-Dziewczyna? _spytał z
uśmieszkiem. Justin nic nie odpowiedział. Jego biała koszulka zrobiła się
czerwona z lewej strony, tam gdzie się trzymał. Poczułam pieczenie w oczach co
sygnalizowało że zaraz się rozpłacze. Facet miał broń cały czas skierowaną w
moją stronę.
-Jeśli odstrzelę jej łeb
będziesz płakał? _spytał przez śmiech. Justin nadal się nie odzywał. Widok
Justina leżącego na ziemi i zwijającego się z bólu sprawił że łzy pojawiły się
na moich policzkach. On wyglądał tak
niewinnie, tak biednie. Chciałam do niego podbiec i przytulić go z całych sił.
Ale nie mogłam... bo ten facet nie zawahałby się mnie zabić.
-Nic nie mówisz? Nie
bronisz jej? Więc po co ona wg. tu przylazła? Nie znacie się? A może to jedna z
twoich dziwek? _ warknął kopiąc go chyba po raz setny. Justin syknął z bólu, a
moje narządy zrobiły fikołka. –Dalej
nic nie mówisz. Dobrze. Papa ślicznotko. _powiedział a ja zacisnęłam oczy. Moje
życie się kończy. Żegnaj bracie, siostro... Justinie.
-Zostaw...ją..._ wydusił
Justin. Szybko otworzyłam oczy i spojrzałam na jego biedne zakrwawione ciało.
Podniósł ledwo głowę. Dostrzegłam że z niej też leci krew.
-A więc jednak coś dla
ciebie znaczy? _w kapturze zobaczyłam tylko usta, uśmiechały się
złośliwie. Spojrzałam na Justina,
uniósł głowę tak żeby spojrzeć mi w oczy. Zauważyłam że rusza ustami.
Powiedział „Line odejdź stąd”. Potrząsnęłam głową na znak sprzeciwu. Zamknęłam
oczy, westchnęłam, a gdy je otworzyłam faceta już nie było. W panice zaczęłam
się rozglądać, spojrzałam na Justina. Jego oczy były szeroko otwarte z
przerażenia. Odwróciłam się. Stał za mną. Jedyne co pamiętam to że przyłożył mi
do ust nasączoną czymś chusteczkę. Później ciemność.
***
Obudziłam się. Rozglądając
się dostrzegłam że jadę. Byłam w jakimś aucie. Zakładam że w tym do którego
wcześniej wszedł Justin. No właśnie gdzie jest Justin? Spojrzałam w bok, leżał
obok mnie. Jechaliśmy pewnie długo bo był już cały we krwi. Chciałam go obudzić
ale zauważyłam że moja prawa ręka jest przykuta kajdanami do jakiejś rury.
Usiadłam i szturchnęłam go lekko stopą. Jęknął ale otworzył leniwie oczy.
-Co jest mamo?
-Nie jestem twoją mamą!
_szepnęłam głośno.
-Line!? _otrząsnął się i
usiadł. Przetarł oczy po czym gwałtownie złapał się za bok. –Ssss... _syknął z
bólu i położył się ponownie.
-Jezu, przecież ty się
wykrwawisz! _krzyknęłam, a po moich policzkach spłynęły nowe łzy.
-Nic mi nie jest. _warknął
i zacisnął oczy z bólu. Nie cierpię jak chłopcy się tak zachowują. Kiedyś Dave
też tak robił. Przychodził do domu we krwi i pierdolił że nic mu nie jest.
-Nie pieprz do cholery!
_krzyknęłam wkurzona. –Co oni ci zrobili? I kim wg. są?!
-Jeden rozwalił mi butelkę
na głowie, a drugi wbił mi w bok nóż.
-Co za idioci! Dlaczego to
zrobili? Kim oni są?! _ spytałam desperacko. Rozglądałam się za czymś co pomoże
w zatamowaniu krwi. Ale był tu tylko stary gruby koc, woda i paczka chipsów.
Przecież nie dam rady roztargać tak grubego koca. Nawet nie obwiąże mu nim
pasa.
-Pamiętasz ten telefon, w
motelu? _spytał.
-Tak... co kazał ci mnie
zabić.
-No właśnie, to ci ludzie.
Na razie nie wiedzą że ty to ty, wiec nic im nie gadaj. _powiedział zamykając
oczy, zakryłam ręką usta, to kwestia czasu zanim się wykrwawi.
-Nie zasypiaj! Proszę!
_krzyczałam przez łzy.
-Spokojnie... po prostu
muszę odpocząć. _uspokajał mnie.
-Wykrwawisz się... _obraz
zamazał mi się od łez, wytarłam oczy po czym kontynuowałam. –Przybliż się.
-Po co? _spytał lekko
otwierając oczy.
-Musimy jakoś zatamować
krew. Twoja koszulka jest już cała mokra, ściągnij ją. _rozkazałam. Spojrzał na
mnie , nie miał siły by to zrobić. Więc lewą reką złapałam dół jego koszulki i
podniosłam ją do góry. Moim oczom ukazał się zakrwawiony tors. Z boku rzeczywiście
miał nacięcie po nożu. Przełożył koszulkę przez głowę i rzucił ją na bok.
-Kawałek z prawej strony
który miałeś na plecach jest czysty. _powiedziałam sięgając po koszulkę. Rozerwałam czysty kawałek i przyłożyłam do
jego rany na boku. –To i tak za mało. _powiedziałam smutnym głosem. –Nie wiem
co teraz.
-Jest ok. _ powiedział z
lekkim uśmiechem.
-Nie nie jest!_ krzyknęłam
płacząc. –Martwie się o ciebie, jeśli się wykrwawisz to nigdy sobie tego nie
wybaczę! _krzyknęłam z frustracji.
-Line jest ok. _położył
delikatnie rękę na mojej. –Dziękuję że się tak mną przejmujesz to dla mnie
wiele znaczy.
-A czemu miałabym się nie
przejmować, daj spokój. Każdy zrobiłby to samo na moim miejscu.
-No nie wiem...
_powiedział smutno, przechylając głowę.
-Jak to nie wiesz?
-Ja kiedyś zostawiłem...
twojego brata. _powiedział przygryzając wargę.
-Co? _spytałam potrząsając
głową z niezrozumieniem.
-Zostawiłem go, tak jestem
dupkiem i myślę tylko o sobie. _skwitował po czym zamknął oczy i odchylił głowę
z bólu.
-Teraz to nie ważne,
jesteś ranny i muszę ci pomóc. _powiedziałam spokojnie, pociągając nosem.
-Jak chcesz to zrobić?
Jesteś przykuta._ powiedział kiwając lekko głową w moją stronę.
-Jakoś sobie poradzę. _
warknęłam. Przysunęłam się bliżej i sięgnęłam po butelkę wody. Mocno pociągnęłam za dół swojej koszulki,
oderwałam kawałek. Okazał się mój brzuch ale to teraz nie było ważne. Polałam
materiał wodą i zaczęłam obmywać rany na głowie Justina. Zamknął oczy z bólu i
przygryzł wargę.
-Wiem że to boli... ale
muszę przemyć. _powiedziałam z wyrzutem, pokiwał głową na znak że wie o
tym. Polałam wodą delikatnie jego tors.
Zdjęłam kawałek materiału z rany na boku i zaczęłam wycierać. Krew tak
beznadziejnie rozmywała się na jego klacie. Zostawiała smugi. Na ręce też miał
rany. Co za dupki jak mogli go tak urządzić? To nie z mojej winy prawda? O
matko... czuje się beznadziejnie.
Wzięłam się za ręce i zaczęłam obmywać rany na jego rękach. Napiął
mięśnie, to było seksowne, o Boże ! jak ja mogę w takiej chwili myśleć o takich
rzeczach. Wycierałam dalej, krwi było
tak dużo że nie widziałam tatuaży. Wykręciłam koszulkę, nalałam na nią wody i
wycierałam dalej. Tatuaże zaczęły być widoczne. . Przyjrzałam się im pierwszy raz. Na lewej ręce miał głowę
tygrysa, rybe, anioła, napis BELIEVE i sowę. Nie lubie tak dużej ilości
tatuaży, ale u niego to wyglądało fajnie.
-Podobają ci się? _spytał
ospale.
-Co? Uhm.. tak. _pokiwałam
głową i uśmiechnęłam się jak idiotka. Kolejny raz przyłapał mnie na
przyglądaniu mu się. Żałosna jestem.
-Masz jakiś?
-Ale co? _spytałam nie
rozumiejąc.
-Tatuaż czy masz?
-Um. Nie. _spuściłam głowę
w dół.
-Spoko... a chcesz sobie
zrobić? _spytał przymrużając oczy.
-Nie wiem... może kiedyś.
_odpowiedziałam szybko.
-To pójdziemy razem.
_uśmiechnął się lekko. –Mam w planach jeszcze pare, prawa ręka jest jakaś goła. _zaśmiał się. –Ma tylko jeden tatuaż
i to tak malutki że go nie widać. _faktycznie nie zauważyłam że ma tam tatuaż.
Ale bardziej zaskakiwało mnie to że nadal był w stanie mówić. Stracił tyle
krwi. Samochód się zatrzymał, moje serce podeszło do gardła. W nogach poczułam
ciarki. Justin zacisnął zęby i spojrzał na mnie z lekkim, pocieszającym
uśmiechem.
-Justin...ja się boje.
_wymamrotałam i po chwili z moich oczu popłynęły kolejne łzy.
-Shh... nic ci nie będzie.
Jestem przy tobie. _uspokajał mnie.
-Ale jak zabiorą cie
gdzieś z dala ode mnie? Nie jesteś w stanie walczyć. _powiedziałam płacząc,
Justin otworzył usta żeby coś powiedzieć ale wtedy drzwi z bagażnika się
otworzyły. W sumie nie wiem jak to się nazywa. Van ma bagażnik? Czy raczej
pomieszczenie. Heh... to nie ważne.
-Rozkuj ją! _krzyknął ten
sam facet który pobił Justina. Obok
niego stało 3 innych facetów. Oni wszyscy mieli kaptury, chowali twarze tak jak
Justin na początku. To było dziwne. Po co ukrywać twarz a potem i tak ją
pokazywać? Nie rozumiem. Według rozkazu jeden z nich podszedł do mnie i
otworzył zamek z kajdan. Potarłam nadgarstek, nie wyglądał za dobrze. Był lekko
fioletowy. Dwóch pozostałych szarpnęło Justina . Nie zwracając uwagi czy to go
boli.
-Ała, kurwa!_ syknął
Justin.
-Zamknij się! _krzyknął
jeden.
-Jeśli to boli, to jak
opiszesz to co dla ciebie zaplanowałem? _spytał ze śmiechem, oczywiście ten
który pobił Justina.
-Przestańcie go nękać! Go
to boli, jest człowiekiem tak samo jak wy! Okażcie trochę serca! _krzyknęłam w
jego obronie, ale oni tylko zaśmiali się głośno.
-Mała się przejęła...
ojej. _powiedział złośliwie jeden z kolesi. –Jest człowiekiem tak samo jak wy.
_próbował naśladować mój głos. –Widzę kochanie że nic o nas nie wiesz, to
dobrze. _zaśmiał się. Co to miało znaczyć? Nie rozumiem... jest człowiekiem, co
takiego powiedziałam? Dziwni są ci ludzie. Złapali mnie za ręce i zaczęli
ciągnąć. Wow, byli bardzo silni. Pierwszy raz spotkałam kogoś tak silnego.
Wytargali mnie na zewnątrz i moim oczom ukazała się wielka brama, miała chyba z
7 metrów. Była żelazna. Nie wjechali tam autem, dlaczego? Brama się otworzyła i
zostałam wepchnięta do wnętrza zagrodzonej posesji. Rozglądając się zauważyłam
kilka budynków. Popchnęli mnie w stronę średniego zielonego budynku, wyglądał
jak jakieś więzienie. Miał kraty na oknach a przed wejściem stało dwóch ludzi.
Zgadnijcie w czym? W kapturach. Ciężkie
drzwi zostały pchnięte przez jak zakładam strażników. Popchnęli mnie do środka
i zamknęli drzwi. W środku był półmrok. Miałam racje to było więzienie. W
pomieszczeniu były tylko cele. Puste cele. Strażnik otworzył jedną z nich i
wepchnął mnie do środka. Upadłam na ziemie, brudną ziemie. Na ścianie była
krew.. otworzyłam szeroko oczy i wstałam .
-Wypuśćcie mnie stąd!
Błagam! _ krzyczałam przez płacz.
-No błagam cie! Zamknij
się na moment!_ uciszył mnie. Byłam przerażona. Ale bardziej zastanawiało mnie
gdzie jest Justin i co mają zamiar mu zrobić. Bałam się o niego. Wszyscy wyszli
zostawiając mnie samą w tej ohydnej celi.
***
Drzwi gwałtownie się
otworzyły i 2 facetów trzymało kogoś. Nie widziałam kogo, bo byli zbyt daleko a
było tu dość ciemno. Zaczęli zbliżać się do mojej celi. Cofnęłam się ale po
chwili dostrzegłam że trzymają Justina,
moje serce pękło. Otworzyli cele i rzucili go na podłogę, nie był w stanie
wstać. Ledwo żył. Na jego ciele nie było miejsca gdzie nie było krwi.
Podbiegłam do niego i odwróciłam twarzą do siebie. Miał zamknięte oczy. Był
nieprzytomny. Jego usta były zmasakrowane, tak samo jak nos. Prawe oko było
podbite. Krew lała się ze wszystkiego. Rozpłakałam się na dobre. Dlaczego
zrobili mu coś takiego?! Jego włosy były posklejane od krwi. Miał pełno siniaków. Na jego nagim torsie
było pełno nacięć od noża. Brzuch miał siny. Nie chciałam patrzeć dalej, bo
wiedziałam że będzie to samo. Na boku nadal miał ranę, nadal nie opatrzoną.
-Nie umieraj. _szepnęłam.
–Proszę cię, tylko nie umieraj. _rozpłakałam się jeszcze bardziej, jeśli w
ogóle to było możliwe. Ku mojemu zaskoczeniu otworzył lekko oczy.
-Nigdzie... się... nie...
wybieram. _powiedział ze swoim zadziornym ale krwawym uśmieszkiem.
-Justin! _krzyknęłam z
uśmiechem. –Dlaczego oni ci to zrobili? Jak mogli! _pociągnęłam nosem.
-Nie... płacz...
_powiedział, lecz po chwili odwrócił
głowę i zaczął pluć krwią.
-O Boże Justin!
_otworzyłam oczy szeroko, a on spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Czy on
naprawdę myśli że jestem głupia i uwierzę mu że wszystko jest ok.?- Martwię
się... jesteś w fatalnym stanie. Moja mama była pielęgniarką. Znam takie
przypadki ,w takim stanie, bez opieki nie dożyjesz rana.
-Jestem... dzielnym...
chłopcem..._ cud że jeszcze mówił, ale mówił ledwo.
-Nikt nie jest na tyle
dzielny Justin... _wytarłam łzy i pochyliłam się nad nim.
–Musimy się stąd wydostać, rozumiesz? Nie wiem jak, ale zabiorę
cie stąd. _szepnęłam.
-Nie... da... rady.
_wykrztusił.
-Musi być sposób!
_krzyczałam desperacko.
-Line... obiecaj.. mi...
coś... _jego oczy powoli się zamykały.
-Tak, Justin co mam ci
obiecać?
-Nigdy... nie... mów...
im... kim ...jesteś. Czekaj... na... Dave’a, gdy... już... cie... znajdzie...
uciekajcie... jak... najdalej... stąd. Nigdy... tu... nie... wracaj. Przenigdy.
-Wrócisz ze mną. _mówiłam
przez płacz. –Nie zostawię cię tu. Mówiłeś że jesteś dzielny!
-Oni... jeszcze... ze...
mną nie... skończyli... Line. _powiedział ze smutkiem.
-Przepraszam Justin. _łzy
zamazywały mi obraz.
-To nie... twoja wina...
nigdy tak... nie myśl.
-Moja wina! Gdybyś mnie
zabił nie cierpiałbyś teraz! _krzyknęłam i położyłam rękę na ustach żeby nie
krzyczeć jeszcze bardziej.
-Przestań... nigdy... bym
cię... nie zabił. Przyjdą.... po mnie.... gdy będziesz spała... więc pamiętaj
że.... nie możesz... ich spotkać nigdy! Jeśli.... cię znajdą... zrobią ci
coś... gorszego od śmierci!
-Nie ma nic gorszego od
śmierci...
-Jest... uwierz mi... że
jest. Bycie ich... pracownikiem...jest gorsze...
-Błagam, nie możesz nas
zostawić! _krzyknęłam i pogładziłam jego policzek. Jego kąciki ust podniosły
się lekko ku górze. Z jego podbitego oka popłynęła łza. Wytarłam ją kciukiem.
-Przepraszam... że
musisz... oglądać... mnie w...takim... stanie.
-Nie przepraszaj, nie masz
za co. _przygryzłam wargę żeby nie zacząć wydzierać się jak małe dziecko.
-Połóż... się...koło...
mnie..._ poprosił. Wykonałam jego prośbę i położyłam się obok. Powoli położył
swoją zakrwawioną rękę na moich plecach.
Poczułam jeszcze większy żal. –I ...pamiętaj... nawet jeśli... nie
będziesz.. jeszcze spać... to ... nie wolno... Ci... się odzywać... kiedy ..po
..mnie przyjdą. _szepnął.
-Dlaczego? Chcę cię
bronić!
-Tak... na ...pewno...mi
... nie ...pomożesz.
Zamknęłam się, muszę mu
pomóc ale nie w ten sposób. Pogładziłam delikatnie jego tors. Spojrzałam na
rękę, była cała z krwi. Tak mi było go żal. Naprawdę był dzielny, nadal był
przytomny. Jakim cudem? Każdy człowiek wykrwawiłby się raczej, prawda? Ciężkie
drzwi zaskrzypiały i wtedy poczułam ucisk w brzuchu. Facet podszedł do celi i
ją otworzył.
-Wstawaj! _kopnął Justina,
przez co ten jęknął z bólu. Chciałam coś powiedzieć ale mi zabronił. –Jesteś
głuchy?! Wstawaj! _kopnął Justina jeszcze mocniej przez co krzyknął. Z moich
oczu popłynęły kolejne łzy. –Nie wstaniesz to wyrwę ci kończyny jedną po
drugiej. Wtedy będziesz miał powód żeby nie wstać. _zaśmiał się. Bałam się że
rzeczywiście to zrobi.
-Pomogę mu wstać. _nie
wytrzymałam, musiałam mu pomóc. Oczy Justina się rozszerzyły i pokiwał głową na
nie. Nie posłuchałam go, wsunęłam rękę pod jego plecy a drugą złapałam go za
rękę. Próbował się podnieść, ten durny gbur tylko stał i się gapił.
-Widzę że on coś dla
ciebie znaczy. Hm. Świetnie. Souh2 do mnie!_ krzyknął i jakiś drugi przybiegł z
końca korytarza Souh2? Co to wg. za imie?! –Weź tą pomocną laskę stąd! _wskazał
na mnie, po czym Souh2 złapał mnie w
talii i wytargał z za celi.
-Co mam z nią zrobić?
_spytał.
-Zabierz ją do specjalnego
pokoju. _powiedział szarpiąc Justina. Souh2 kiwnął głową i popchnął mnie w
stronę drzwi. Odwróciłam głowę i spojrzałam na Justina, facet ciągnął go za
włosy. Nie obchodziło mnie gdzie idę, musiałam tylko pomóc Justinowi.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejcia <3 Oto obiecany długi rozdział ;D
Biedny Justin ;c Tak strasznie go pobili ;c Jak myslicie co stanie się z Line?
Proszę o komentarze to wiele dla mnie znaczy ;*
Z góry dziekuje <3333
o boooże ;c
OdpowiedzUsuńbiedny Justin :'c
strasznie się o niego boję, oby nie zrobili mu już niczego złego ;c
martwię się też o Line, ciekawe co oni chcą z nią zrobić? ;/
informuj mnie na bierząco: @paula_biebs <3
Jakie smutne .. :c
OdpowiedzUsuńbiedny Justin, boję się o niego i o Line
czekam z niecierpliwością na następny rozdział
te opowiadanie jest takie zajebiste ♥
OdpowiedzUsuńnawet lepsze niż Danger :D
To cudownie że dodajesz tak często rozdziały i mam nadzieję, że będziesz dodawać przynajmniej dwa razy w tygodniu (to tylko prośba)
Czekam na następny ♥
~~ Swagguś.xdd
O matko tak mi zal Justina ;c
OdpowiedzUsuńczekam na nn <3
Świetne opowiadanie,czekam na następny rozdział.Matko!! Biedny Justin.Ciekawe co się stanie teraz z Line,fajnie że rozdział był dłuższy niż zwykle :) Pozdrawiam :) @aga1457
OdpowiedzUsuńprosze;D http://www.youtube.com/watch?v=7ejsM0VF-Os Świetny rozdział <333333
OdpowiedzUsuńBoję się o Justina i Line :c
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział ♥
kiedy mniej więcej, pojawi się kolejny rozdział? :D
OdpowiedzUsuńkocham to opowiadanie. Kiedy następny.? Już się nie mogę doczekać. Tak bardzo szkoda mi Justina <3<3<3
OdpowiedzUsuń