Zamknął oczy i zasnął.
Wpatrywałam się w niego przez długi czas. Był najprzystojniejszym chłopakiem
jakiego kiedykolwiek widziałam. Gładziłam jego policzek ręką i uśmiechałam się
do siebie. Miałam różne myśli w głowie. Czy gdybym go nie spotkała to zabiłby
mnie ktoś inny z ich „firmy”? Czyli zawdzięczam mu życie? Może przeżyłam
koszmar, bo nigdy nie zostałam porwana, ale on przeżył piekło. Jest naprawdę
dzielny. Myślę sobie... czy ja się w nim zakochałam? Nadal gładziłam jego
policzek i nagle zauważyłam że lekko się uśmiecha przez sen. Przypomniałam
sobie co mi powiedział. „Podobasz mi się” i dodał też że jeśli on to mówi to
jest coś na rzeczy. Czy taki związek by przetrwał? Ale mój brat nie byłby z
tego zadowolony. Zawsze robił wszystko aby skończyć moje związki. Ostatnim moim
chłopakiem był Tom Hichs. Był starszy ode mnie o 3 lata i to z nim przeżyłam
swój pierwszy raz. Nie wspominam pierwszego razu dobrze... wcale go nie chciałam. Postawił mi ultimatum albo to z
nim zrobię albo koniec z nami. Kochałam go i to był mój błąd. Justin jęknął
przez sen przywracając mnie do rzeczywistości i odwrócił głowę na bok.
Przybliżyłam się do jego twarzy i pocałowałam go delikatnie w czoło.
-Hm... co robisz? _spytał
otwierając jedno oko. Szybko podniosłam głowę i dałam włosy za ucho czując się
lekko skrępowana.
-Ja... nic. _powiedziałam
potrząsając głową.
-To miłe. _powiedział
lekko się uśmiechając.
-Czujesz się lepiej?
_spytałam z troską.
-Tak, znacznie lepiej...
jak uciekliśmy? Nie sadziłem że jeszcze cię zobaczę.
-Pomógł nam ktoś.
_powiedziałam przygryzając wargę.
-Kto? _spytał marszcząc
brwi.
-Canon... Souh2.
_odpowiedziałam.
-Ah... zabiją go teraz.
_powiedział, a ja szeroko otworzyłam oczy.
-Nie, nie wiedzą że nam
pomógł. _powiedziałam pewnie.
-Serio? No to cię
zmartwię... oni wiedzą wszystko.
-No ale jakoś nie wiedzą
że tu jesteśmy. _powiedziałam zakładając ręce na piersi.
-Jeszcze. _podkreślił po
czym spojrzał na swoje ciało. –Ale mnie załatwili. Kurwa co to? Mam drut? Drut
w ręce? _spytał spoglądając na mnie z szeroko otwartymi oczami.
-Tak...ale jakim cudem
jesteś przytomny... no przecież... jakim cudem mówisz? Jakim cudem...
-Dość. Mówiłem już że
jestem dzielny. _przerwał mi rzucając mi ostre spojrzenie.
-Wiem..._ spojrzałam w
dół. –Jesteś dzielny... ja nie przeżyłabym nawet połowy z tego co ty...
-Nigdy nie będziesz
musiała...ach no i przepraszam za pocałunek. Wiem że nie powinienem cię całować
bez twojej zgody. Myślałem że czujesz to samo. Jeszcze raz przepraszam..._
powiedział smutno.
-Nie przepraszaj, to nic.
_uśmiechnęłam się.
-Wiem że tak mówisz bo
jest ci mnie teraz żal. Normalnie to pewnie byś się obraziła...
-Daj spokój Justin...
_powiedziałam kręcąc głową.- Pobiegłam za tobą i jestem przy tobie.
-No tak...ale powiedz mi
ile dla ciebie znaczę? _ spytał pewnie. Nie wiedziałam co powiedzieć... nie
chciałam skłamać. Czuję coś do niego tylko jeszcze nie wiem co.
-Justin... nie wiem co
powiedzieć. _powiedziałam bawiąc się palcami.
-Line,
po prostu powiedz...
Przygryzłam
wargę i westchnęłam. Nie wiedziałam co
zrobić, byłam w kompletnej kresce.
-Jak
widzisz nie jesteś mi obojętny... _zaczęłam a on zmarszczył brwi. – Po prostu
miałam chłopaka twojego pokroju i teraz boje się...
-Co
to znaczy mojego pokroju? _spytał podnosząc jedną brew.
-Gangstera...
który zmieniał dziewczyny jak rękawiczki... _odwróciłam głowę.
-Skąd
wiesz że zmieniam dziewczyny jak rękawiczki? _spytał podejrzliwie.
-Nie
wiem, po prostu tak uważam po twoim zachowaniu. I sam powiedziałeś że pieprzysz
każdą napotkaną dziewczynę.
-Jeżeli
nie jest dziwką. _dodał.
-No
sam widzisz. _powiedziałam zakładając ręce na piersi.
-Tylko
że twoje uczucia do mnie nie mają nic wspólnego z moją przeszłością... ja pytam
co teraz i ty do mnie czujesz? Nie mówię że masz mnie kochać. Nie wierzę w
miłość. _ skrzywił się.
-Nie
wiem... _wymamrotałam.
-Lubisz
mnie, masz mnie za dupka jak twój brat albo uważasz że zniszczyłem ci życie.
Cokolwiek.
-Lubie
cie i nie nie mam cię za dupka... no może czasami. _odpowiedziałam a on rzucił
mi chłodne spojrzenie. –I... uratowałeś mi życie, nie zniszczyłeś go.
-Uratowałem?
Przecież to dzięki tobie żyjemy...
-Gdybyś
mnie wtedy zabił miałbyś spokój, ale nie zrobiłeś tego.
-Dobra,
zakończmy już tą głupią rozmowę... teraz mi
powiedz jaki masz plan?
-Hm?
_spytałam nie rozumiejąc.
-Jak
się stąd wydostaniemy?_ spytał podnosząc jedną brew.
-Nie
wiem. Nawet nie wiem gdzie jesteśmy.
-Jak
to kurwa nie wiesz gdzie jesteśmy? _ spytał siadając.
-No
bo Canon nas tu przywiózł no i powiedział że nie wie gdzie jesteśmy ale tutaj
jest bezpiecznie...
-Aha
nie wie gdzie jesteśmy ale jest bezpiecznie?_ w jego głosie słychać było złość.
-Daj
spokój, o co ci chodzi? Nie cieszysz się że żyjemy tylko marudzisz...
-Dobra.
_warknął po czym położył się i odwrócił plecami do mnie. Westchnęłam.
-Idę
poszukać czegoś do jedzenia. _powiedziałam wstając.
-Tak,
otruj nas jeszcze!
-Jak
nie chcesz to nie będziesz jadł! _powiedziałam schodząc po szczeblach na
dół. Zeskoczyłam z ostatniego i rozglądnęłam
się po lesie. Dużo drzew, krzaków a poza tym nic tu nie było. Mój brzuch
strasznie burczał. Nie jadłam nic w McDonaldzie, nie jadłam nic w sumie przez
parę dni. Spuściłam głowę w rozczarowaniu. Nie znajdę tu jedzenia, na pewno.
Weszłam z powrotem do domku na drzewie. Justin nadal leżał plecami do mnie,
spojrzałam na jego rękę i gdy drut przypomniał mi wszystko zakręciło mi się w
głowie. Upadłam na kolana chowając
głowę w dłoniach. Nie potrafiłam się powstrzymać od płaczu, myśl że od śmierci
dzieliło nas tak niewiele przerażała mnie. Nagle na swoim udzie poczułam czyjąś
dłoń. Wzięłam ręce z twarzy i zapłakanym wzrokiem spojrzałam na Justina.
-Nie
płacz... _powiedział z troską.
-Przepraszam...
wiem że jestem mięczakiem. _powiedziałam kręcąc głową.
-Nie
przepraszaj... _gładził moje udo dłonią. –po prostu nie lubie jak płaczesz.
-Musimy
się stąd wydostać. Ten drut w twojej ręce...
-Nie
martw się o to. _przerwał mi.
-Justin
kiedy ty wreszcie zrozumiesz że zawsze będę się o ciebie martwić?! _krzyknęłam
sfrustrowana.
-Dlaczego
tak się martwisz? Przecież wszystko ze mną ok.
-Nie,
nie jest... jesteś w złym stanie i nie
wiem jakim cudem normalnie funkcjonujesz, ale... _spojrzałam na jego tors, rany
prawie znikły. To dziwne, bardzo dziwne. Rany nie znikają z dnia na dzień. Do
tego potrzeba tygodni, a nawet miesięcy. Zawsze zostaną jakieś blizny. A Justin
miał lekkie zadrapania.
-Co
jest? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha. _ powiedział z lekkim uśmiechem.
-Twoje
rany. _wskazałam palcem na jego klatkę piersiową.
-Co
z nimi? _spytał patrząc na swoje ciało.
-Nie
ma ich. _powiedziałam niedowierzając.
-No...
to źle? _spytał wzruszając ramionami.
-To
dobrze... tylko to nie normalne...
-Wszystko
w moim życiu takie jest kochanie. _powiedział ze swoim zadziornym uśmieszkiem.
Na twarzy też było już prawie w porządku. Wyglądał już lepiej, nie tak blado i
sino. Gdyby nie ten drut byłoby ok.
-Justin,
dlaczego zdrowiejesz szybciej... _powiedziałam powoli, wędrując wzrokiem po
jego ciele.
-Nie
wiem. Bo jestem wyjątkowy. _uśmiechnął się łobuzersko.
-Brakowało
mi tego.
-Ale
czego? _spytał nie rozumiejąc.
-Twojego
uśmiechu... tego zadziornego uśmiechu. _odpowiedziałam, a on uśmiechnął się
ponownie.
-Nie
chce psuć tak słodkiej chwili... ale jestem cholernie głodny. _powiedział, a ja
przypomniałam sobie jak mnie wkurza.
-Nie
mam jedzenia. _powiedziałam kładąc się.
-No
ale ile tu jeszcze będziemy? _spytał rozglądając się.
-Nie
wiem Justin, nie zależy to ode mnie.
-To
od kogo? _spytał podnosząc jedną brew.
-Tak
właściwie to nie wiem... _powiedziałam siadając. Nagle usłyszałam strzał,
spojrzałam na Justina jego oczy były szeroko otwarte.
-Idą
po nas. _odpowiedział z przerażeniem w głosie. Po jego słowach strach przeszył
moje ciało i został w nim. Moje serce przyspieszyło a nogi zaczęły dygotać.
-Nie,
nie możemy...z..znowu..tam trafić. _powiedziałam jąkając się.
-I
nie trafimy! _powiedział łapiąc mnie za ramiona. –Uciekniemy im.
-Jak
chcesz to zrobić? Nawet nie wiemy dokąd! _powiedziałam czując łzy. Znowu.
-Gdziekolwiek!
Gdzieś przecież musi być jakieś miasto! _krzyknął wstając. Podał mi rękę,
złapałam ją i wstałam. Szybko zeszliśmy na dół i nagle usłyszałam wycie psa.
-Justin...
_powiedziałam przytulając się do jego ręki. Rozejrzał się i przymrużył oczy.
-Kurwa...
tylko nie to. _powiedział a ja zamarłam.
-Co...ale
co? _spytałam trzęsąc się.
-To
nie zwykłe psy... tylko mieszanki, oni robią różne eksperymenty. To może być
nawet mieszanka psa z niedźwiedziem... te chuje zrobią wszystko żeby nas
wykończyć! _powiedział zaciskając pięść.
-Boje
się... _wyjąkałam.
-Nie
zdołamy im uciec ale możemy się ukryć. Cholera... wyczują nas. _złapał się za
włosy.
-To
co teraz? _spytałam rozglądając się.
-Musimy
szybko coś wymyślić bo inaczej... zginiemy. _powiedział przełykając ślinę.
-Uciekajmy!
Nic innego nie zrobimy! _krzyczałam szarpiąc go za rękę.
-Nie
uciekniemy im. Szybko nas znajdą z tymi psami. A poza tym mają motory, auta i inne gówna. A my jesteśmy pieszo. Bez
szans.
-To
co będziemy tu stać i czekać aż po nas przyjdą?! _spytałam z niedowierzaniem.
-Nie
wiem...
-Dość
tego! Zadzwonię po Dave’a! _krzyknęłam wyciągając telefon z kieszeni.
-Nie!
_złapał mnie za rękę. –Namierzą nas.
-Justin...to wymyśl coś, cokolwiek. _powiedziałam
chowając telefon.
-Dobra...
biegniemy przed siebie. Jeśli nas złapią... to wiesz że to będzie koniec.
_powiedział odchylając głowę w tył.
-Spróbujmy...
_powiedziałam ruszając. Justin ruszył za mną. Biegłam szybko jak nigdy, czułam
że strach paraliżuje moje ciało. Musiałam o tym zapomnieć. To był bieg tylko
mój i Justina. Nikt nas nie goni i nic nam nie grozi. Biegliśmy dalej, nagle
usłyszałam kolejne wycie psa. Przez
moje ciało przeszły ciarki .Odwróciłam głowę nadal biegnąc i po chwili
potknęłam się o kamień. Moje ciało przewróciło się na ziemie robiąc fikołka,
byłam w lekkim szoku. Poczułam ból w nodze, tak cholerny ból.
-Wszystko
w porządku? _spytał Justin kucając przy mnie. Kiwnęłam głową w stronę stopy.
Justin spojrzał na nią i ściągnął mi buta i skarpetkę. Przyjrzał się jej
dokładniej i ruszył nią delikatnie przez co syknęłam.
-Jest
zwichnięta._ stwierdził.
-Dobra
to nie ma sensu. Biegnij dalej, to i tak przeze mnie cię ścigają. _powiedziałam
łapiąc się za nogę.
-Nie
zachowuj się jak w tyk głupich filmach. Wiesz dobrze że cie nie zostawię.
_powiedział wkładając mi jedną rękę pod zgięcie kolan a drugą pod plecy.
Owinęłam mu ręce wokół szyi. Podniósł
mnie i zaczął biec. To było takie ekstra, pomijając to że ściga nas morderca
albo to że cholernie boli mnie stopa. Czułam się jak Bella ze Zmierzchu. Tylko
że to nie był film. Psy było słychać coraz wyraźniej. A Justin biegł coraz
wolniej, próbował przyspieszyć ale biegł już dość sporo czasu. Sceneria się nie zmieniała nadal byliśmy w
głupim lesie.
-Tamto
miejsce miało być bezpieczne... _powiedział Justin dysząc.
-Miało,
ale widocznie nie było jak widać.
-Może
Canon to zaplanował. Może oni wszyscy to zaplanowali, że jak poczuję się lepiej
to po torturują mnie jeszcze raz. _zatrzymał się.
-Przecież
on nam pomógł! _krzyknęłam.
-Line
jesteś taka naiwna! _krzyknął łapiąc się za włosy.
-A
ty myślisz że wszyscy są źli i mają wobec ciebie spisek! Nie widzisz że są na
świecie też dobrzy ludzie! _ podeszłam do niego bliżej próbując nie stawać na
zwichniętej nodze. Oparłam mu rękę na ramieniu. – Dlaczego tak jest Justin?_
spytałam patrząc mu w oczy.
-Bo
tak już jest i tyle ok.?_ powiedział odwracając się ode mnie. –Nie
przeżyjemy...
Gdy
Justin oznajmił że nie przeżyjemy straciłam nadzieje. Nie chciałam umrzeć, nie
po tym jak uciekliśmy. W mojej głowie było wiele nowych planów. Śmierć nigdy
nie czaiła się tak blisko jak przez ostatnie pare dni.
-Nic
już nie zrobimy? _spytałam cicho, spuszczając głowę w dół.
-Nie
sądzę... ten las ciągnie się jeszcze przez parędziesiąt kilometrów... _
powiedział bez emocji. Po chwili poczułam jak niepewnie owija ręce wokół moich
ramion. –Przepraszam Line... przepraszam że nie uchroniłem cię przed tym...
_powiedział całując mnie w głowę.
-Nie
Justin... to nie twoja wina. _wyjąkałam. Wycie psa było coraz głośniejsze. Podniosłam
głowę patrząc mu w oczy. –Dziękuje że mnie wtedy nie zabiłeś...
-Ale
teraz umrzesz w cierpieniu... oni nie zabiją cię od razu... obiecałem ci że nie
przeżyjesz tego co ja... tak mi przykro. _pokiwał głową.
-Justin...
_położyłam rękę na jego policzku, a on spojrzał na mnie swoimi dużymi miodowymi
oczami. –Nie martw się... jeśli umrę to z uśmiechem bo poznałam kogoś takiego
jak ty... _uśmiechnęłam się a on zmarszczył brwi.
-Czyli...
co? _spytał a ja uśmiechnęłam się szerzej.
-Czyli
mnie pocałuj, teraz. _powiedziałam pewnie. Nie musiałam długo czekać bo Justin
naparł swoimi ustami na moje. Wplotłam rękę w jego włosy oddając się
przyjemności. Przysunął mnie bliżej siebie. Przejechał językiem po mojej dolnej
wardze prosząc o pozwolenie. Otworzyłam usta bez wahania, nasze języki toczyły
walkę ale żaden z nich nie chciał wygrać. Po moim policzku spłynęła łza. Justin
ją poczuł bo się odsunął.
-Nie
płacz... proszę nie płacz..._ powiedział smutno ocierając kciukiem moją łze.
-Nie
mogę... boję się śmierci... _powiedziałam przez płacz a Justin przytulił mnie
mocno.
-Chciałbym
coś zrobić, tak cholernie bym chciał...
-Wiem
Justin..._ podciągnęłam nosem, nagle Justin się odsunął a ja popatrzyłam na
niego, miał szeroko otwarte oczy. Odwróciłam się. Oni już tu byli...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ale rozdział *o* znowu ich znaleźli... ale pocałunek smkfdvnd może coś z tego bd ;p
**
przeeeepraszam wiem wiem rozdział miał być już w piątek albo w weekend ale sie nie wyrobiłam... mam nadzieje że warto było czekać <3 dziekuje za wszystkie komentarze i prosze dodawajcie kolejne to wiele dla mnie znaczy ;*
gdywshafd świetny rozdział, po prostu nie wiem co mam powiedzieć, nic dodać nic ująć *.*
OdpowiedzUsuńmam nadzieję, że Ci ludzie nie zrobią nic im złego i uda się Justinowi i Line znów od nic uciec, tak się o nich boję ;c
a co do pocałunku: hdgsvsyuwa WSPANIAŁY <3
PS. Warto było czekać aż tyle czasu na ten rozdział ^.^
Czekam na następny :*
podoba mi się! i czekam na kolejne :3
OdpowiedzUsuńsuper rozdział <3
OdpowiedzUsuńJakie emocje ..
OdpowiedzUsuńMartwię się o nich :c
Warto było tyle czekać ♥
Super rozdział !!! :) Czekam na następny z niecierpliwością :) No no pocałunek ;)
OdpowiedzUsuńjdigcseyhfaudixudjdwvkuixk <333333
OdpowiedzUsuń