybym ją miał. _oblizał usta i spojrzał na mnie, na jego twarzy zobaczyłam zrozumienie.
-Czyli? Dalej masz mojego brata za zdrajce? _spytałam lekko zmieszana.
-Nie. _pokręcił głową przecząco. –Rozumiem go. Pomoże ci? Zabierze cię stąd?_ spytał z nadzieją w głosie.
-Nie. _podeszłam do niego.
-Dlaczego? Jesteś jego siostrą. _popatrzył na mnie z niezrozumieniem wymalowanym na twarzy.
-Zabierze i pomoże nam._ powiedziałam pewnie.
-Nie powinienem prosić twojego brata żeby ratował mi tyłek.
-Nie zgrywaj macho jak nie ma takiej potrzeby. _ wyciągnęłam swój telefon z kieszeni. Cholera zapomniałam że jest rozładowany. –Um... Justin?
-Hm? _Spojrzał na mnie.
-Mogę pożyczyć twojego telefonu? _ spytałam niepewnie, przygryzając wargę.
-No jasne. _wstał z łóżka, wyciągnął telefon z kieszeni i podał mi go. –Masz.
-Dzięki. _uśmiechnęłam się do niego lekko i przejechałam ręką po ekranie żeby odblokować. Wpisałam numer mojego brata. Na szczęście przez ostatnie miesiące musiałam dzwonić do niego tyle razy że jego numer sam wszedł mi do głowy. A nie był łatwy. Mój brat nic nie miał łatwe. Usłyszałam sygnał i po chwili ktoś się odezwał.
-Halo? _to był głos Dave’a, moje usta same się uśmiechnęły na samą myśl o tym że wszystko u niego ok.
-Hej, to ja!_ krzyknęłam z uśmiechem.
-Ja czyli? _co?! jak mógł nie poznać mojego głosu?!
-Line! Twoja siostra tępoto. _zażartowałam.
-Line, jak dobrze cię słyszeć! Gdzie jesteś? Odchodziłem od zmysłów. I co to za numer? Dlaczego nie odbierasz telefonów ode mnie? _miał mnóstwo pytań. Jego głos był zmartwiony.
-Wszystko ci opowiem jak się spotkamy, a komórka mi padła. Przyjedziesz po mnie? _spytałam z nadzieją.
-No pewnie, a gdzie jesteś?
-Jestem...um_ spojrzałam na Justina by dowiedzieć się gdzie jestem. Szepnął do mnie „Motel Piano ul. Sinta Virgin  ,Savannah”.- Motel Piano ul. Sinta Virgin , Savannah. _powtórzyłam.
-Dobrze, co ty robisz tak daleko domu? A z resztą,  za godzinę będę. _powiedział po czym się rozłączył. Z uśmiechem oddałam telefon Justinowi.
-Nie powiedziałaś mu._ spojrzał na mnie z wyrzutami.
-O czym? _spytałam ze zdziwieniem.
-O mnie... 
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
przepraszam że tak długo nie było rozdziału to się juz nie powtórzy <3 
Co sądzicie o rozdziale?Te historyjki są takie smutne i słodkie xDDD ok nie wazne <3 dziekuje za komenty ;p

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

2.Ja nawet nie wiem jak się nazywasz...



-Zostaw mnie!_ krzyczałam i wyrywałam się coraz bardziej.
-Zamknij się i tak nic ci to nie da!
-Zostaw ją! _krzyknął zachrypły głos. Odwróciłam się i zobaczyłam jak on stoi z rękami w kieszeniach.
-Bo co? Zabijesz mnie? _koleś zakpił.
-Ta. _wzruszył ramionami.
-No to proszę. _oprych podniósł ręce do góry z ironią.
-Spoko. _chłopak wyciągnął z kieszeni pistolet, wymierzył go prosto na niego i strzelił. Jego martwe ciało padło obok mnie. Zakryłam ręką usta i z szeroko otwartymi oczami spojrzałam na chłopaka. Podszedł do mnie i niepewnie objął mnie ręką.
-Widzisz jak to jest kiedy zostawiam cię na chwilę samą. _uśmiechnął się.
-Zabiłeś go... _powiedziałam trzęsąc się.
-Taa... ale sam chciał.
-Dla ciebie to nic nie znaczy? _spojrzałam mu w oczy.
-A co ma znaczyć? Kurwa, dziewczyno, uratowałem Ci dupę! _krzyknął patrząc na mnie z niedowierzaniem.
-No właśnie... spojrzałam w ziemię. –Po co?_ podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.
-Po co? Po to żeby mieć cię dla siebie. _uśmiechnął się zadziornie.
-Taa... śmieszne. Myślisz że będę twoja? _ spojrzałam na niego ze złośliwym uśmiechem.
-Posłuchaj! _złapał mnie mocno za ramię.- Jak zaraz nie przestaniesz mi pyskować to zabiję cię tak jak jego. _powiedział przez zęby i wskazał na martwe ciało. Drgnęłam i nerwowo przełknęłam ślinę. Uśmiechnął się dumnie. –Myślę że zrozumiałaś.
-Ile to jeszcze potrwa? _spytałam nerwowo.
-Ale co? _podniósł jedną brew.
-No... ile jeszcze z tobą zostanę? _spytałam niepewnie.
-Do końca swojego życia, słonko. _powiedział z uśmieszkiem.
-J...jak to? _otworzyłam szeroko oczy.
-No tak długo aż zdecyduję się cię zabić. _powiedział wzruszając ramionami.
-Aha... to znaczy ile?_ spytałam, a on najwyraźniej zdziwiony moim pytaniem pokręcił głową z niedowierzaniem.
-Co ile? Ile potrwa zanim cię zabije? Hmm..._udawał że się zastanawia. –Z twoim podejściem i arogancją raczej niedługo. _ puścił mi oczko, w tym momencie dostałam gęsiej skórki. –Idziemy!_ powiedział popychając mnie w stronę motelu.

*
Siedziałam na łóżku patrząc przez okno, chłopak leżał z rękami pod głową. Założyłam włosy za ucho.
-Ehm._ chrząknęłam.
-Hm? _spojrzał na mnie.
-Dlaczego nic nie robimy? Jestem tu po co? Czy powiesz mi dlaczego mnie tu trzymasz bez celu? _przygryzłam wargę ze zdenerwowania.
-Heh. _podniósł się i przysunął do mnie. –Powinienem cię zabić. To moje zlecenie. _powiedział marszcząc czoło.
-Aha. pokręciłam głową. –Super. To już wiem. Tylko nie rozumiem dlaczego chcesz mnie zabić, czy ja ci coś zrobiłam?!_ Krzyknęłam mu prosto w twarz. 
-Mówiłem ci już! TWÓJ BRAT. _powiedział przez zęby.
-Ale mój brat to mój brat. A ja to ja.
-Posłuchaj, jakby to zależało ode mnie to zostawiłbym cię w spokoju. Nie chcę cię zabić. Ja... nie jestem za przemocą wobec kobiet.
-Yhym... wcale nie._ powiedziałam z ironią. Spojrzał na mnie wzrokiem ‘zamknij się, albo pożałujesz’.
-Uwierz że moi koledzy robię gorsze rzeczy. _powiedział wywracając oczami.
-Co z tego?! Twoich głupich kolegów tu nie ma! _krzyknęłam i natychmiast pożałowałam swoich słów.
-Uważaj na słowa!_ powiedział przez zęby. –Jesteś na mnie skazana, rozumiesz? I jeśli chcesz jeszcze pożyć zamknij swoją głupią babską mordę! _wbił palce w moją rękę, syknęłam z bólu, a on zabrał rękę i spojrzał na mnie z żalem. –Przepraszam... ja nie chciałem... _odwrócił wzrok.
-To nic... _dotknęłam swojej ręki w miejscu gdzie bolało.
-Pokaż._ spojrzał na mnie i dotknął mojej ręki. –Jest czerwona... będzie siniak... _westchnął i złapał się za włosy.
-Dlaczego cię to obchodzi?_ spojrzałam na niego.
-Nie wiem. _wzruszył ramionami.
-Heh... czy może pogadamy jak ludzie? Jeśli jestem na cb skazana chce coś o tobie wiedzieć. _powiedziałam i nie sądziłam że się zgodzi, a jednak... zrobił to.
-Dobra. To co chcesz wiedzieć? _spytał oblizując usta.
-Na początek jak się nazywasz?
-Justin... Justin Bieber. _odpowiedział szybko.
-Ok. Justin... ile masz lat?
-Dziewiętnaście. _odpowiedział równie szybko.
-No... nie wiem o co jeszcze mogę cię zapytać. _przygryzłam wargę i spojrzałam w sufit.
-Nie mam dziewczyny, mieszkam w domu sam. Jestem raczej typem samotnika. Jeśli chodzi o seks to dziwki mnie brzydzą, więc... zaliczam każdą napotkaną dziewczynę, jeżeli nie jest dziwką.
-Tego nie musiałeś mówić... nie interesuję mnie twoje życie erotyczne, serio. _skrzywiłam się, a on się zaśmiał.
-Ok. no to ty powiedz coś o sobie. Wiem tyle że jesteś siostrą Delgado. Line?
-Tak. _uśmiechnęłam się.
-Ile masz lat? _spojrzał na mnie przygryzając wargę.
-Szesnaście...
-Serio? Kurwa._ pokręcił głową.
-Co? O co ci chodzi? _spytałam szybko.
-O nic..._ pokręcił głową.
-Ta jasne.
-Tylko... jesteś zbyt gorąca. Nie wyglądasz na 16-latke.
-A na ile wyglądam? _skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nie wiem, na 18. _powiedział z zadziornym uśmieszkiem. – Ale jak masz 16 lat to pewnie nie umiesz się pieprzyć i jesteś dziewicą. _Wzruszył ramionami.
-Dla twojej pieprzonej informacji nie jestem dziewicą, a mój poprzedni chłopak wcale nie narzekał! _krzyknęłam z oburzeniem, po chwili się zorientowałam co właśnie do niego powiedziałam, gadka dziwki się we mnie obudziła. Pokręcił głową z uśmieszkiem. Od razu zrozumiałam o co mu chodziło. Podpuścił mnie. Dupek. –Nienawidzę cię!
-Ale o co ci chodzi? Sama się przyznałaś. _podniósł ręce do góry w obronnym geście.
-Zamknij się._ fuknęłam.
-Dobra, przepraszam że sama się przyznałaś._ zaśmiał się.
-Zrób mi przysługę i zamknij się. _spiorunowałam go spojrzeniem.
-Dajmy już spokój. _uśmiechnął się uwodząco. –Nie mam ochoty na kłótnie.
-To nie prowokuj. _warknęłam.
-Dobra, kotku. Już nie będę._ puścił mi oczko z uśmieszkiem.
-Spadaj.
-Dość tego, mieliśmy rozmawiać. Dalej... o czym my rozmawialiśmy... a tak. To czym się interesujesz?_ spytał.
-Sztuką. _odpowiedziałam  dumnie.
-Serio?_ zrobił znudzoną minę.- Ale dokładniej?
-Co dokładniej? Interesuję się ogólnie sztuką. Obrazy, rzeźby... mówi ci to coś?_ spytałam złośliwie.
-Nie jestem osłem. Chodziłem do szkoły. _spiorunował mnie wzrokiem.
-Serio? No to super._ zaśmiałam się. -A jakie są twoje zainteresowania? _spytałam z uśmiechem.
-Hm... lubię zabijać. _oblizał usta, a moje ciało przeszły ciarki. Kto normalny może mieć takie zainteresowania? No tak, on nie jest normalny.
-Ciekawe... _pokręciłam głową.
-Ty nadal się nie boisz? _spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-A wiec o to ci chodzi? Chcesz mnie wystraszyć swoją gadką?  No wiesz, jakoś nie. _wzruszyłam ramionami.
-Jakim cudem?! Zabiłem przy tobie człowieka! Gadam że chcę cię zabić! Kurwa co jest z tobą?! _ potrząsnął głową z niedowierzaniem.
-Wiem że mnie nie zabijesz. Sam to powiedziałeś. I tyle. _uśmiechnęłam się do niego sztucznie.
-Nie powiedziałem tego! Przecież cały czas ci grożę! _krzyknął, denerwowałam go. Świetnie.
-Powiedziałeś „nie chcę cię zabić” a po za tym dużo gadasz, gówno robisz. _pokwitowałam.
-Mam ci zaraz pokazać co mogę z tobą zrobić? _spytał z jadem w głosie.
-Nie, dziękuje nie mam..._ przerwał mi jego dzwoniący telefon, wyciągnął swojego iphone z kieszeni i odebrał.
-Halo? _spytał, nie wiedziałam z kim gada, słyszałam tylko szmer i momentami  ciężki głos. Ale nie byłam w stanie usłyszeć słów. –Nie zabiłem jej jeszcze. _westchnął i jego brwi się zmarszczyły, wtedy usłyszałam dokładnie co krzyknął poważny  i gruby głos: „masz czas do jutra Bieber! Inaczej oboje skończycie w rowie!”. Drgnęłam, Justin spojrzał na mnie i rozłączył się. Włożył telefon z powrotem do kiesze
----------------------------------------------------------------
Hejcia ^^ przepraszaaaaam że nie dodawałam tak długo rozdziału, ale nie było kiedy ;/ 
Oto jest 2 <3 miłego czytania :D 

środa, 3 kwietnia 2013

1.Początek, ciąg dalszy.


-Posłuchaj, nie obchodzi mnie że mój brat ma u was jakieś porachunki, co ja mam do tego?
-Jesteś zapłatą. _stwierdził, wyciągnął z kieszeni papierosa i odpalił go.
-Eheh... możesz otworzyć okno? _zakaszlnęłam.
-Nie nie mogę.
Ten mały dupek zaczynał mnie irytować. Naprawdę.
-Ou... no to świetnie. _założyłam ręce na piersi.
-Zamknij się już. _warknął i po chwili zatrzymał samochód. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam średni  budynek na którym widniał napis M OT  L bo najwidoczniej w E spaliły się żarówki. Otworzył drzwi i wyszedł. Siedziałam nadal, wolałabym zostać tutaj niż być z nim w jednym pokoju przez całą noc. Niestety... otworzył drzwi od mojej strony i pociągnął mnie gwałtownie za nadgarstek.
-Wysiadaj!
-Już wysiadam! Nie musisz mną szarpać!
Popchnął mnie w stronę motelu, zamknął auto i dołączył do mnie. Nadal miał na sobie kaptur. Dlaczego nie chciał mi się pokazać? Co takiego ukrywał? Może to jak brzydki był... hehe... zaśmiałam się sama do siebie. Niestety dość głośno bo usłyszał.
-Co cię tak bawi?_ spytał z jadem w głosie.
-Nic... _odwróciłam głowę.
-Nic? To czego kurwa rżysz jak koń? _szarpnął mnie za ramię tak mocno że chyba wyrwał mi obojczyk.
-Przepraszam..._ powiedziałam po cichu , masując ramię.
-Przestań mnie kurwa przepraszać tylko się zachowuj! _krzyknął. Myślałam że mnie uderzy ale powstrzymał się bo staliśmy przed drzwiami motelu, były szklane a recepcjonistka  się na nas gapiła. Otworzył drzwi jakby nigdy nic i wszedł do środka, weszłam za nim.
-Dobry wieczór. _powiedziała recepcjonistka piskliwym głosem. Miała wielki czerwony kok, jak te peruki z XIX w. Jej usta były niebieskie... tak niebieskie. Wyglądała strasznie. Wyszła zza lady i wtedy moje oczy ujrzały jej sukienkę, jeśli kawałek brudnej, popalonej papierosami firany można nazwać sukienką.
-Witaj. _powiedział uwodzącym głosem.
-W czym mogę wam pomóc?
-Poproszę jeden pokój. _powiedział z uśmiechem.
-Dobrze, pokój małżeński?
-Nie, pokój z dwoma łóżkami! _odpowiedziałam szybko.
-Nie widzę takiej potrzeby, kochanie. _zwrócił się do mnie. Co on sobie myślał? Idiota.
-Dobrze. Macie pokój 231. _powiedziała i podała mu mały złoty kluczyk.
Złapał mnie za rękę, wyrwałam się. Przyłożył usta do mojego ucha i szepnął.
-Bądź grzeczna, chyba że chcesz aby ta niewinna recepcjonista była martwa.
Nie miałam wyjścia, nie chciałam śmierci niewinnej osoby. Złapałam go za rękę i posłałam recepcjonistce uśmiech i przytuliłam się do jego ramienia. Usłyszałam jak się zaśmiał. Weszliśmy po schodach i gdy zeszliśmy z pola widzenia natychmiast się od niego oderwałam.
-Ale słonko nie musisz. _zaśmiał się.
-Oj tak, sądzę że muszę. _powiedziałam posyłając mu sztuczny uśmiech. Gdy doszliśmy na drugie piętro dostrzegłam numer 231. Chłopak podszedł do niego, przekręcił kluczyk i otworzył drzwi. Weszłam, a on wszedł za mną. Zapalił światło i wtedy zobaczyłam łóżko z białą pościelą, mały stolik i łazienkę. Mały pokój wydawał się być dość przytulny i czysty jak na motel. Chłopak wszedł do łazienki zatrzaskując za sobą drzwi. Usiadłam na łóżku i przygryzłam wargę. Nudziło mi się. Na ścianie dostrzegłam obraz. Była na nim baletnica ze złamaną nogę. Dziwny a zarazem intrygujący obraz. Nie wspominałam wcześniej, ale moją największą pasją jest sztuka. Podeszłam do obrazu i zaczęłam jeszcze intensywniej mu się przyglądać.
-Co cię tak zaciekawiło? _zapytał, a ja aż podskoczyłam. Odwróciłam się i dostrzegłam że stoi bez kaptura i koszulki, w ręczniku owiniętym wokół bioder. Jego włosy były jasno brązowe, oczy miodowe, a usta pełne i koloru róży... był gorący. Dlaczego się ukrywał pod tym kapturem? Jego ABS był taki idealny. Nie miał klaty jak Taylor Lautner ale była idealna dla chłopaka w jego wieku, taka średnia. Było widać mięśnie i to było seksowne.
-Co teraz z obrazu przeszłaś na mnie? _spytał z uśmiecham i wtedy ukazały mi się jego równe, białe zęby.
-Nie.. ja tylko...
-Spokojnie, patrz sobie ile chcesz, w sumie masz na co._ wyszczerzył się.
-Haha, jaki ty jesteś pewny siebie. _wywróciłam oczami. –Dupek. _dodałam cicho, ale najwyraźniej nie za cicho bo usłyszał.
-Co powiedziałaś? _podniósł jedną brew i podszedł do mnie. Odsunęłam się natychmiast.
-Nie... nic...
-Powtórz co powiedziałaś! _krzyknął i złapał mnie mocno za nadgarstek.
-Ja nic nie powiedziałam...
-Słyszałem że coś powiedziałaś, więc powtórz! _powiedział przez zęby.
-Powiedziałam dupek. _odpowiedziałam cicho.
-Co? _udawał że nie słyszał.
-Powiedziałam dupek! _krzyknęłam, a on pokręcił głową i na mnie spojrzał. Jego oczy przepełniał gniew.
-Jeśli jeszcze raz tak do mnie powiesz to cię zabiję na miejscu! Rozumiesz? _wpił palce w mój nadgarstek. Pokiwałam głową na tak i przełknęłam ślinę. Puścił mnie i usiadł na łóżku.
-Grzeczna dziewczynka. _uśmiechnął się. Oblizał  usta. Bałam się go, ale był cholernie gorący. Zwłaszcza że pod tym ręcznikiem nic nie miał. O matko, o czym ja myślę?!  Jestem głupia. Mam zboczone myśli o kolesiu który chcę mnie zabić.
-Czy... mogę się wykąpać? _spytałam niepewnie przygryzając wnętrze policzka.
-Tak kochanie, ale tylko wtedy jeśli rozbierzesz się przy mnie. _uśmiechnął się łobuzersko.
-Jesteś obleśny! _ krzyknęłam nie patrząc na konsekwencję.
-Hej, kochanie, dlaczego się denerwujesz? Tylko żartuje. _pokręcił głową z uśmiechem.
-To nie jest śmieszne! Dlaczego mnie po prostu nie zabijesz? Chyba tego właśnie chcesz? _ przekręciłam głowę w jedną stronę.
-Bo co to za satysfakcja zabić cię od razu? Muszę się tobą nacieszyć. _ rzucił mi łobuzerski uśmieszek.
-Co...co masz na myśli? _spytałam z przerażeniem w głosie.
-Chyba się domyślasz. _oblizał usta i wstał. –Masz zgrabny tyłek. _podszedł do mnie.
-Czy mogę iść się wykąpać? Proszę...
-Proszę? Więc teraz umiesz być miła? Idź już.
Pobiegłam do łazienki i potknęłam się o jego spodnie. Czy ten dupek nie może po sobie nawet posprzątać? Na ziemi walały się jego spodnie, koszulka i bokserki. Buty ku mojemu zaskoczeniu były położone obok prysznica. Huh... o buty dba?! Dupek. Upewniłam się że drzwi są zamknięte i zaczęłam się rozbierać. Złożyłam ubrania i położyłam je obok umywalki. Weszłam pod prysznic i poczułam jak woda obmywa moje ciało i brudy z całego dnia spływają wraz z nią. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Siedzisz tam już wystarczająco długo wychodź!
-Już, chwila! _krzyknęłam wychodząc spod prysznica. Moje oczy wodziły po łazience w poszukiwaniu ręcznika, i jedyne co zobaczyłam to mały biały ręczniczek do twarzy. Ten dupek zabrał duży ręcznik, cholera. W małżeńskim pokoju jest jeden ręcznik do ciała. Ciekawe.
-Wyjdziesz już? _pukał i kopał coraz mocniej.
-Już, już. _uspokajałam go, sięgnęłam po mały ręczniczek i wytarłam nim całe ciało. Wciągnęłam bieliznę, a następnie spodnie i bluzkę. Podeszłam do drzwi. Westchnęłam i otworzyłam je powoli.
-Nareszcie, ile można czekać?_ popchnął mnie i wszedł do łazienki, sięgnął po swoje ubrania. –Masz zamiar stać i się na mnie gapić? _spytał podnosząc jedną brew. Jakim cudem podnosił jedną brew?
-Nie, ja już wychodzę._ powiedziałam i szybko wyszłam z łazienki. Usiadłam na łóżku.
Po chwili wyszedł z łazienki w szarych bokserkach i czarnym t-shircie.
-Dlaczego wziąłeś tą sypialnie? _spytałam patrząc na niego z wyrzutem.
-Bo miałem nadzieję że ty i ja w tym łóżku coś zrobimy. _oblizał usta i usiadł obok mnie.
-Heh.. no to źle myślałeś! _ fuknęłam i wstałam z łóżka.
-Nie pożądasz mnie teraz ale prędzej czy później i tak będziesz. _wzruszył ramionami i położył się.
-Heh! Śmieszny jesteś, nie dobierzesz się do mnie nigdy!
Nie odpowiedział, prawdopodobnie zasnął.  Nie wiedziałam co mam zrobić, spać na podłodze? Tej brudnej zimnej podłodze? No cóż, trudno. Poszłam do łazienki i zabrałam z niej ręcznik. Rozłożyłam go na podłodze i położyłam się.

*

Obudziłam się i o dziwo byłam wyspana. Przeciągnęłam się przypominając sobie wydarzenia sprzed zaśnięcia. Po chwili dotarło do mnie że leżę w łóżku. Dziwne. Jakim cudem? Przecież zasnęłam na podłodze. Odwróciłam się w bok i dostrzegłam chłopaka leżącego obok mnie. Drgnęłam i spojrzałam na swoje ciało. Ok. byłam w tych samych ubraniach. Spojrzałam na niego jeszcze raz. Jak on słodko spał. Przyglądając mu się przez chwile dostrzegłam jaki jest ładny. Już wcześniej to widziałam ale przyglądając mu się dostrzegłam te rysy. Ładny nos i te usta... nie wiem dlaczego ale miałam ochotę się w nie wbić jak wampir. Otrząsnęłam się. Spał. To była szansa żeby uciec. Powoli i po cichu wstałam. Cały czas na niego spoglądając kierowałam się w stronę drzwi. Odwróciłam się i pociągnęłam za klamkę.
-Dokąd się wybierasz? _spytał ospały, zachrypły głos.
-Ja... _odwróciłam się z głupawym uśmieszkiem. –chciałam iść po wodę.
-Wodę? _podniósł brew.
-Tak. _pokiwałam głową.
-Aha. Myślisz że jestem głupi? _wstał i podszedł do mnie.
-Nie. _pokręciłam głową przecząco. –Wcale tak nie myślę... mi tylko chciało się pić.
-Dobrze więc. _złapał mnie za rękę. –Pójdziemy razem na dół i kupimy wodę. _puścił mi oczko.
-O... ok.
Przyłożył twarz blisko mojej. Za blisko. I spojrzał mi głęboko w oczy.
-Będziesz udawać zakochaną. Rozumiesz? Chyba że już się zakochałaś no to wtedy nie musisz udawać. _uśmiechnął się łobuzersko.
-Będę udawać. _rzuciłam mu sztuczny uśmiech.
-Dobrze. _puścił moją rękę i wciągnął spodnie. –Wychodź.
Wyszliśmy i zeszliśmy na dół, spojrzał na mnie z uśmiechem. Złapałam go za rękę.
-Dzień dobry piękna. _zwrócił się do recepcjonistki. Pajac.
-Dzień dobry gołąbeczki. Jak się spało?_ spytała z uśmiechem.
-Dobrze, dziękujemy. Gdzie można kupić wodę?
-Tam naprzeciwko jest sklepik. _wskazała palcem na mały budynek po drugiej stronie.
-Dziękuję ...Suzan. _przeczytał z plakietki i uśmiechnął się uwodząco. Dupek.
Wyszliśmy z motelu i udaliśmy się w stronę sklepu.
-Mogę cię już puścić? _spytałam wywracając oczami.
-Dlaczego jesteś taką szmatą? _spytał przez zęby.
-Zamknij się. Nie jestem szmatą. _syknęłam.
-Próbuję być miły a ty odpierdalasz sceny! _spojrzał na mnie z wyrzutem i gniewem.
-Ty próbujesz być miły? _zakpiłam.
-Przeniosłem cię w nocy do łóżka!
-A może ja nie miałam ochoty z tobą spać?! _wyrzuciłam ręce w powietrze.
-Och kochanie, oboje wiemy że tak nie jest. _uśmiechnął się uwodząco.
-Spadaj! _ przyspieszyłam w stronę sklepu.
-Dlaczego znowu się obrażasz? Przecież żartowałem do cholery! _przybiegł do mnie i pociągnął mnie za rękę.
-Zostaw mnie! Chcę tylko kupić wodę więc daj mi spokój na parę minut, przecież nie ucieknę. _spojrzałam na niego z nadzieją.
-Dobrze, idź. _wskazał głową żebym poszła.
-Dziękuje. _przewróciłam oczami i pobiegłam po drodze na drugą stronę. Weszłam do sklepu i odetchnęłam. Wreszcie nie miałam tego dupka na karku. Rozglądnęłam się po sklepie i dostrzegłam 3 facetów gapiących się na mnie. Drgnęłam ze strachu i obrzydzenia. Odwróciłam się w poszukiwaniu wody. Bingo. Stała na półce obok kasy. Sięgnęłam po nią i postawiłam na ladzie.
-Jaka piękna dziewczynka. _powiedział jeden z facetów wcześniej się na mnie gapiących. Szybko wyciągnęłam kase i położyłam na ladzie. Gdzie do cholery jest ten kasjer?!
-Mała, mam samochód... może zabawimy się trochę? _poczułam jak położył na moim ramieniu rękę.
-Nie..._ powiedziałam cicho.
-Nie? No to trudno. _złapał mnie za brzuch i przełożył sobie przez ramię.
-Puść mnie! Pomocy! _krzyczałam, kopałam, ale wszyscy mieli to gdzieś. Wyniósł mnie ze sklepu i szedł w stronę swojego wana.

-------------------------------------------------------
Nom to jest ciąg dalszy 1 rozdziału.  Mam nadzieje że wam sie spodoba. <333 
Jak myślicie co stanie się z dziewczyną? 
#swag 
Zdaję sobie sprawę że mogą pojawić się błędy, mam nadzieje że jest ich jednak niewiele. 

Zwiastun.

Ok, dla tych czytających i nieczytających xdd
Obejrzyj zwiastun a może Cie zainteresuje ;p
Ok. Chcę powiedzieć że rozdział pojawi się dzisiaj o 18. Zapraszam i proszę żebyście powiedzieli innym o moim opow. Bo chcę poznać opinię innych ludzi. 
 A tak na marginesie Justinek ma już 37 mln. followers ! YAY *O*

wtorek, 2 kwietnia 2013

1. Początek...



Biegłam tak szybko jak tylko 16 letnia dziewczyna potrafi. Miałam dreszcze na całym ciele. Błagałam Boga o fory, by tylko on mnie nie dogonił. Mój oddech był szybki i przerywany. To wszystko było bez sensu. Czułam jak powoli tracę siły. Wiedziałam że zaraz upadnę a on mnie złapie i zabije... Bałam się... dlaczego to właśnie mi się przytrafia. Moje serce zaczęło kołatać i nogi potykały się o siebie nawzajem. Już po mnie... Zatrzymałam się by złapać oddech. Poczułam kolkę, złapałam się za kolana i odkaszlnęłam. Po chwili poczułam silne ramiona oplatające moją talię.
-Nie  błagam... _wydyszałam.
-Zamknij się! _jego zachrypiały głos odbijał się w mojej głowie jak echo.
-Nic ci nie zrobiłam, proszę zostaw mnie! _poczułam w moich oczach  pieczenie i już po chwili na moich policzkach pojawiły się łzy.
-O błagam... twój płacz mnie irytuje! _warknął.
-Dlaczego ja? Kim ty jesteś? Błagam... nie zabijaj mnie!_ błagałam płacząc.
-Ty bo twój brat. Jestem twoim koszmarem. I zabiję cię jeśli będę miał na to ochotę. A teraz się zamknij! _pociągnął mnie za rękę, nie widziałam jego twarzy ale po jego sylwetce widziałam że jest młody. Był gdzieś w moim wieku, może trochę starszy. Otworzył drzwi i wepchnął mnie na tylne siedzenia. Sam wsiadł na miejsce kierowcy i odpalił silnik. Odjechał. Zabrał mnie ze sobą. Nie wiedziałam kim jest. Ani czego ode mnie chce. Spojrzałam na niego, miał na sobie kaptur i nie widziałam twarzy. Gapiłam się nadal, miałam nadzieje że się odwróci. Może go poznam.
-Na co się gapisz? _syknął, natychmiast się otrząsnęłam.
-Na nic...
-Tak cię interesuje mój wygląd? Kochanie, nie bądź niecierpliwa. _nie widziałam go ale mogłam przysiąc że się uśmiecha.
-Nie interesuje mnie twój pieprzony wygląd! _krzyknęłam poczym szybko zakryłam usta. Musiałam nauczyć się kontrolować swoje wybuchy gniewu, zwłaszcza gdy jestem z nieznajomą osobą, która chce mnie zabić.
-Nie tak ostro! _warknął.
-Przepraszam..._ powiedziałam cicho.
-Tak myślałem.
Zapadła niezręczna cisza. Radio było wyłączone. Za oknem mijaliśmy tylko pojedyncze domy i parę latarni.  Poczułam zmęczenie, nie chciałam spać, ale dzisiejsze wydarzenia sprawiły że nie miałam kompletnie siły na dalsze funkcjonowanie.  Położyłam się na tylnich siedzeniach i zamknęłam oczy.

*

Obudziłam się w tym samym miejscu.  Ten sam chłopak prowadził to samo auto. Nadal miał kaptur, nadal nie grało radio.
-Obudziłaś się księżniczko? _spytał z ironią.
-Tak... i nie jestem księżniczką. _stwierdziłam przewracając oczami.
-Dziwne..._ zaśmiał się i pokręcił głową.
-Co jest dziwne?
-To że jesteś taka spokojna... _zaśmiał się ponownie.
-A co mam robić? Krzyczeć? Boję się ciebie, ale dopóki jestem z tyłu a ty jesteś z przodu czuję się bezpiecznie.
-Muszę cię rozczarować ale zaraz wysiadamy i już nie bd czuć się tak bezpiecznie.
-G..gdzie wychodzimy? _spytałam niespokojnie.
-Do motelu, jedziemy 10 godzin, a ja jestem wykończony. _powiedział jakby to było oczywiste.
-Aha... no dobra, a potem co masz zamiar ze mną zrobić?
-Zabiję cię. _pokwitował. Powiedział to tak spokojnie, naprawdę zaczynałam się go bać.
-Zabijesz mnie? Aha, super a możesz chociaż powiedzieć czemu? Co ja ci takiego zrobiłam?
-Naprawdę nie wiesz?_  pokręcił głową. –Twój brat Dave. Gang. Mówi ci to coś?
-Tak, wiem że mój brat należał do gangu, ale już w nim nie jest więc o co chodzi?
-To co właśnie powiedziałaś. Już w nim nie jest. I za to musi zapłacić. Żaden członek gangu nie może z niego odejść. Nigdy. 
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to to jest początek 1 rozdziału. Podzieliłam go na 2 części ponieważ chciałam żeby pierwszy był krótki, reszta będzie dłuższa ;p. 
Mam nadzieje że was to zaciekawi <333 
#SWAG

Bohaterowie

Lil (Lil Twist)




Jane (Ariana Grande)
Canon (Avan Jogia)
Dina Delgado (Ciara Bravo)
Dave Delgado (James Franco)
Line Delgado (Victoria Justice)

Justin Bieber (Justin Bieber xdd) <3

Wstęp.

Hej, jestem Hana i na tego bloga będę wrzucać swoje opowiadanie. Głównym bohaterem jest Justin Bieber więc hejterów proszę o nie komentowanie i nie czytanie. Rozdziały będą pojawiały się różnie. Raczej co 2-3 dni. Mam nadzieje że was to zainteresuje i będziecie stałymi czytelnikami. Mój twitter to @haniabiebs wiec wszelkie uwagi możecie dawać tam lub tutaj na komentarzach.
                                                                                      #SWAG <333