czwartek, 9 maja 2013

8. Line odejdź!



Moje ciało zadrżało. Czy to już czas abym odeszła? Moje życie zaraz się skończy. Poczułam ucisk w żołądku. Facet uśmiechnął się złośliwie i po raz kolejny kopnął Justina.
-Dziewczyna? _spytał z uśmieszkiem. Justin nic nie odpowiedział. Jego biała koszulka zrobiła się czerwona z lewej strony, tam gdzie się trzymał. Poczułam pieczenie w oczach co sygnalizowało że zaraz się rozpłacze. Facet miał broń cały czas skierowaną w moją stronę.
-Jeśli odstrzelę jej łeb będziesz płakał? _spytał przez śmiech. Justin nadal się nie odzywał. Widok Justina leżącego na ziemi i zwijającego się z bólu sprawił że łzy pojawiły się na moich policzkach.  On wyglądał tak niewinnie, tak biednie. Chciałam do niego podbiec i przytulić go z całych sił. Ale nie mogłam... bo ten facet nie zawahałby się mnie zabić.
-Nic nie mówisz? Nie bronisz jej? Więc po co ona wg. tu przylazła? Nie znacie się? A może to jedna z twoich dziwek? _ warknął kopiąc go chyba po raz setny. Justin syknął z bólu, a moje narządy zrobiły fikołka.   –Dalej nic nie mówisz. Dobrze. Papa ślicznotko. _powiedział a ja zacisnęłam oczy. Moje życie się kończy. Żegnaj bracie, siostro... Justinie.
-Zostaw...ją..._ wydusił Justin. Szybko otworzyłam oczy i spojrzałam na jego biedne zakrwawione ciało. Podniósł ledwo głowę. Dostrzegłam że z niej też leci krew.
-A więc jednak coś dla ciebie znaczy? _w kapturze zobaczyłam tylko usta, uśmiechały się złośliwie.  Spojrzałam na Justina, uniósł głowę tak żeby spojrzeć mi w oczy. Zauważyłam że rusza ustami. Powiedział „Line odejdź stąd”. Potrząsnęłam głową na znak sprzeciwu. Zamknęłam oczy, westchnęłam, a gdy je otworzyłam faceta już nie było. W panice zaczęłam się rozglądać, spojrzałam na Justina. Jego oczy były szeroko otwarte z przerażenia. Odwróciłam się. Stał za mną. Jedyne co pamiętam to że przyłożył mi do ust nasączoną czymś chusteczkę. Później ciemność.

***
Obudziłam się. Rozglądając się dostrzegłam że jadę. Byłam w jakimś aucie. Zakładam że w tym do którego wcześniej wszedł Justin. No właśnie gdzie jest Justin? Spojrzałam w bok, leżał obok mnie. Jechaliśmy pewnie długo bo był już cały we krwi. Chciałam go obudzić ale zauważyłam że moja prawa ręka jest przykuta kajdanami do jakiejś rury. Usiadłam i szturchnęłam go lekko stopą. Jęknął ale otworzył leniwie oczy.
-Co jest mamo?
-Nie jestem twoją mamą! _szepnęłam głośno.
-Line!? _otrząsnął się i usiadł. Przetarł oczy po czym gwałtownie złapał się za bok. –Ssss... _syknął z bólu i położył się ponownie.
-Jezu, przecież ty się wykrwawisz! _krzyknęłam, a po moich policzkach spłynęły nowe łzy.
-Nic mi nie jest. _warknął i zacisnął oczy z bólu. Nie cierpię jak chłopcy się tak zachowują. Kiedyś Dave też tak robił. Przychodził do domu we krwi i pierdolił że nic mu nie jest.
-Nie pieprz do cholery! _krzyknęłam wkurzona. –Co oni ci zrobili? I kim wg. są?!
-Jeden rozwalił mi butelkę na głowie, a drugi wbił mi w bok nóż.
-Co za idioci! Dlaczego to zrobili? Kim oni są?! _ spytałam desperacko. Rozglądałam się za czymś co pomoże w zatamowaniu krwi. Ale był tu tylko stary gruby koc, woda i paczka chipsów. Przecież nie dam rady  roztargać  tak grubego koca. Nawet nie obwiąże mu nim pasa.
-Pamiętasz ten telefon, w motelu? _spytał.
-Tak... co kazał ci mnie zabić.
-No właśnie, to ci ludzie. Na razie nie wiedzą że ty to ty, wiec nic im nie gadaj. _powiedział zamykając oczy, zakryłam ręką usta, to kwestia czasu zanim się wykrwawi.
-Nie zasypiaj! Proszę! _krzyczałam przez łzy.
-Spokojnie... po prostu muszę odpocząć. _uspokajał mnie.
-Wykrwawisz się... _obraz zamazał mi się od łez, wytarłam oczy po czym kontynuowałam. –Przybliż się.
-Po co? _spytał lekko otwierając oczy.
-Musimy jakoś zatamować krew. Twoja koszulka jest już cała mokra, ściągnij ją. _rozkazałam. Spojrzał na mnie , nie miał siły by to zrobić. Więc lewą reką złapałam dół jego koszulki i podniosłam ją do góry. Moim oczom ukazał się zakrwawiony tors. Z boku rzeczywiście miał nacięcie po nożu. Przełożył koszulkę przez głowę i rzucił ją na bok.
-Kawałek z prawej strony który miałeś na plecach jest czysty. _powiedziałam  sięgając po koszulkę. Rozerwałam czysty kawałek i przyłożyłam do jego rany na boku. –To i tak za mało. _powiedziałam smutnym głosem. –Nie wiem co teraz.
-Jest ok. _ powiedział z lekkim uśmiechem.
-Nie nie jest!_ krzyknęłam płacząc. –Martwie się o ciebie, jeśli się wykrwawisz to nigdy sobie tego nie wybaczę! _krzyknęłam z frustracji.
-Line jest ok. _położył delikatnie rękę na mojej. –Dziękuję że się tak mną przejmujesz to dla mnie wiele znaczy.
-A czemu miałabym się nie przejmować, daj spokój. Każdy zrobiłby to samo na moim miejscu.
-No nie wiem... _powiedział smutno, przechylając głowę.
-Jak to nie wiesz?
-Ja kiedyś zostawiłem... twojego brata. _powiedział przygryzając wargę.
-Co? _spytałam potrząsając głową z niezrozumieniem.
-Zostawiłem go, tak jestem dupkiem i myślę tylko o sobie. _skwitował po czym zamknął oczy i odchylił głowę z bólu.
-Teraz to nie ważne, jesteś ranny i muszę ci pomóc. _powiedziałam spokojnie, pociągając nosem.
-Jak chcesz to zrobić? Jesteś przykuta._ powiedział kiwając lekko głową w moją stronę.
-Jakoś sobie poradzę. _ warknęłam. Przysunęłam się bliżej i sięgnęłam po butelkę wody.  Mocno pociągnęłam za dół swojej koszulki, oderwałam kawałek. Okazał się mój brzuch ale to teraz nie było ważne. Polałam materiał wodą i zaczęłam obmywać rany na głowie Justina. Zamknął oczy z bólu i przygryzł wargę.
-Wiem że to boli... ale muszę przemyć. _powiedziałam z wyrzutem, pokiwał głową na znak że wie o tym.  Polałam wodą delikatnie jego tors. Zdjęłam kawałek materiału z rany na boku i zaczęłam wycierać. Krew tak beznadziejnie rozmywała się na jego klacie. Zostawiała smugi. Na ręce też miał rany. Co za dupki jak mogli go tak urządzić? To nie z mojej winy prawda? O matko... czuje się beznadziejnie.  Wzięłam się za ręce i zaczęłam obmywać rany na jego rękach. Napiął mięśnie, to było seksowne, o Boże ! jak ja mogę w takiej chwili myśleć o takich rzeczach.  Wycierałam dalej, krwi było tak dużo że nie widziałam tatuaży. Wykręciłam koszulkę, nalałam na nią wody i wycierałam dalej. Tatuaże zaczęły być widoczne. .  Przyjrzałam się im pierwszy raz. Na lewej ręce miał głowę tygrysa, rybe, anioła, napis BELIEVE i sowę. Nie lubie tak dużej ilości tatuaży, ale u niego to wyglądało fajnie.
-Podobają ci się? _spytał ospale.
-Co? Uhm.. tak. _pokiwałam głową i uśmiechnęłam się jak idiotka. Kolejny raz przyłapał mnie na przyglądaniu mu się. Żałosna jestem.
-Masz jakiś?
-Ale co? _spytałam nie rozumiejąc.
-Tatuaż czy masz?
-Um. Nie. _spuściłam głowę w dół.
-Spoko... a chcesz sobie zrobić? _spytał przymrużając oczy.
-Nie wiem... może kiedyś. _odpowiedziałam szybko.
-To pójdziemy razem. _uśmiechnął się lekko. –Mam w planach jeszcze pare,  prawa ręka jest jakaś goła. _zaśmiał się. –Ma tylko jeden tatuaż i to tak malutki że go nie widać. _faktycznie nie zauważyłam że ma tam tatuaż. Ale bardziej zaskakiwało mnie to że nadal był w stanie mówić. Stracił tyle krwi. Samochód się zatrzymał, moje serce podeszło do gardła. W nogach poczułam ciarki. Justin zacisnął zęby i spojrzał na mnie z lekkim, pocieszającym uśmiechem.
-Justin...ja się boje. _wymamrotałam i po chwili z moich oczu popłynęły kolejne łzy.
-Shh... nic ci nie będzie. Jestem przy tobie. _uspokajał mnie.
-Ale jak zabiorą cie gdzieś z dala ode mnie? Nie jesteś w stanie walczyć. _powiedziałam płacząc, Justin otworzył usta żeby coś powiedzieć ale wtedy drzwi z bagażnika się otworzyły. W sumie nie wiem jak to się nazywa. Van ma bagażnik? Czy raczej pomieszczenie. Heh... to nie ważne. 
-Rozkuj ją! _krzyknął ten sam facet który pobił Justina.  Obok niego stało 3 innych facetów. Oni wszyscy mieli kaptury, chowali twarze tak jak Justin na początku. To było dziwne. Po co ukrywać twarz a potem i tak ją pokazywać? Nie rozumiem. Według rozkazu jeden z nich podszedł do mnie i otworzył zamek z kajdan. Potarłam nadgarstek, nie wyglądał za dobrze. Był lekko fioletowy. Dwóch pozostałych szarpnęło Justina . Nie zwracając uwagi czy to go boli.
-Ała, kurwa!_ syknął Justin.
-Zamknij się! _krzyknął jeden.
-Jeśli to boli, to jak opiszesz to co dla ciebie zaplanowałem? _spytał ze śmiechem, oczywiście ten który pobił Justina.
-Przestańcie go nękać! Go to boli, jest człowiekiem tak samo jak wy! Okażcie trochę serca! _krzyknęłam w jego obronie, ale oni tylko zaśmiali się głośno.
-Mała się przejęła... ojej. _powiedział złośliwie jeden z kolesi. –Jest człowiekiem tak samo jak wy. _próbował naśladować mój głos. –Widzę kochanie że nic o nas nie wiesz, to dobrze. _zaśmiał się. Co to miało znaczyć? Nie rozumiem... jest człowiekiem, co takiego powiedziałam? Dziwni są ci ludzie. Złapali mnie za ręce i zaczęli ciągnąć. Wow, byli bardzo silni. Pierwszy raz spotkałam kogoś tak silnego. Wytargali mnie na zewnątrz i moim oczom ukazała się wielka brama, miała chyba z 7 metrów. Była żelazna. Nie wjechali tam autem, dlaczego? Brama się otworzyła i zostałam wepchnięta do wnętrza zagrodzonej posesji. Rozglądając się zauważyłam kilka budynków. Popchnęli mnie w stronę średniego zielonego budynku, wyglądał jak jakieś więzienie. Miał kraty na oknach a przed wejściem stało dwóch ludzi. Zgadnijcie w czym? W kapturach.  Ciężkie drzwi zostały pchnięte przez jak zakładam strażników. Popchnęli mnie do środka i zamknęli drzwi. W środku był półmrok. Miałam racje to było więzienie. W pomieszczeniu były tylko cele. Puste cele. Strażnik otworzył jedną z nich i wepchnął mnie do środka. Upadłam na ziemie, brudną ziemie. Na ścianie była krew.. otworzyłam szeroko oczy i wstałam .
-Wypuśćcie mnie stąd! Błagam! _ krzyczałam przez płacz.
-No błagam cie! Zamknij się na moment!_ uciszył mnie. Byłam przerażona. Ale bardziej zastanawiało mnie gdzie jest Justin i co mają zamiar mu zrobić. Bałam się o niego. Wszyscy wyszli zostawiając mnie samą w tej ohydnej celi.

***

Drzwi gwałtownie się otworzyły i 2 facetów trzymało kogoś. Nie widziałam kogo, bo byli zbyt daleko a było tu dość ciemno. Zaczęli zbliżać się do mojej celi. Cofnęłam się ale po chwili dostrzegłam że trzymają  Justina, moje serce pękło. Otworzyli cele i rzucili go na podłogę, nie był w stanie wstać. Ledwo żył. Na jego ciele nie było miejsca gdzie nie było krwi. Podbiegłam do niego i odwróciłam twarzą do siebie. Miał zamknięte oczy. Był nieprzytomny. Jego usta były zmasakrowane, tak samo jak nos. Prawe oko było podbite. Krew lała się ze wszystkiego. Rozpłakałam się na dobre. Dlaczego zrobili mu coś takiego?! Jego włosy były posklejane od krwi.  Miał pełno siniaków. Na jego nagim torsie było pełno nacięć od noża. Brzuch miał siny. Nie chciałam patrzeć dalej, bo wiedziałam że będzie to samo. Na boku nadal miał ranę, nadal nie opatrzoną.
-Nie umieraj. _szepnęłam. –Proszę cię, tylko nie umieraj. _rozpłakałam się jeszcze bardziej, jeśli w ogóle to było możliwe. Ku mojemu zaskoczeniu otworzył lekko oczy.
-Nigdzie... się... nie... wybieram. _powiedział ze swoim zadziornym ale krwawym uśmieszkiem.
-Justin! _krzyknęłam z uśmiechem. –Dlaczego oni ci to zrobili? Jak mogli! _pociągnęłam nosem.
-Nie... płacz... _powiedział, lecz  po chwili odwrócił głowę i zaczął pluć krwią.
-O Boże Justin! _otworzyłam oczy szeroko, a on spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Czy on naprawdę myśli że jestem głupia i uwierzę mu że wszystko jest ok.?- Martwię się... jesteś w fatalnym stanie. Moja mama była pielęgniarką. Znam takie przypadki ,w takim stanie, bez opieki nie dożyjesz rana.
-Jestem... dzielnym... chłopcem..._ cud że jeszcze mówił, ale mówił ledwo.
-Nikt nie jest na tyle dzielny Justin... _wytarłam łzy i pochyliłam się nad nim.
 –Musimy się stąd wydostać, rozumiesz? Nie wiem jak, ale zabiorę cie stąd. _szepnęłam.
-Nie... da... rady. _wykrztusił.
-Musi być sposób! _krzyczałam desperacko.
-Line... obiecaj.. mi... coś... _jego oczy powoli się zamykały.
-Tak, Justin co mam ci obiecać?
-Nigdy... nie... mów... im... kim ...jesteś. Czekaj... na... Dave’a, gdy... już... cie... znajdzie... uciekajcie... jak... najdalej... stąd. Nigdy... tu... nie... wracaj. Przenigdy.
-Wrócisz ze mną. _mówiłam przez płacz. –Nie zostawię cię tu. Mówiłeś że jesteś dzielny!
-Oni... jeszcze... ze... mną nie... skończyli... Line. _powiedział ze smutkiem.
-Przepraszam Justin. _łzy zamazywały mi obraz.
-To nie... twoja wina... nigdy tak... nie myśl.
-Moja wina! Gdybyś mnie zabił nie cierpiałbyś teraz! _krzyknęłam i położyłam rękę na ustach żeby nie krzyczeć jeszcze bardziej.
-Przestań... nigdy... bym cię... nie zabił. Przyjdą.... po mnie.... gdy będziesz spała... więc pamiętaj że.... nie możesz... ich spotkać nigdy! Jeśli.... cię znajdą... zrobią ci coś... gorszego od śmierci!
-Nie ma nic gorszego od śmierci...
-Jest... uwierz mi... że jest. Bycie ich... pracownikiem...jest gorsze...
-Błagam, nie możesz nas zostawić! _krzyknęłam i pogładziłam jego policzek. Jego kąciki ust podniosły się lekko ku górze. Z jego podbitego oka popłynęła łza. Wytarłam ją kciukiem.
-Przepraszam... że musisz... oglądać... mnie w...takim... stanie.
-Nie przepraszaj, nie masz za co. _przygryzłam wargę żeby nie zacząć wydzierać się jak małe dziecko.
-Połóż... się...koło... mnie..._ poprosił. Wykonałam jego prośbę i położyłam się obok. Powoli położył swoją zakrwawioną rękę na moich plecach.  Poczułam jeszcze większy żal. –I ...pamiętaj... nawet jeśli... nie będziesz.. jeszcze spać... to ... nie wolno... Ci... się odzywać... kiedy ..po ..mnie przyjdą. _szepnął.
-Dlaczego? Chcę cię bronić!
-Tak... na ...pewno...mi ... nie ...pomożesz.
Zamknęłam się, muszę mu pomóc ale nie w ten sposób. Pogładziłam delikatnie jego tors. Spojrzałam na rękę, była cała z krwi. Tak mi było go żal. Naprawdę był dzielny, nadal był przytomny. Jakim cudem? Każdy człowiek wykrwawiłby się raczej, prawda? Ciężkie drzwi zaskrzypiały i wtedy poczułam ucisk w brzuchu. Facet podszedł do celi i ją otworzył.
-Wstawaj! _kopnął Justina, przez co ten jęknął z bólu. Chciałam coś powiedzieć ale mi zabronił. –Jesteś głuchy?! Wstawaj! _kopnął Justina jeszcze mocniej przez co krzyknął. Z moich oczu popłynęły kolejne łzy. –Nie wstaniesz to wyrwę ci kończyny jedną po drugiej. Wtedy będziesz miał powód żeby nie wstać. _zaśmiał się. Bałam się że rzeczywiście to zrobi.
-Pomogę mu wstać. _nie wytrzymałam, musiałam mu pomóc. Oczy Justina się rozszerzyły i pokiwał głową na nie. Nie posłuchałam go, wsunęłam rękę pod jego plecy a drugą złapałam go za rękę. Próbował się podnieść, ten durny gbur tylko stał i się gapił.
-Widzę że on coś dla ciebie znaczy. Hm. Świetnie. Souh2 do mnie!_ krzyknął i jakiś drugi przybiegł z końca korytarza Souh2? Co to wg. za imie?! –Weź tą pomocną laskę stąd! _wskazał na mnie,  po czym Souh2 złapał mnie w talii i wytargał z za celi.
-Co mam z nią zrobić? _spytał.
-Zabierz ją do specjalnego pokoju. _powiedział szarpiąc Justina. Souh2 kiwnął głową i popchnął mnie w stronę drzwi. Odwróciłam głowę i spojrzałam na Justina, facet ciągnął go za włosy. Nie obchodziło mnie gdzie idę, musiałam tylko pomóc Justinowi.
 ------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hejcia <3 Oto obiecany długi rozdział ;D 
Biedny Justin ;c Tak strasznie go pobili ;c Jak myslicie co stanie się z Line? 
Proszę o komentarze to wiele dla mnie znaczy ;* 
Z góry dziekuje <3333
@haniabiebs

9 komentarzy:

  1. o boooże ;c
    biedny Justin :'c
    strasznie się o niego boję, oby nie zrobili mu już niczego złego ;c
    martwię się też o Line, ciekawe co oni chcą z nią zrobić? ;/

    informuj mnie na bierząco: @paula_biebs <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie smutne .. :c
    biedny Justin, boję się o niego i o Line
    czekam z niecierpliwością na następny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  3. te opowiadanie jest takie zajebiste ♥
    nawet lepsze niż Danger :D
    To cudownie że dodajesz tak często rozdziały i mam nadzieję, że będziesz dodawać przynajmniej dwa razy w tygodniu (to tylko prośba)
    Czekam na następny ♥

    ~~ Swagguś.xdd

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko tak mi zal Justina ;c
    czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne opowiadanie,czekam na następny rozdział.Matko!! Biedny Justin.Ciekawe co się stanie teraz z Line,fajnie że rozdział był dłuższy niż zwykle :) Pozdrawiam :) @aga1457

    OdpowiedzUsuń
  6. prosze;D http://www.youtube.com/watch?v=7ejsM0VF-Os Świetny rozdział <333333

    OdpowiedzUsuń
  7. Boję się o Justina i Line :c
    Czekam na następny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. kiedy mniej więcej, pojawi się kolejny rozdział? :D

    OdpowiedzUsuń
  9. kocham to opowiadanie. Kiedy następny.? Już się nie mogę doczekać. Tak bardzo szkoda mi Justina <3<3<3

    OdpowiedzUsuń