wtorek, 20 sierpnia 2013

12. Strzał...



Obudził mnie śpiew ptaków za oknem. Otworzyłam lekko oczy i zaczęłam poszukiwać Justina. Zdziwiło mnie to że go nie znalazłam. Pokój był pusty. W mojej głowie zaczęło pojawiać się wiele myśli. Czy go porwali? A może mnie zostawił? Odwróciłam głowę i dostrzegłam że na poduszce leży jakaś kartka. Pisało na niej: POSZEDŁEM PO COŚ DO JEDZENIA – J. Kamień spadł mi z serca. Faktycznie mój brzuch był pusty i burczał od paru dni. Nie jadłam nic od dawna. Wstałam z łóżka i spięłam włosy w niedbały koczek. Poczułam obrzydzenie na myśl że mam nadal te same ubrania i że nie myłam się przez parę dni.  Otworzyłam drzwi z pokoju i rozglądając się dostrzegłam łazienkę. Pobiegłam do niej, otworzyłam drzwi i zamknęłam za sobą. Po chwili zorientowałam się że jest to małe wc, bez prysznica czy wanny. Dobra dam radę umyć się w umywalce. Odkręciłam wodę i wsunęłam rękę pod strumień. Woda była lodowata. Mydło było w kostce, czyli mogło używać go już wielu ludzi. To wszystko było dołujące. Obmyłam całe ciało mydłem a następnie starałam się je oblać wodą. Zachlapałam przy tym całą łazienkę. Trudno. Kolejnym punktem krytycznym było to że nie było tu ręcznika. A ja kompletnie o tym nie pomyślałam. Spróbowałam strzepać z siebie wodę. Z wstrętem ubrałam na siebie moją koszulkę, a właściwie 2/3 jej... < reszta została w vanie z krwią Justina>. Huh. Oraz majtki. Wyobrażacie sobie chodzić w jednych majtkach przez tydzień. No właśnie. Fu. Otworzyłam drzwi z łazienki i pobiegłam do pokoju. Moje serce stanęło gdy na łóżku zobaczyłam leżącego na brzuchu Justina.
-Justin? _spytałam niepewnie, podchodząc powoli. Cisza ogarnęła pokój. Wystraszyłam się jeszcze bardziej.
-Justin? Wszystko  w porządku?_ spytałam kładąc delikatnie rękę na jego plecach. Wtedy Justin szybko się odwrócił i przytulając mnie położył na łóżku.
-Bu! _powiedział żartobliwie. 
-Jesteś nienormalny? _krzyknęłam z ironią.
-Wyluzuj. _powiedział przewracając oczami.
-Wystraszyłeś mnie!_ powiedziałam wstając z łóżka.
-Nie chciałem cię zezłościć... myślałem że będziesz się z tego śmiała.
-No jak widzisz tak nie jest..._ odwróciłam się do niego tyłem.
-Oj... Line..._powiedział cicho.
Po chwili poczułam jego rękę na mojej talii. Przygryzłam wargę, czując się nieco zawstydzona.
-Ja naprawdę nie chciałem żebyś była zła. _powiedział całując mnie w szyję. Drgnęłam i po chwili zamknęłam oczy z rozkoszy. Muskał delikatnie ustami moją szyję. Jęknęłam cicho.
-Justin, nie. _powiedziałam odsuwając się. –Jest ok., nie gniewam się... ale nie rób tego więcej. _powiedziałam próbując na niego nie patrzeć.
-Nie chcesz mojego dotyku? Dlaczego? _spytał zdezorientowany.
-Ledwo się znamy...
-Nie, nie prawda... prawie razem zginęliśmy...cały czas trzymamy się razem. Nie rozumiem dlaczego mi nie ufasz!
Westchnęłam i spojrzałam na niego.
-Ufam ci! Bardzo ci ufam... wiem że przeszliśmy razem wiele... ale ja nie idę do łóżka z każdym komu ufam... _pokręciłam głową.
-Masz racje... może się pospieszyłem. _wymamrotał.
-Tak, pospieszyłeś się... _powiedziałam, spojrzałam na niego i zobaczyłam że ma na sobie czarną koszulkę, czarne spodnie i czyste buty. Wszystko było nowe. A w ręce nie było już druta. Nareszcie.
-Em... a skąd masz nowe ciuchy? I co się stało z drutem?_ spytałam. 
-Byłem w mieście, to parę kilometrów stąd. _odpowiedział podchodząc do szafki.
-Pojechałeś tam beze mnie?_ spytałam lekko zdenerwowana.
-Taa... bo ty spałaś. Wybrałem pieniądze z banku, pojechałem do szpitala żeby mi to wyciągnęli, wykąpałem się w hotelu i kupiłem pare rzeczy._ wyszczerzył się wyciągając z szafki  dwie torby.
-Wykąpałeś? A ja musiałam myć się w umywalce pod lodowatą wodą. _powiedziałam z wyrzutem.
-Ale sobie poradziłaś._ zaśmiał się.
-A co za rzeczy kupiłeś?_ spytałam podchodząc do toreb.
-Pare rzeczy... jedzenie i takie tam.
Szybko chwyciłam jedną z toreb i natychmiast zauważyłam w niej koszulkę dla mnie. Był to biały t-shirt z nadrukowanym zdjęciem James’a Dean’a. Kocham tego aktora. Skąd Justin o tym wie? W torbie były również szare leginsy, majtki i... stanik. Spojrzałam na niego oschłym wzrokiem.
-Wiesz jaki mam rozmiar? _spytałam marszcząc brwi.
-Taa... _podrapał się po głowie.
-A.. skąd?_ syknęłam przez zęby.
-Em... jak spałaś to musiałem zerknąć.. na metkę...żeby ci kupić. _wyszczerzył się.
-Ty zboczeńcu! _krzyknęłam wkurzona.
-No przepraszam że ci to kupiłem, mogłaś chodzić w tym samym , brudnym staniku przez kolejny tydzień._ powiedział z ironią.
-No dobra... reszta jest ok., dziękuje. _powiedziałam nieco spokojniej.
-No to się cieszę... _ wyszczerzył się.
-Skąd wiedziałeś że lubie James’a Dean’a? _spytałam podejrzliwie.
-Nie wiedziałem, ja go lubię więc ci ją kupiłem.
-Aha... _spoglądając do torby dostrzegłam kosmetyki. Eyeliner, tuż do rzęs, podkład oraz błyszczyk. Spojrzałam na Justina z szeroko otwartymi oczami. –Znasz się nawet na kosmetykach?
-Nie... poszedłem do galerii i powiedziałem że szukam prezentu dla dziewczyny, jakieś kosmetyki no i mi to wybrała._ wzruszył ramionami.
-Dziewczyny? _spytałam lekko się rumieniąc.
-Tak tylko powiedziałem, nie wiedziałem co ci kupić na przeprosiny za bycie dupkiem..._ podrapał się po głowie.
-Nie jesteś nim. _powiedziałam odkładajac pustą torbę do rogu pokoju. –Skąd miałeś auto?
-Ten facet z recepcji mi pożyczył, kazał zatankować i kupić mu pare rzeczy.
-Aha, a gdzie jedzenie? _spytałam prawie desperacko.
-W drugiej torbie. _podał mi drugą torbę, która była z KFC, spojrzałam na niego z  niesmakiem. – Nie lubię takiego żarcia. _powiedziałam odkładając torbę.
-Zachowujesz się jak rozpuszczona diva... _stwierdził. – Jedz bo umrzesz z głodu a nie gwiazdorz. _rozkazał, wzięłam do ręki torbę i zajrzałam do środka. Do moich nozdrzy uderzył zapach ciepłej bułki, mięsa, sałaty oraz frytek. Patrząc na Justina wzięłam frytkę do buzi.
-I co? Jest aż takie złe? _spytał z uśmiechem.
-Bywało gorsze. _stwierdziłam połykając.
-Nie rozumiem jak można nie lubić KFC czy McDonald’a... _pokręcił głową ze śmiechem.
-To jest nie zdrowe!_ krzyknęłam.
-No i co? Używki też są i jakoś ludzie je biorą.
-Ty też? _spytałam, a on zaczął się śmiać jak jakiś psychol.
- Co to za pytanie?! _spytał ocierając łzy śmiechu.
-Normalne. _stwierdziłam cicho.
-To chyba normalne że tak.
-Nie rozmawiajmy o tym więcej. _pokręciłam głową sięgając po kolejną frytkę, byłam tak głodna że zapomniałam o tym co jem, więc nie czułam obrzydzenia. Justin siedział cicho do chwili aż skończyłam jeść.
-Wyjeżdżamy? _spytał z uśmiechem.
-Czym? Znowu chcesz pożyczyć auto tego gościa?­_ zapytałam.
-Nie, kolega wpadnie po nas za jakieś pół godziny. _powiedział spoglądając na zegarek.
-Muszę zadzwonić do Dave’a. _oznajmiłam.
-Spoko. _podał mi pudełko z nowym białym iphonem.
-To dla mnie? _spytałam prawie świecąc oczami.
-No tak, swojego starego telefonu nie możesz już używać. _powiedział z uśmiechem. Szybko chwyciłam za pudełko i odpakowałam telefon. Był taki mega, moich emocji nie da się opisać. Zawsze o takim marzyłam ale mojego brata nie było na to stać. Z uściskiem rzuciłam się na Justina. Odwzajemnij uścisk obejmując mnie w pasie.
-Dziękuje. _wydusiłam cicho.
-Nie ma za co. _odpowiedział głaskając mnie po plecach. Uwalniając się z uścisku dotknęłam jego policzka dłonią i oparłam nasze czoła.
-Jesteś cudowny... _powiedziałam zamykając oczy.
-Nie, jestem okropny... i mały gest tego nie zmieni. _powiedział smutno, odwracając głowę.
-Uwierz że tak nie jest. Jesteś dobry, kochany i troskliwy... zabijałeś bo ci kazali...
-Nie, zabijałem bo sam tego chciałem... mogłem wybrać... ciebie nie zabiłem bo nie mogłem... nie wiem dlaczego, ale po prostu nie mogłem. _przerwał mi.
-Nie zabiłeś mnie i teraz musisz tak żyć. _wyrzuciłam ręce w powietrze. –W ciągłym stresie że cie znajdą...
-Tęsknie za starym życiem to prawda. Ale świadomość tego że zabiłem ciebie nie pozwalałaby mi normalnie żyć...
-Dlaczego? Co we mnie jest takiego że nie potrafisz mnie zabić? _spytałam kładąc mu rękę na kolanie.
-Ja nie wiem... chyba..._przygryzł wargę.
-Co?_ spytałam  zachęcając go do dalszego mówienia.
-Chyba czuje coś do ciebie, coś czego nie czułem do nikogo innego. _powiedział niemal na jednym tchu. Moje oczy otworzyły się szeroko, żaden chłopak wcześniej nie powiedział że czuje do mnie coś czego nigdy nie czuł. Nie wiedziałam co powiedzieć.
-Taa.. wiem że może to dziwne, bo morderca nie powinien nic czuć, ale ja po prostu sobie nie wierze... nie wierze że mogę kochać... chce cię chronić za wszelką cenę. _wymamrotał.
Złapałam jego dłoń w swoją. –To miłe co mówisz ale...  nie powinniśmy być razem. _powiedziałam żałując swoich słów, musiałam to powiedzieć. Być z Justinem to jak życie w ciągłej karuzeli, w każdej chwili możesz wypaść. A Dave, on nigdy by się na to nie zgodził. Znam go, mój chłopak gangster... nie w tym życiu. Justin spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach.
-Rozumiem... ale nie pozwolę ci tak po prostu odejść... umarłbym ze zmartwienia.
-Nie musisz dać mi odejść, Dave pozwoli ci przyjaźnić się ze mną, no przynajmniej tak myślę..._uśmiechnęłam się lekko, chwyciłam za iphone i wykręciłam numer.  Usłyszałam trzy sygnały i po chwili zachrypły, ospany głos.
-Halo? _spytał.
-Dave! Jak dobrze cie słyszeć, nic wam nie jest? _krzyknęłam wesoło.
-Line? Jak mogłaś nie dać znaku życia?!
-Przepraszam... wiem że źle zrobiłam... nie miałam wyboru... A co u was, wszystko ok.?
-Nie... nie jest ok. _powiedział słabo.
-Co z tobą? Dlaczego jesteś taki słaby?
-Nie spałem od 2 dni szukałem ciebie i Diny!
-Po co Diny? Zagineła? _krzyknęłam wystraszona. Spojrzałam na Justina, miał szeroko otwarte oczy ze strachu.
-Tak. _powiedział oschle. –Porwali ją... tylko dlaczego... _jego głos się załamał.
-Nas też porwali... _poczułam łzy na policzku. – Justina pobili... _wyszlochałam .
-Jest tam z tobą? _spytał zaskoczony.
-Tak... cały czas. Dba o mnie... i chroni.
-Nie ufaj mu Line... to zwykły oszust i morderca!
-Nie mów tak o nim! _krzyknęłam w jego obronie.
-Ale to prawda... nie daj się omamić.
-Przestań! Mam dość ciągłych wyzwisk z twojej strony! On jest dla mnie dobry i nie wiem o co ci chodzi! Daj mu spokój dba o mnie lepiej niż ty kiedykolwiek!
Usłyszałam westchnięcie w słuchawce.
-Przepraszam... wiem że się starałeś... _ powiedziałam ciszej.
-Nie, masz racje...  nie byłem i nie jestem najlepszym bratem... ale zawsze będę chciał dla ciebie jak najlepiej.
-Wiem Dave... a teraz musimy szybko się spotkać i ją znaleźć! _krzyknęłam.
-Dobrze, Line przyjdź... _nagle usłyszałam szumy w słuchawce.
-Dave?
Szumy, głosy i po chwili.... strzał.
-Dave! _krzyknęłam ze łzami w oczach. Rozłączyło nas. Ogarnął mnie ogromny strach że go stracę. Położyłam telefon na szafce.
-No jak widze to nie możemy się przyjaźnić..._ Justin powiedział oblizując usta, spojrzałam na niego załzawionymi oczami. –Ale nie muisz z tego powodu płakać._ uśmiechnął się lekko.
-Dave! Słyszałam.. s..strzał. _zająkałam się.
-Co?_ spytał lekko zdezorientowany.
-Strzał. W słuchawce. _powiedziałam cicho. Justin podszedł do mnie, objął mnie ramionami i pocałował w czubek głowy głaskając ręką moje plecy.
-Wszystko będzie dobrze... nie martw się._ powiedział troskliwym głosem.
-Nic nie jest dobrze! Dine porwali, Dave... nie wiem nawet czy żyje! _powiedziałam przez płacz. Justin przytulił mnie mocniej.
-Znajdziemy Dinę, a Dave żyje, zobaczysz wszystko się ułoży.
-Mam dość tego koszmaru Justin...ja...ja nie chce tak żyć! _wychlochałam.
-Ććć... to się skończy... _powiedział w moje włosy.
-Kiedy? Za 10lat za 15? Umre na zawał do tego czasu! _krzyknęłam.
-Nie umrzesz, bo ja na to nie pozwolę. _powiedział puszczając mnie z uścisku i podchodząc do szafki. –Przebierz się, nie możemy tu dłużej zostać. _podszedł do okna. –Lil już jest, to dobrze. _uśmiechnął się, a ja szybko sięgnęłam po ubrania.
-Odwróć się! _zażądałam.
Justin się zaśmiał. –Po co?
-Bo się przebieram! Justin!
-Dobra, dobra już się odwracam. _ powiedział podnosząc ręce do góry w obronnym geście. Cały czas zerkałam na Justina. Przebrałam stanik, ubrałam koszulkę z James’em. Naciągnęłam koszulkę na kolana i ściągnęłam majtki, włożyłam nowe. Wciągnęłam legginsy, po czym wszystkie ubrania zwinęłam w kulkę i wyrzuciłam do kosza. Justin się odwrócił i z uśmiechem.
-Możemy iść? _spytał/
-Jeszcze tylko się pomaluje. _uśmiechnęłam się chwytając kosmetyki. Nie miałam lustra więc starałam się pomalować na oślep. –Justin może być? _spytałam, Justin popatrzył na mnie i uśmiechnął się.
-Tak, wyglądasz ślicznie.
-Dziękuje, no to możemy iść. _powiedziałam z uśmiechem. Po tych słowach Justin
skierował się do drzwi. Chwyciłam za iphone i rozglądając się wyszłam.
*
Przed schroniskiem stało czarne auto. Justin złapał mnie za rękę żebym poczuła się pewniej. Otworzył tylne drzwi, po czym wsiadłam. Zamknął drzwi i wsiadł z przodu obok kierowcy.
-Siema. _powiedział Justin.
-Siema, siema... a ta ładna pani to kto? _spytał jak zakładam Lil, uśmiechając się do mnie, pokazując tym wszystkie białe zęby.
-Line... _powiedziałam niepewnie.
-Line... hm... nigdy nie słyszałem takiego imienia. To twoja dziewczyna Justin?
-Nie. _warknął Justin. –Ona nie chce ze mną być.
-Woah, ktoś nie chce z tobą być?_ spytał Lil szeroko otwierając oczy. –Ktoś nie chce Justina Biebera? Legendarnego mordercy? _zaśmiał się Lil, a Justin pokiwał głową z uśmiechem. Jakby ta nazwa mu imponowała. Morderca, to określenie nie jest trafne co do Justina. Mordercy są źli, bez pokory, bez wyrzutów sumienia. On przeprasza za każde przewinienie, nie może być nazwany mordercą.
-A jaki ja niegrzeczny. Jestem Lil. _wyciągnął do mnie rękę, uścisnęłam ją z lekkim uśmiechem.
-Justin? _spytałam cicho. Odwrócił się do mnie. –Gdzie jedziemy?
-Do Miasta, zabiorę auto, pare ciuchów i możemy szukać Diny. _uśmiechnął się.
-Ok. _powiedziałam patrząc za okno. Mijaliśmy tylko las. Po parunastu minutach jazdy dojrzałam budynki. Wreszcie cywilizacja. 
-----------------------------------------------------------------------
Wreszcie jest 12. ;)  
Dave, jak myślicie coś mu sie stało? 
Lil, nowy bohater ;D jest w coś zamieszany?a może jest postacią epizodyczną? Dowiecie się ;p 
*
wiem wiem... rozdziału nie było wieki... ale w moim życiu dużo się działo ;p wiec przepraszam <3 
@haniabiebs