środa, 15 maja 2013

9. Twoje oczy...



Otworzył ciężkie drzwi i wypchnął mnie na zewnątrz.  Na dworze było coraz więcej ludzi w kapturach. Wyglądało to trochę jak scena z jakiegoś horroru. Ja boję się horrorów więc to nie sceneria dla mnie. Souh2 szedł cały czas za mną, nie trzymał mnie w żaden sposób. Jakbym dobrze to rozegrała to bym uciekła. Musiałam wymyślić jakiś plan. Jakoś odwrócić jego uwagę. 
-Muszę iść do łazienki. _wiem głupie, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy.
-Po co? _spytał zdziwiony.
 Co to są za ludzie?! Muszę mu tłumaczyć po co się idzie do łazienki?
-Chcę się...um, załatwić.
-Aa... no tak. Dobrze. Chodźmy. _powiedział po czym pociągnął mnie za rękę.  Szliśmy w stronę dużego budynku. Miał cztery piętra i duże szklane okna. Drzwi chronił kod dostępu. Souh2 wpisał kod, nie widziałam jaki ponieważ zasłonił mi widok. Drzwi się otworzyły i Souh2 pokazał mi ręką że mogę wejść. On był inny niż reszta pracowników tego chorego czegoś. Był nawet miły i nie szarpał mną tak bardzo.  Jego gesty były delikatniejsze. Ciekawe po co tu pracuje i czym w ogóle zajmują się ci ludzie. Bo nie sądzę że całymi dniami znęcają się nad nastolatkami. A jeśli tak to muszą być bardzo ale to bardzo chorzy. Souh2 prowadził mnie korytarzem, mijaliśmy wiele sal. W każdej sali drzwi były szklane więc widziałam co jest w środku.  W jednaj sali ktoś siedział przy biurku. Oczywiście w kapturze. W drugiej sali były jakieś probówki z Bóg wie czym. Moja ciekawość zżerała mnie od środka, po co im te kaptury? Dlaczego ukrywają twarz? Kim są? Czego chcą od Justina? Czego chcą ode mnie? To już nie są porachunki między moim bratem a gangiem, tu chodzi o coś znacznie gorszego. Wiadomo: mój brat odszedł z gangu. Ale to nie był jego gang! On nigdy nie chodził w kapturach. Justin powiedział że musi mnie zabić z powodu mojego brata. A jednak mój brat odszedł ze zwykłego, szczeniackiego gangu. Latali z bronią, handlowali różnym gównem. O co tutaj chodzi?!  Justin wspominał coś o jakimś Jasonie. Kim do cholery jest Jeson?
-To tutaj. _ powiedział Souh2 wskazując ręką niebieskie drzwi.
-Dziękuje._ uśmiechnęłam się. –Mogę cię jeszcze o coś spytać? _spytałam niepewnie .
-Tak, pewnie.
-Gdzie mnie zabierasz i co masz zamiar ze mną zrobić? _ spytałam przygryzając wnętrze policzka.
-Specjalny pokój to inaczej..._ jego głos się załamał. –Miejsce tortur. _gdy to powiedział moje serce stanęło, to stamtąd wracał Justin? Jedno jest pewne umrę dzisiaj. Nie przeżyje nawet połowy tego co Justin. Przy pobieraniu krwi mam stracha a co dopiero tortury?!
-Dlaczego? Co ja takiego zrobiłam?_ zaczęłam płakać.Błagam Souh2 pomóż mi..._złapałam go za ramie.
-Nie mogę. _spuścił głowę w dół.
-Ja... nawet  nie wiem co tutaj się dzieje. Spotkałam Justina przypadkiem . Podrywał mnie w McDonaldzie. _skłamałam, musiałam to zrobić.
-Naprawdę chciałbym ci pomóc... ale nie mogę tego zrobić. _powiedział smutno.
-Błagam... boję się... _zaczęłam płakać jeszcze bardziej.
-Przepraszam..._ pokręcił głową. –To nie ode mnie zależy.
-A od kogo? Kim jesteście? Czego chcecie od Justina?_ spytałam niemalże na jednym tchu.
-Nie mogę udzielać ci takich informacji.
-Souh2... wiem że jesteś inny niż oni. Błagam. Jestem tylko szesnastoletnią dziewczyną. Mam plany, marzenia, rodzinę. _powiedziałam wycierając łzy.
-Ja...
-Proszę..._ nie dałam mu skończyć.
-Dobrze... zobaczymy co z tym zrobić. Ale nie tutaj. _rozejrzał się, po czym pociągnął mnie za rękę. –Choć!
Szliśmy korytarzem dalej, później po schodach do góry. Aż w końcu zatrzymaliśmy się przed drzwiami na których widniał napis „składnia”. Souh2 otworzył drzwi i pociągnął mnie do środka. Zapalił małą lampkę i zamknął drzwi od wewnątrz.
-Wydajesz być się miła. _powiedział kładąc mi rękę na ramieniu. –Nie zasługujesz na tortury.
-Kim jesteście? _naciskałam. Souh2 westchnął i po chwili się odezwał.
-Nie mogę...
-Dlaczego?_ zapytałam z niezrozumieniem.
-Zabiją mnie... 
-No dobrze ale dlaczego nosisz ten kaptur? Pokaż mi się chociaż na chwilę... proszę. _nalegałam.
-Ok... to chyba mogę zrobić. _powiedział poczym złapał za kaptur i go ściągnął. Był przystojny. Miał brązowe włosy, średniej długości i ciemną karnacje. Tylko jedna rzecz mnie zdziwiła, a mianowicie jego oczy... były żółte. Nie jasno brązowe, tylko żółte... to było dziwne.
Uśmiechnęłam się lekko. –Jesteś... spoko. Ale...
-Tak wiem, moje oczy. To dla tego ukrywam twarz. _ powiedział odwracając głowę.
-Wszyscy tu mają takie oczy? _spytałam przygryzając wargę.
-Ja nie mogę nic więcej ci już mówić...
-O mój Boże! _wstałam i przeczesałam włosy ręką.
-Co się stało?
-Justin!  _znowu się rozpłakałam.
-Co Justin? Przecież podrywał cię tylko. Nie warto mu pomagać... jeśli nie znasz go zbyt dobrze, lepiej dla ciebie jak go zostawisz.
-Ale... to było kłamstwo! Okłamałam cię bo myślałam że mnie skrzywdzisz! Ale jesteś inny... Powiedz mi jak się naprawdę nazywasz, bo Souh2 to chyba nie imię... co?
-Souh2 to przydomek, który dostajemy tutaj. Jestem Canon. _powiedział z uśmiechem.
-Canon musisz nam pomóc..._ złapałam go za ręce. –Proszę... uratuj Justina.
-Nie da się. On już jest... martwy. _powiedział smutnym głosem. Mój świat legł w gruzach. Jak to?! Przecież to był mój przyjaciel, uratował mnie przed śmiercią. Nie mógł tak po prostu umrzeć. Nie mógł! Oparłam się o ścianę i osunęłam się po niej na ziemię. Zakryłam ręką usta i poczułam nowe łzy. Kręciło mi się w głowie.
-Kim on jest dla ciebie? _spytał kucając obok mnie, nie odpowiedziałam. –Powiedz mi. _ nadal nie odpowiadałam, nie wiem co ze mną teraz będzie... miałam mu pomóc. –Proszę odpowiedz mi. Kochasz go? _mówił do mnie ciągle ale ja tylko wpatrywałam się w dal i myślałam jak mogłam do tego dopuścić. Jak?! –Jesteś jego dziewczyną? Nie załamuj się! On jeszcze może żyć! _po tych słowach się otrząsnęłam.
-Co ty powiedziałeś?! _spytałam szarpiąc go za bluzę.
-Że on jeszcze może żyć. _odpowiedział szybko.
-To dlaczego do cholery powiedziałeś mi że nie żyje?_ warknęłam przez zęby próbując powstrzymać łzy.
-Przepraszam... po prostu uważam że  nie powinnaś się w to mieszać, naprawdę małe szanse są na to że przeżyje, a ty możesz umrzeć razem z nim.
-To nie uważaj tylko mnie do niego zaprowadź! _krzyczałam wkurzona.
-Nie. Najpierw mi powiedz czy go kochasz? Bo jeśli nie to nie pozwolę abyś naraziła swoje życie nie mając pewności że go uratujesz.
-Kocham go! Kocham go jak nikogo na świecie ok.? _krzyczałam, nie wiem czy go kocham ale czy to było teraz ważne? Nie mogłam powiedzieć nic innego. Musiałam mu pomóc. Byłam mu to winna.
-Dobrze, a więc choć ze mną. _powiedział po czym ubrał kaptur. Otworzył drzwi i zgasił światło. Pociągnął mnie za rękę, jak zawsze i ciągnął w stronę  jakiejś sali. Przez szklane drzwi dostrzegłam że jest w niej pełno ubrań. To była jakaś szatnia czy coś. Te drzwi były bardziej strzeżone niż składnia czy toaleta. Miały kod dostępu. Canon wpisał jakiś kod i drzwi się otworzyły. Weszliśmy do środka. Canon ściągnął jedną czarną bluzę z wieszaka i podał mi ją.
-Załóż to. _powiedział rozglądając się. –Szybko! _ krzyknął, a ja szybko chwyciłam za  bluzę i ubrałam ją. Nałożyłam kaptur na głowę i uśmiechnęłam się do siebie. Byłam teraz tajemnicza, jak oni. Już nie mieli na de mną przewagi bo ja wyglądałam tak samo.
-Czy są tu jakieś kobiety?_ spytałam.
-Raczej nie, to nie ten sektor. _odpowiedział wychodząc, pobiegłam za nim.
-Czyli nie powinnam się raczej odzywać? _spytałam przygryzając wargę. Odwrócił się w moją stronę i pochylił nad moim uchem.
-Jeśli chcesz żyć to lepiej nie. _szepnął a przez moje ciało przeszedł dreszcz.  Szłam krok w krok za nim. Jestem mu bardzo wdzięczna że chce nam pomóc. Jest naprawdę fajnym kolesiem, tylko marnuje się w tym gównie. Zjechaliśmy ruchomymi schodami na górę, następnie skręciliśmy w prawo. Szliśmy chwilę, nagle usłyszałam znajomy głos. To był ten facet co pobił Justina. Canon spojrzał na mnie pytająco.
-Czy... na pewno chcesz tam iść?_ spytał z troską. –Twój chłopak może już nie żyć.
-On nie jest... na pewno chcę. _ potwierdziłam. –Jeśli nie będzie żył załamie się, ale nie będę miała wyrzutów że go zostawiłam ._ powiedziałam choć wiedziałam że to brednie. Wyrzuty będą zawsze. Canon westchnął i szedł dalej. Poczułam jak moje serce przyspiesza. Nogi zaczynają mięknąć. A co jeśli on rzeczywiście już nie żyje? Nie! Takiej myśli nie możesz do siebie doprowadzić Line, weź się w garść. Macie czasem takie uczucie że chcecie dać sobie w policzek? To było to uczucie. Skręciliśmy za róg i moim oczom ukazały się stalowe drzwi. Odmiana bo zazwyczaj drzwi tutaj są szklane. Canon zapukał i mały blaszany otwór w drzwiach się otworzył.
-Czego? _spytał gruby głos.
-Shou2 z nowym pracownikiem... em... Hrou8. Mięliśmy się tu wstawić. _skłamał, ale po chwili kłamstwo się opłaciło bo drzwi się otworzyły. Westchnęłam i weszłam do środka. Powstrzymywałam się od krzyku. Widok był przerażający. Justin był przykuty kajdanami do jakiejś ramy. Z jego ciała spływała krew, jego twarz była sina. Oczy spuchnięte. Na rękach miał cięcia. Wyglądało to jakby się pociął. Do ręki miał wbity drut.  Nigdy nie widziałam niczego gorszego. Spojrzałam na Canona, stał tylko i kiwał głową.
-Dlaczego mu to zrobiliście? _spytał a ja podniosłam głowę i spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Co? _spytał facet równie zdziwiony jak ja. –Dlaczego? Ten dzieciak to szuja! Jest pasożytem! Nieużytecznym skurwysynem który tylko bierze nie dając nic w zamian!_ krzyknął, a ja poczułam łzy. Nie powinnam płakać, ale nie mogłam się powstrzymać. Jak on mógł tak o nim mówić? Justin jest dobry, kochany, może trochę zagubiony ale na pewno nie jest tym wszystkim. –A i Shou2 gdzie jest dziewczyna? O ile pamiętam miałeś ją zaprowadzić do specjalnego pokoju. _powiedział a ja drgnęłam. Więc to nie jest specjalny pokój? Nie rozumiem, wygląda jak sala tortur.
-Tak, ale ona... uciekła. _powiedział drżącym głosem.
-Co ty powiedziałeś?_ spytał podchodząc do niego.
-Powiedziałem że uciekła. _powtórzył.
-Jak do kurwy nędzy uciekła?! _krzyknął podnosząc Canona za bluzę do góry.
-Walnęła mnie gaśnicą... nic nie mogłem zrobić. _powiedział przełykając ślinę.
-Ty idioto! Jak mogłeś dać jej uciec?!
-Przepraszam... _wybełkotał Canon.
-Później się z tobą policzę! A teraz wszyscy na stanowiska, musimy znaleźć tą dziewuchę zanim o wszystkim powie! _ powiedział wychodząc z sali. Reszta wyszła za nim, razem z Canonem. Zostałam sama, ale po chwili ktoś się wrócił.
-A ty nie idziesz? _spytał szarpiąc mnie za ramie. Odchrząknęłam próbując zmienić swój głos na bardziej męski.
-Nie, ja go popilnuje.
-Aha... nie sądzę aby sam uciekł w tym stanie, ale ok. _powiedział po czym wybiegł zamykając za sobą drzwi. W sali zapaliła się czerwona syrena. Wszystkie światła zgasły i jedyne co oświetlało sale to było czerwone światło syreny. Podbiegłam do Justina i próbowałam zerwać kajdany. Jestem śmieszna, jak chciałam zerwać kajdany? Na stole obok były różne narzędzia, podeszłam do nich i znalazłam tam jakieś ogromne dziwne nożyce. Podniosłam je i ostrożnie podchodząc do Justina (żeby go nie zabić) na celowałam na łańcuch. Nic z tego, nożyce nie przecięły łańcucha a ja miałam coraz mniej czasu. Zaczęłam się rozglądać, dostrzegłam ścianę na której wysiało chyba z tysiąc kluczy. No świetnie. Podeszłam do niej, każdy klucz był oznakowany literką i cyfrą. Zaczęłam szukać pod K. K1. Wzięłam go i podbiegłam do Justina. To nie ten. Ok. szukałam dalej. Po 43. kluczu miałam dość. Złapałam się za głowę w rozpaczy. Spojrzałam na ziemię chwilę myśląc. Mój wzrok przebiegł podłogę. Pod stołem z narzędziami leżał złoty klucz. Z nadzieją sięgnęłam po klucz i podeszłam do Justina. Włożyłam go do zamka i przekręciłam. Kajdany się otworzyły. Bezwładne ciało Justina spadło wisząc tylko na jednej ręce. Podbiegłam z drugiej strony. Justin spadł na podłogę.  Odrzuciłam gdzieś klucz, następnie złapałam Justina za ręce i zaczęłam nim ciągnąć w stronę drzwi. Otworzyłam drzwi i rozglądając się dostrzegłam że nikogo nie ma. Ciągnęłam ciało Justina z całych sił. Nagle usłyszałam kroki. Moje serce stanęło po raz kolejny. Odwróciłam się i dostrzegłam Canona. Był bez kaptura. Jego żółte oczy zabłysły.
-Spokojnie, poszli cie szukać. Wrócą za parę godzin. Zostałem bo mam posprzątać. _uśmiechnął się.
-Ale co masz sprzątać? To żałosne!_ wybełkotałam czując że tracę siłę.
-No oczywiście ciało Justina. _powiedział jakby to było oczywiste.
-Ah no pewnie. _przewróciłam oczami z irytacją.
-Daj spokój, musimy was stąd wydostać. _powiedział klękając. Włożył Justinowi jedną rękę pod kolana a drugą pod plecy i wstał. Justin wyglądał tak strasznie, ale nawet mimo tych wszystkich ran i krwi był przystojny. Dotknęłam policzka Justina i nachyliłam się nad jego głową. Pocałowałam lekko jego zakrwawione czoło. Zapach krwi uderzył do moich nozdrzy. Podniosłam głowę i spojrzałam na Canona oblizując swoje zakrwawione usta.
-Jego klatka się unosi. Żyje. _powiedział z ulgą.
-Jesteś cudowny. _powiedziałam czując łzy. Znowu.
-Nie, wiesz mi że nie. Tak jak wszyscy tutaj z resztą... _powiedział smutno.
-Jesteś. Uratowałeś nas. Dziękuje. _łzy spłynęły po moim policzku.
-Jeszcze was nie uratowałem. Choć. _ powiedział idąc w kierunku drzwi.  Drzwi się rozsunęły a ja zakryłam rękę od słońca, które poraziły moje zmęczone i spłakane oczy. Canon skierował się do dziwnego pojazdu bez drzwi. Wyglądał trochę jak skuter z dachem dla czterech osób. Położył ciało Justina i usiadł na miejscu kierowcy. Usiadłam obok niego odwracając się do Justina.
-Nie mogę odwieść was do domu, ale wiem gdzie prześpicie się spokojnie. _ powiedział z uśmiechem.
-Dobrze. Dziękuje. _powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Odpalił to dziwne coś i ruszył w stronę lasu znajdującego się za budynkami. Wyciągnął z kieszeni pilot i otworzył furtkę w lesie. Jechaliśmy przez las, między drzewami parę kilometrów aż w końcu się zatrzymał.
-Tutaj. _powiedział wysiadając. –Tam jest domek na drzewie, zrobiony przez jakieś bachory. Nasi nie wypuszczają się tak daleko. _zaśmiał się.
-Dobrze, a gdzie jesteśmy? _spytałam.
-Nie wiem dokładnie, ale nie korzystaj na razie z telefonu. Nie radzę. Podszedł do pojazdu i wziął ciało Justina wszedł ostrożnie po stopniach na drzewo i położył tam Justina.
-Trzymaj się piękna. _powiedział z uśmiechem.
-Dziękuje ci najbardziej na świecie, jeśli jest coś co mogę dla ciebie zrobić to...
-Pocałuj mnie. _ przerwał mi robiąc krok w moją stronę. To nie wielka cena za tak ogromną pomoc.
-Dobrze. _powiedziałam przybliżając się do niego. Złapał moją głowę i naparł ustami na moje. Owinęłam ręce wokół jego szyi. Pocałunek zaczął się pogłębiać. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze prosząc o pozwolenie. Dałam mu je. Nasze języki walczyły o dominacje. Po chwili się oderwał. Oboje oddychaliśmy ciężko.
-Dziękuje... nie całowałem się z nikim przez 4 lata. _powiedział gładząc mój policzek.
-To i tak niewiele za to co dla nas zrobiłeś. _uśmiechnęłam się. –Jeszcze raz dziękuję.
-Proszę... a no i masz. _podał mi butelkę wody.- Trzymajcie się. _powiedział siadając i odjechał. Pomachałam mu poczym weszłam po stopniach na drzewo do domku. Justin nadal leżał nieprzytomny. Ściągnęłam swoją bluzę i okryłam go nią. Pogładziłam delikatnie jego policzek.
-Cieszę się że żyjesz... gdybyś umarł moje życie ległoby w gruzach... teraz jesteś częścią mojego życia. _łzy spłynęły po moich policzkach. Tyle ile płakałam przez ostatni tydzień nie płakałam nigdy. Odkręciłam wodę którą dał mi Canon i nalałam do zakrętki. Złapałam delikatnie głowę Justina i przechyliłam ją do przodu. Wlałam parę kropel do jego ust, po czym ponownie położyłam jego głowę. Na rękaw bluzy nalałam trochę wody i obmyłam parę ran Justina. Nie wiedziałam co zrobić z drutem. Moje ciało nie miało już siły, oczy powoli się zamykały, nie chciałam zasnąć chciałam przy nim czuwać, ale organizm zdecydował za mnie. Zasnęłam.

***
Obudziły mnie jęki. Przetarłam oczy przypominając sobie co się dzieje, po czym gwałtownie się podniosłam. Spojrzałam na Justina. Jęczał z bólu. Ale się obudził, to dobrze.
-Justin... _powiedziałam niepewnie.
-Ahh... _jęknął. Spojrzałam w dół, trzymał się za bok. Ten sam bok. Szybko sięgnęłam po butelkę wody. Ściągnęłam bluzę z jego torsu, odkręciłam butelkę i polałam na ranę.
-Aaaahhh! _krzyknął, a ja przygryzłam wargę.
-Shh.. _powiedziałam gładząc jego policzek.
-Line..._ powiedział jakby trochę nieobecny.
-Tak to ja. Nic nie mów, odpoczywaj. _powiedziałam z uśmiechem. Wiedział kim jestem, kamień spadł mi z serca.
-Żyjesz? Jakim ...cudem...my... żyjemy? _powiedział łamliwym się głosem.
-Proszę nic nie mów, jak poczujesz się lepiej to porozmawiamy. _powiedziałam przykrywając go ponownie bluzą.
-Ale... ja ...czuje ... się ...już ..dobrze. _powiedział lekko otwierając oczy. –Naprawdę.
-Błagam cie Justin. _nalegałam. –Zamknij się. _pokiwałam głową.
-Dobrze... dla...ciebie...
-Justin! _krzyknęłam wkurzona. 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszaaam... rozdział miał być już w niedziele ale internet odmawiał mi posłuszeństwa. 

Wiec oto jest rozdział 9. trochę mało Justina. Ale chyba dobrze że wszystko skończyło się dobrze ;D 
P.S następne rozdziały będą baaaardzo emocjonujące. I będzie więcej Jusline <333
****
 i dziękuuuuje za wszystkie komentarze to dla mnie naprawdę miłe i  motywujące do dalszego działania ;*
#SWAG ;* 
@haniabiebs

7 komentarzy:

  1. Jakie emocje ..
    Dobrze że udało się im uciec, mam nadzieję, że z Justinem będzie wszystko w porządku ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. O Boże, ale emocjonujący rozdział... Tak się cieszę, że udało im się wydostać z tamtego chorego miejsca. Wszystko dzięki pomocy Canona. Martwię się o Justina, oby było teraz tylko lepiej :/ A ten drut w ręce.. mam nadzieję, że uda się go jakoś wyciągnąć... ;c
    Informuj mnie na bierząco: @paula_biebs
    Dzięki ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. O wow!!! Super rozdział. fajnie, że to tłumaczysz. <3 kiedy następny.?

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż za emocjonujący rozdział,czekam na następny.I tak wogóle to kim oni są że maja żółte oczy,męczy mnie to pytanie od samego początku,to miejsce było chore dobrze że się z niego wydostali.Biedny Justin tak bardzo jest mi go żal,Line pocałowała Canona - no no ...... Fajnie że rozdziały są dłuższe,jest więcej czytania.Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. cbxjdhfvdrujv. nie wiem co powiedziec jcfsyeyippnvd
    czekam na nn!
    oby byl jak najszybciej

    OdpowiedzUsuń
  6. To wszytko było takie lsfbosbafpbhpshpsbskb :O
    Tego określić się nie da ..

    OdpowiedzUsuń
  7. dodawaj szybko następny! Już się nie mogę doczekać! Koooocham to! <333

    OdpowiedzUsuń