Otworzył ciężkie drzwi i
wypchnął mnie na zewnątrz. Na dworze
było coraz więcej ludzi w kapturach. Wyglądało to trochę jak scena z jakiegoś
horroru. Ja boję się horrorów więc to nie sceneria dla mnie. Souh2 szedł cały
czas za mną, nie trzymał mnie w żaden sposób. Jakbym dobrze to rozegrała to bym
uciekła. Musiałam wymyślić jakiś plan. Jakoś odwrócić jego uwagę.
-Muszę iść do łazienki.
_wiem głupie, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy.
-Po co? _spytał zdziwiony.
Co to są za ludzie?! Muszę mu tłumaczyć po co się idzie do
łazienki?
-Chcę się...um, załatwić.
-Aa... no tak. Dobrze.
Chodźmy. _powiedział po czym pociągnął mnie za rękę. Szliśmy w stronę dużego budynku. Miał cztery piętra i duże
szklane okna. Drzwi chronił kod dostępu. Souh2 wpisał kod, nie widziałam jaki
ponieważ zasłonił mi widok. Drzwi się otworzyły i Souh2 pokazał mi ręką że mogę
wejść. On był inny niż reszta pracowników tego chorego czegoś. Był nawet miły i
nie szarpał mną tak bardzo. Jego gesty
były delikatniejsze. Ciekawe po co tu pracuje i czym w ogóle zajmują się ci
ludzie. Bo nie sądzę że całymi dniami znęcają się nad nastolatkami. A jeśli tak
to muszą być bardzo ale to bardzo chorzy. Souh2 prowadził mnie korytarzem, mijaliśmy
wiele sal. W każdej sali drzwi były szklane więc widziałam co jest w
środku. W jednaj sali ktoś siedział
przy biurku. Oczywiście w kapturze. W drugiej sali były jakieś probówki z Bóg
wie czym. Moja ciekawość zżerała mnie od środka, po co im te kaptury? Dlaczego
ukrywają twarz? Kim są? Czego chcą od Justina? Czego chcą ode mnie? To już nie
są porachunki między moim bratem a gangiem, tu chodzi o coś znacznie gorszego.
Wiadomo: mój brat odszedł z gangu. Ale to nie był jego gang! On nigdy nie
chodził w kapturach. Justin powiedział że musi mnie zabić z powodu mojego
brata. A jednak mój brat odszedł ze zwykłego, szczeniackiego gangu. Latali z
bronią, handlowali różnym gównem. O co tutaj chodzi?! Justin wspominał coś o jakimś Jasonie. Kim do cholery jest Jeson?
-To tutaj. _ powiedział
Souh2 wskazując ręką niebieskie drzwi.
-Dziękuje._ uśmiechnęłam
się. –Mogę cię jeszcze o coś spytać? _spytałam niepewnie .
-Tak, pewnie.
-Gdzie mnie zabierasz i co
masz zamiar ze mną zrobić? _ spytałam przygryzając wnętrze policzka.
-Specjalny pokój to
inaczej..._ jego głos się załamał. –Miejsce tortur. _gdy to powiedział moje
serce stanęło, to stamtąd wracał Justin? Jedno jest pewne umrę dzisiaj. Nie
przeżyje nawet połowy tego co Justin. Przy pobieraniu krwi mam stracha a co
dopiero tortury?!
-Dlaczego? Co ja takiego
zrobiłam?_ zaczęłam płakać. –Błagam
Souh2 pomóż mi..._złapałam go za ramie.
-Nie mogę. _spuścił głowę
w dół.
-Ja... nawet nie wiem co tutaj się dzieje. Spotkałam
Justina przypadkiem . Podrywał mnie w McDonaldzie. _skłamałam, musiałam to
zrobić.
-Naprawdę chciałbym ci
pomóc... ale nie mogę tego zrobić. _powiedział smutno.
-Błagam... boję się...
_zaczęłam płakać jeszcze bardziej.
-Przepraszam..._ pokręcił
głową. –To nie ode mnie zależy.
-A od kogo? Kim jesteście?
Czego chcecie od Justina?_ spytałam niemalże na jednym tchu.
-Nie mogę udzielać ci
takich informacji.
-Souh2... wiem że jesteś
inny niż oni. Błagam. Jestem tylko szesnastoletnią dziewczyną. Mam plany,
marzenia, rodzinę. _powiedziałam wycierając łzy.
-Ja...
-Proszę..._ nie dałam mu
skończyć.
-Dobrze... zobaczymy co z
tym zrobić. Ale nie tutaj. _rozejrzał się, po czym pociągnął mnie za rękę.
–Choć!
Szliśmy korytarzem dalej,
później po schodach do góry. Aż w końcu zatrzymaliśmy się przed drzwiami na których
widniał napis „składnia”. Souh2 otworzył drzwi i pociągnął mnie do środka.
Zapalił małą lampkę i zamknął drzwi od wewnątrz.
-Wydajesz być się miła.
_powiedział kładąc mi rękę na ramieniu. –Nie zasługujesz na tortury.
-Kim jesteście?
_naciskałam. Souh2 westchnął i po chwili się odezwał.
-Nie mogę...
-Dlaczego?_ zapytałam z
niezrozumieniem.
-Zabiją mnie...
-No dobrze ale dlaczego
nosisz ten kaptur? Pokaż mi się chociaż na chwilę... proszę. _nalegałam.
-Ok... to chyba mogę
zrobić. _powiedział poczym złapał za kaptur i go ściągnął. Był przystojny. Miał
brązowe włosy, średniej długości i ciemną karnacje. Tylko jedna rzecz mnie
zdziwiła, a mianowicie jego oczy... były żółte. Nie jasno brązowe, tylko
żółte... to było dziwne.
Uśmiechnęłam się lekko. –Jesteś...
spoko. Ale...
-Tak wiem, moje oczy. To
dla tego ukrywam twarz. _ powiedział odwracając głowę.
-Wszyscy tu mają takie
oczy? _spytałam przygryzając wargę.
-Ja nie mogę nic więcej ci
już mówić...
-O mój Boże! _wstałam i
przeczesałam włosy ręką.
-Co się stało?
-Justin! _znowu się rozpłakałam.
-Co Justin? Przecież
podrywał cię tylko. Nie warto mu pomagać... jeśli nie znasz go zbyt dobrze,
lepiej dla ciebie jak go zostawisz.
-Ale... to było kłamstwo!
Okłamałam cię bo myślałam że mnie skrzywdzisz! Ale jesteś inny... Powiedz mi
jak się naprawdę nazywasz, bo Souh2 to chyba nie imię... co?
-Souh2 to przydomek, który
dostajemy tutaj. Jestem Canon. _powiedział z uśmiechem.
-Canon musisz nam
pomóc..._ złapałam go za ręce. –Proszę... uratuj Justina.
-Nie da się. On już
jest... martwy. _powiedział smutnym głosem. Mój świat legł w gruzach. Jak to?!
Przecież to był mój przyjaciel, uratował mnie przed śmiercią. Nie mógł tak po
prostu umrzeć. Nie mógł! Oparłam się o ścianę i osunęłam się po niej na ziemię.
Zakryłam ręką usta i poczułam nowe łzy. Kręciło mi się w głowie.
-Kim on jest dla ciebie?
_spytał kucając obok mnie, nie odpowiedziałam. –Powiedz mi. _ nadal nie
odpowiadałam, nie wiem co ze mną teraz będzie... miałam mu pomóc. –Proszę
odpowiedz mi. Kochasz go? _mówił do mnie ciągle ale ja tylko wpatrywałam się w
dal i myślałam jak mogłam do tego dopuścić. Jak?! –Jesteś jego dziewczyną? Nie
załamuj się! On jeszcze może żyć! _po tych słowach się otrząsnęłam.
-Co ty powiedziałeś?!
_spytałam szarpiąc go za bluzę.
-Że on jeszcze może żyć.
_odpowiedział szybko.
-To dlaczego do cholery
powiedziałeś mi że nie żyje?_ warknęłam przez zęby próbując powstrzymać łzy.
-Przepraszam... po prostu
uważam że nie powinnaś się w to
mieszać, naprawdę małe szanse są na to że przeżyje, a ty możesz umrzeć razem z
nim.
-To nie uważaj tylko mnie
do niego zaprowadź! _krzyczałam wkurzona.
-Nie. Najpierw mi powiedz
czy go kochasz? Bo jeśli nie to nie pozwolę abyś naraziła swoje życie nie mając
pewności że go uratujesz.
-Kocham go! Kocham go jak
nikogo na świecie ok.? _krzyczałam, nie wiem czy go kocham ale czy to było
teraz ważne? Nie mogłam powiedzieć nic innego. Musiałam mu pomóc. Byłam mu to
winna.
-Dobrze, a więc choć ze
mną. _powiedział po czym ubrał kaptur. Otworzył drzwi i zgasił światło.
Pociągnął mnie za rękę, jak zawsze i ciągnął w stronę jakiejś sali. Przez szklane drzwi dostrzegłam że jest w niej
pełno ubrań. To była jakaś szatnia czy coś. Te drzwi były bardziej strzeżone
niż składnia czy toaleta. Miały kod dostępu. Canon wpisał jakiś kod i drzwi się
otworzyły. Weszliśmy do środka. Canon ściągnął jedną czarną bluzę z wieszaka i
podał mi ją.
-Załóż to. _powiedział
rozglądając się. –Szybko! _ krzyknął, a ja szybko chwyciłam za bluzę i ubrałam ją. Nałożyłam kaptur na
głowę i uśmiechnęłam się do siebie. Byłam teraz tajemnicza, jak oni. Już nie
mieli na de mną przewagi bo ja wyglądałam tak samo.
-Czy są tu jakieś
kobiety?_ spytałam.
-Raczej nie, to nie ten
sektor. _odpowiedział wychodząc, pobiegłam za nim.
-Czyli nie powinnam się
raczej odzywać? _spytałam przygryzając wargę. Odwrócił się w moją stronę i
pochylił nad moim uchem.
-Jeśli chcesz żyć to
lepiej nie. _szepnął a przez moje ciało przeszedł dreszcz. Szłam krok w krok za nim. Jestem mu bardzo
wdzięczna że chce nam pomóc. Jest naprawdę fajnym kolesiem, tylko marnuje się w
tym gównie. Zjechaliśmy ruchomymi schodami na górę, następnie skręciliśmy w
prawo. Szliśmy chwilę, nagle usłyszałam znajomy głos. To był ten facet co pobił
Justina. Canon spojrzał na mnie pytająco.
-Czy... na pewno chcesz
tam iść?_ spytał z troską. –Twój chłopak może już nie żyć.
-On nie jest... na pewno
chcę. _ potwierdziłam. –Jeśli nie będzie żył załamie się, ale nie będę miała
wyrzutów że go zostawiłam ._ powiedziałam choć wiedziałam że to brednie. Wyrzuty
będą zawsze. Canon westchnął i szedł dalej. Poczułam jak moje serce
przyspiesza. Nogi zaczynają mięknąć. A co jeśli on rzeczywiście już nie żyje?
Nie! Takiej myśli nie możesz do siebie doprowadzić Line, weź się w garść. Macie
czasem takie uczucie że chcecie dać sobie w policzek? To było to uczucie.
Skręciliśmy za róg i moim oczom ukazały się stalowe drzwi. Odmiana bo zazwyczaj
drzwi tutaj są szklane. Canon zapukał i mały blaszany otwór w drzwiach się
otworzył.
-Czego? _spytał gruby
głos.
-Shou2 z nowym
pracownikiem... em... Hrou8. Mięliśmy się tu wstawić. _skłamał, ale po chwili
kłamstwo się opłaciło bo drzwi się otworzyły. Westchnęłam i weszłam do środka.
Powstrzymywałam się od krzyku. Widok był przerażający. Justin był przykuty
kajdanami do jakiejś ramy. Z jego ciała spływała krew, jego twarz była sina.
Oczy spuchnięte. Na rękach miał cięcia. Wyglądało to jakby się pociął. Do ręki
miał wbity drut. Nigdy nie widziałam
niczego gorszego. Spojrzałam na Canona, stał tylko i kiwał głową.
-Dlaczego mu to zrobiliście?
_spytał a ja podniosłam głowę i spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Co? _spytał facet równie
zdziwiony jak ja. –Dlaczego? Ten dzieciak to szuja! Jest pasożytem!
Nieużytecznym skurwysynem który tylko bierze nie dając nic w zamian!_ krzyknął,
a ja poczułam łzy. Nie powinnam płakać, ale nie mogłam się powstrzymać. Jak on
mógł tak o nim mówić? Justin jest dobry, kochany, może trochę zagubiony ale na
pewno nie jest tym wszystkim. –A i Shou2 gdzie jest dziewczyna? O ile pamiętam
miałeś ją zaprowadzić do specjalnego pokoju. _powiedział a ja drgnęłam. Więc to
nie jest specjalny pokój? Nie rozumiem, wygląda jak sala tortur.
-Tak, ale ona... uciekła.
_powiedział drżącym głosem.
-Co ty powiedziałeś?_
spytał podchodząc do niego.
-Powiedziałem że uciekła.
_powtórzył.
-Jak do kurwy nędzy
uciekła?! _krzyknął podnosząc Canona za bluzę do góry.
-Walnęła mnie gaśnicą...
nic nie mogłem zrobić. _powiedział przełykając ślinę.
-Ty idioto! Jak mogłeś dać
jej uciec?!
-Przepraszam...
_wybełkotał Canon.
-Później się z tobą
policzę! A teraz wszyscy na stanowiska, musimy znaleźć tą dziewuchę zanim o
wszystkim powie! _ powiedział wychodząc z sali. Reszta wyszła za nim, razem z
Canonem. Zostałam sama, ale po chwili ktoś się wrócił.
-A ty nie idziesz? _spytał
szarpiąc mnie za ramie. Odchrząknęłam próbując zmienić swój głos na bardziej
męski.
-Nie, ja go popilnuje.
-Aha... nie sądzę aby sam
uciekł w tym stanie, ale ok. _powiedział po czym wybiegł zamykając za sobą
drzwi. W sali zapaliła się czerwona syrena. Wszystkie światła zgasły i jedyne
co oświetlało sale to było czerwone światło syreny. Podbiegłam do Justina i
próbowałam zerwać kajdany. Jestem śmieszna, jak chciałam zerwać kajdany? Na
stole obok były różne narzędzia, podeszłam do nich i znalazłam tam jakieś ogromne
dziwne nożyce. Podniosłam je i ostrożnie podchodząc do Justina (żeby go nie
zabić) na celowałam na łańcuch. Nic z tego, nożyce nie przecięły łańcucha a ja
miałam coraz mniej czasu. Zaczęłam się rozglądać, dostrzegłam ścianę na której
wysiało chyba z tysiąc kluczy. No świetnie. Podeszłam do niej, każdy klucz był
oznakowany literką i cyfrą. Zaczęłam szukać pod K. K1. Wzięłam go i podbiegłam
do Justina. To nie ten. Ok. szukałam dalej. Po 43. kluczu miałam dość. Złapałam
się za głowę w rozpaczy. Spojrzałam na ziemię chwilę myśląc. Mój wzrok
przebiegł podłogę. Pod stołem z narzędziami leżał złoty klucz. Z nadzieją
sięgnęłam po klucz i podeszłam do Justina. Włożyłam go do zamka i przekręciłam.
Kajdany się otworzyły. Bezwładne ciało Justina spadło wisząc tylko na jednej
ręce. Podbiegłam z drugiej strony. Justin spadł na podłogę. Odrzuciłam gdzieś klucz, następnie złapałam
Justina za ręce i zaczęłam nim ciągnąć w stronę drzwi. Otworzyłam drzwi i
rozglądając się dostrzegłam że nikogo nie ma. Ciągnęłam ciało Justina z całych
sił. Nagle usłyszałam kroki. Moje serce stanęło po raz kolejny. Odwróciłam się
i dostrzegłam Canona. Był bez kaptura. Jego żółte oczy zabłysły.
-Spokojnie, poszli cie
szukać. Wrócą za parę godzin. Zostałem bo mam posprzątać. _uśmiechnął się.
-Ale co masz sprzątać? To
żałosne!_ wybełkotałam czując że tracę siłę.
-No oczywiście ciało
Justina. _powiedział jakby to było oczywiste.
-Ah no pewnie.
_przewróciłam oczami z irytacją.
-Daj spokój, musimy was
stąd wydostać. _powiedział klękając. Włożył Justinowi jedną rękę pod kolana a
drugą pod plecy i wstał. Justin wyglądał tak strasznie, ale nawet mimo tych
wszystkich ran i krwi był przystojny. Dotknęłam policzka Justina i nachyliłam
się nad jego głową. Pocałowałam lekko jego zakrwawione czoło. Zapach krwi
uderzył do moich nozdrzy. Podniosłam głowę i spojrzałam na Canona oblizując
swoje zakrwawione usta.
-Jego klatka się unosi.
Żyje. _powiedział z ulgą.
-Jesteś cudowny.
_powiedziałam czując łzy. Znowu.
-Nie, wiesz mi że nie. Tak
jak wszyscy tutaj z resztą... _powiedział smutno.
-Jesteś. Uratowałeś nas.
Dziękuje. _łzy spłynęły po moim policzku.
-Jeszcze was nie
uratowałem. Choć. _ powiedział idąc w kierunku drzwi. Drzwi się rozsunęły a ja zakryłam rękę od słońca, które poraziły
moje zmęczone i spłakane oczy. Canon skierował się do dziwnego pojazdu bez
drzwi. Wyglądał trochę jak skuter z dachem dla czterech osób. Położył ciało
Justina i usiadł na miejscu kierowcy. Usiadłam obok niego odwracając się do
Justina.
-Nie mogę odwieść was do
domu, ale wiem gdzie prześpicie się spokojnie. _ powiedział z uśmiechem.
-Dobrze. Dziękuje.
_powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Odpalił to dziwne coś i ruszył w
stronę lasu znajdującego się za budynkami. Wyciągnął z kieszeni pilot i
otworzył furtkę w lesie. Jechaliśmy przez las, między drzewami parę kilometrów
aż w końcu się zatrzymał.
-Tutaj. _powiedział
wysiadając. –Tam jest domek na drzewie, zrobiony przez jakieś bachory. Nasi nie
wypuszczają się tak daleko. _zaśmiał się.
-Dobrze, a gdzie jesteśmy?
_spytałam.
-Nie wiem dokładnie, ale
nie korzystaj na razie z telefonu. Nie radzę. Podszedł do pojazdu i wziął ciało
Justina wszedł ostrożnie po stopniach na drzewo i położył tam Justina.
-Trzymaj się piękna.
_powiedział z uśmiechem.
-Dziękuje ci najbardziej
na świecie, jeśli jest coś co mogę dla ciebie zrobić to...
-Pocałuj mnie. _ przerwał
mi robiąc krok w moją stronę. To nie wielka cena za tak ogromną pomoc.
-Dobrze. _powiedziałam
przybliżając się do niego. Złapał moją głowę i naparł ustami na moje. Owinęłam
ręce wokół jego szyi. Pocałunek zaczął się pogłębiać. Przejechał językiem po
mojej dolnej wardze prosząc o pozwolenie. Dałam mu je. Nasze języki walczyły o
dominacje. Po chwili się oderwał. Oboje oddychaliśmy ciężko.
-Dziękuje... nie całowałem
się z nikim przez 4 lata. _powiedział gładząc mój policzek.
-To i tak niewiele za to
co dla nas zrobiłeś. _uśmiechnęłam się. –Jeszcze raz dziękuję.
-Proszę... a no i masz.
_podał mi butelkę wody.- Trzymajcie się. _powiedział siadając i odjechał.
Pomachałam mu poczym weszłam po stopniach na drzewo do domku. Justin nadal
leżał nieprzytomny. Ściągnęłam swoją bluzę i okryłam go nią. Pogładziłam
delikatnie jego policzek.
-Cieszę się że żyjesz...
gdybyś umarł moje życie ległoby w gruzach... teraz jesteś częścią mojego życia.
_łzy spłynęły po moich policzkach. Tyle ile płakałam przez ostatni tydzień nie
płakałam nigdy. Odkręciłam wodę którą dał mi Canon i nalałam do zakrętki.
Złapałam delikatnie głowę Justina i przechyliłam ją do przodu. Wlałam parę
kropel do jego ust, po czym ponownie położyłam jego głowę. Na rękaw bluzy
nalałam trochę wody i obmyłam parę ran Justina. Nie wiedziałam co zrobić z
drutem. Moje ciało nie miało już siły, oczy powoli się zamykały, nie chciałam
zasnąć chciałam przy nim czuwać, ale organizm zdecydował za mnie. Zasnęłam.
***
Obudziły mnie jęki.
Przetarłam oczy przypominając sobie co się dzieje, po czym gwałtownie się
podniosłam. Spojrzałam na Justina. Jęczał z bólu. Ale się obudził, to dobrze.
-Justin... _powiedziałam
niepewnie.
-Ahh... _jęknął. Spojrzałam
w dół, trzymał się za bok. Ten sam bok. Szybko sięgnęłam po butelkę wody.
Ściągnęłam bluzę z jego torsu, odkręciłam butelkę i polałam na ranę.
-Aaaahhh! _krzyknął, a ja
przygryzłam wargę.
-Shh.. _powiedziałam
gładząc jego policzek.
-Line..._ powiedział jakby
trochę nieobecny.
-Tak to ja. Nic nie mów,
odpoczywaj. _powiedziałam z uśmiechem. Wiedział kim jestem, kamień spadł mi z
serca.
-Żyjesz? Jakim
...cudem...my... żyjemy? _powiedział łamliwym się głosem.
-Proszę nic nie mów, jak
poczujesz się lepiej to porozmawiamy. _powiedziałam przykrywając go ponownie
bluzą.
-Ale... ja ...czuje ...
się ...już ..dobrze. _powiedział lekko otwierając oczy. –Naprawdę.
-Błagam cie Justin.
_nalegałam. –Zamknij się. _pokiwałam głową.
-Dobrze... dla...ciebie...
-Justin! _krzyknęłam
wkurzona.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszaaam... rozdział miał być już w niedziele ale internet odmawiał mi posłuszeństwa.
Wiec oto jest rozdział 9. trochę mało Justina. Ale chyba dobrze że wszystko skończyło się dobrze ;D
P.S następne rozdziały będą baaaardzo emocjonujące. I będzie więcej Jusline <333
****
i dziękuuuuje za wszystkie komentarze to dla mnie naprawdę miłe i motywujące do dalszego działania ;*
****
i dziękuuuuje za wszystkie komentarze to dla mnie naprawdę miłe i motywujące do dalszego działania ;*
#SWAG ;*
@haniabiebs
Jakie emocje ..
OdpowiedzUsuńDobrze że udało się im uciec, mam nadzieję, że z Justinem będzie wszystko w porządku ♥
O Boże, ale emocjonujący rozdział... Tak się cieszę, że udało im się wydostać z tamtego chorego miejsca. Wszystko dzięki pomocy Canona. Martwię się o Justina, oby było teraz tylko lepiej :/ A ten drut w ręce.. mam nadzieję, że uda się go jakoś wyciągnąć... ;c
OdpowiedzUsuńInformuj mnie na bierząco: @paula_biebs
Dzięki ♥
O wow!!! Super rozdział. fajnie, że to tłumaczysz. <3 kiedy następny.?
OdpowiedzUsuńCóż za emocjonujący rozdział,czekam na następny.I tak wogóle to kim oni są że maja żółte oczy,męczy mnie to pytanie od samego początku,to miejsce było chore dobrze że się z niego wydostali.Biedny Justin tak bardzo jest mi go żal,Line pocałowała Canona - no no ...... Fajnie że rozdziały są dłuższe,jest więcej czytania.Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńcbxjdhfvdrujv. nie wiem co powiedziec jcfsyeyippnvd
OdpowiedzUsuńczekam na nn!
oby byl jak najszybciej
To wszytko było takie lsfbosbafpbhpshpsbskb :O
OdpowiedzUsuńTego określić się nie da ..
dodawaj szybko następny! Już się nie mogę doczekać! Koooocham to! <333
OdpowiedzUsuń