wtorek, 28 maja 2013

10. To jeszcze nie koniec...



Zamknął oczy i zasnął. Wpatrywałam się w niego przez długi czas. Był najprzystojniejszym chłopakiem jakiego kiedykolwiek widziałam. Gładziłam jego policzek ręką i uśmiechałam się do siebie. Miałam różne myśli w głowie. Czy gdybym go nie spotkała to zabiłby mnie ktoś inny z ich „firmy”? Czyli zawdzięczam mu życie? Może przeżyłam koszmar, bo nigdy nie zostałam porwana, ale on przeżył piekło. Jest naprawdę dzielny. Myślę sobie... czy ja się w nim zakochałam? Nadal gładziłam jego policzek i nagle zauważyłam że lekko się uśmiecha przez sen. Przypomniałam sobie co mi powiedział. „Podobasz mi się” i dodał też że jeśli on to mówi to jest coś na rzeczy. Czy taki związek by przetrwał? Ale mój brat nie byłby z tego zadowolony. Zawsze robił wszystko aby skończyć moje związki. Ostatnim moim chłopakiem był Tom Hichs. Był starszy ode mnie o 3 lata i to z nim przeżyłam swój pierwszy raz. Nie wspominam pierwszego razu  dobrze... wcale go nie chciałam. Postawił mi ultimatum albo to z nim zrobię albo koniec z nami. Kochałam go i to był mój błąd. Justin jęknął przez sen przywracając mnie do rzeczywistości i odwrócił głowę na bok. Przybliżyłam się do jego twarzy i pocałowałam go delikatnie w czoło.
-Hm... co robisz? _spytał otwierając jedno oko. Szybko podniosłam głowę i dałam włosy za ucho czując się lekko skrępowana.
-Ja... nic. _powiedziałam potrząsając głową.
-To miłe. _powiedział lekko się uśmiechając.
-Czujesz się lepiej? _spytałam z troską.
-Tak, znacznie lepiej... jak uciekliśmy? Nie sadziłem że jeszcze cię zobaczę.
-Pomógł nam ktoś. _powiedziałam przygryzając wargę.
-Kto? _spytał marszcząc brwi.
-Canon... Souh2. _odpowiedziałam.
-Ah... zabiją go teraz. _powiedział, a ja szeroko otworzyłam oczy.
-Nie, nie wiedzą że nam pomógł. _powiedziałam pewnie.
-Serio? No to cię zmartwię... oni wiedzą wszystko.
-No ale jakoś nie wiedzą że tu jesteśmy. _powiedziałam zakładając ręce na piersi.
-Jeszcze. _podkreślił po czym spojrzał na swoje ciało. –Ale mnie załatwili. Kurwa co to? Mam drut? Drut w ręce? _spytał spoglądając na mnie z szeroko otwartymi oczami.
-Tak...ale jakim cudem jesteś przytomny... no przecież... jakim cudem mówisz? Jakim cudem...
-Dość. Mówiłem już że jestem dzielny. _przerwał mi rzucając mi ostre spojrzenie.
-Wiem..._ spojrzałam w dół. –Jesteś dzielny... ja nie przeżyłabym nawet połowy z tego co ty...
-Nigdy nie będziesz musiała...ach no i przepraszam za pocałunek. Wiem że nie powinienem cię całować bez twojej zgody. Myślałem że czujesz to samo. Jeszcze raz przepraszam..._ powiedział smutno.
-Nie przepraszaj, to nic. _uśmiechnęłam się.
-Wiem że tak mówisz bo jest ci mnie teraz żal. Normalnie to pewnie byś się obraziła...
-Daj spokój Justin... _powiedziałam kręcąc głową.- Pobiegłam za tobą i jestem przy tobie.
-No tak...ale powiedz mi ile dla ciebie znaczę? _ spytał pewnie. Nie wiedziałam co powiedzieć... nie chciałam skłamać. Czuję coś do niego tylko jeszcze nie wiem co.
-Justin... nie wiem co powiedzieć. _powiedziałam bawiąc się palcami.
-Line, po prostu powiedz...
Przygryzłam wargę i westchnęłam.  Nie wiedziałam co zrobić, byłam w kompletnej kresce.
-Jak widzisz nie jesteś mi obojętny... _zaczęłam a on zmarszczył brwi. – Po prostu miałam chłopaka twojego pokroju i teraz boje się...
-Co to znaczy mojego pokroju? _spytał podnosząc jedną brew.
-Gangstera... który zmieniał dziewczyny jak rękawiczki... _odwróciłam głowę.
-Skąd wiesz że zmieniam dziewczyny jak rękawiczki? _spytał podejrzliwie.
-Nie wiem, po prostu tak uważam po twoim zachowaniu. I sam powiedziałeś że pieprzysz każdą napotkaną dziewczynę.
-Jeżeli nie jest dziwką. _dodał.
-No sam widzisz. _powiedziałam zakładając ręce na piersi.
-Tylko że twoje uczucia do mnie nie mają nic wspólnego z moją przeszłością... ja pytam co teraz i ty do mnie czujesz? Nie mówię że masz mnie kochać. Nie wierzę w miłość. _ skrzywił się.
-Nie wiem... _wymamrotałam.
-Lubisz mnie, masz mnie za dupka jak twój brat albo uważasz że zniszczyłem ci życie. Cokolwiek.
-Lubie cie i nie nie mam cię za dupka... no może czasami. _odpowiedziałam a on rzucił mi chłodne spojrzenie. –I... uratowałeś mi życie, nie zniszczyłeś go.
-Uratowałem? Przecież to dzięki tobie żyjemy...
-Gdybyś mnie wtedy zabił miałbyś spokój, ale nie zrobiłeś tego.
-Dobra, zakończmy już tą głupią rozmowę... teraz mi  powiedz jaki masz plan?
-Hm? _spytałam nie rozumiejąc.
-Jak się stąd wydostaniemy?_ spytał podnosząc jedną brew.
-Nie wiem. Nawet nie wiem gdzie jesteśmy.
-Jak to kurwa nie wiesz gdzie jesteśmy? _ spytał siadając.
-No bo Canon nas tu przywiózł no i powiedział że nie wie gdzie jesteśmy ale tutaj jest bezpiecznie...
-Aha nie wie gdzie jesteśmy ale jest bezpiecznie?_ w jego głosie słychać było złość.
-Daj spokój, o co ci chodzi? Nie cieszysz się że żyjemy tylko marudzisz...
-Dobra. _warknął po czym położył się i odwrócił plecami do mnie. Westchnęłam.
-Idę poszukać czegoś do jedzenia. _powiedziałam wstając.
-Tak, otruj nas jeszcze!
-Jak nie chcesz to nie będziesz jadł! _powiedziałam schodząc po szczeblach na dół.  Zeskoczyłam z ostatniego i rozglądnęłam się po lesie. Dużo drzew, krzaków a poza tym nic tu nie było. Mój brzuch strasznie burczał. Nie jadłam nic w McDonaldzie, nie jadłam nic w sumie przez parę dni. Spuściłam głowę w rozczarowaniu. Nie znajdę tu jedzenia, na pewno. Weszłam z powrotem do domku na drzewie. Justin nadal leżał plecami do mnie, spojrzałam na jego rękę i gdy drut przypomniał mi wszystko zakręciło mi się w głowie.  Upadłam na kolana chowając głowę w dłoniach. Nie potrafiłam się powstrzymać od płaczu, myśl że od śmierci dzieliło nas tak niewiele przerażała mnie. Nagle na swoim udzie poczułam czyjąś dłoń. Wzięłam ręce z twarzy i zapłakanym wzrokiem spojrzałam na Justina.
-Nie płacz... _powiedział z troską.
-Przepraszam... wiem że jestem mięczakiem. _powiedziałam kręcąc głową.
-Nie przepraszaj... _gładził moje udo dłonią. –po prostu nie lubie jak płaczesz.
-Musimy się stąd wydostać. Ten drut w twojej ręce...
-Nie martw się o to. _przerwał mi.
-Justin kiedy ty wreszcie zrozumiesz że zawsze będę się o ciebie martwić?! _krzyknęłam sfrustrowana.
-Dlaczego tak się martwisz? Przecież wszystko ze mną ok.
-Nie, nie jest...  jesteś w złym stanie i nie wiem jakim cudem normalnie funkcjonujesz, ale... _spojrzałam na jego tors, rany prawie znikły. To dziwne, bardzo dziwne. Rany nie znikają z dnia na dzień. Do tego potrzeba tygodni, a nawet miesięcy. Zawsze zostaną jakieś blizny. A Justin miał lekkie zadrapania.
-Co jest? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha. _ powiedział z lekkim uśmiechem.
-Twoje rany. _wskazałam palcem na jego klatkę piersiową.
-Co z nimi? _spytał patrząc na swoje ciało.
-Nie ma ich. _powiedziałam niedowierzając.
-No... to źle? _spytał wzruszając ramionami.
-To dobrze... tylko to nie normalne...
-Wszystko w moim życiu takie jest kochanie. _powiedział ze swoim zadziornym uśmieszkiem. Na twarzy też było już prawie w porządku. Wyglądał już lepiej, nie tak blado i sino. Gdyby nie ten drut byłoby ok.
-Justin, dlaczego zdrowiejesz szybciej... _powiedziałam powoli, wędrując wzrokiem po jego ciele.
-Nie wiem. Bo jestem wyjątkowy. _uśmiechnął się łobuzersko.
-Brakowało mi tego.
-Ale czego? _spytał nie rozumiejąc.
-Twojego uśmiechu... tego zadziornego uśmiechu. _odpowiedziałam, a on uśmiechnął się ponownie.
-Nie chce psuć tak słodkiej chwili... ale jestem cholernie głodny. _powiedział, a ja przypomniałam sobie jak mnie wkurza.
-Nie mam jedzenia. _powiedziałam kładąc się.
-No ale ile tu jeszcze będziemy? _spytał rozglądając się.
-Nie wiem Justin, nie zależy to ode mnie.
-To od kogo? _spytał podnosząc jedną brew.
-Tak właściwie to nie wiem... _powiedziałam siadając. Nagle usłyszałam strzał, spojrzałam na Justina jego oczy były szeroko otwarte.
-Idą po nas. _odpowiedział z przerażeniem w głosie. Po jego słowach strach przeszył moje ciało i został w nim. Moje serce przyspieszyło a nogi zaczęły dygotać.
-Nie, nie możemy...z..znowu..tam trafić. _powiedziałam jąkając się.
-I nie trafimy! _powiedział łapiąc mnie za ramiona. –Uciekniemy im.
-Jak chcesz to zrobić? Nawet nie wiemy dokąd! _powiedziałam czując łzy. Znowu.
-Gdziekolwiek! Gdzieś przecież musi być jakieś miasto! _krzyknął wstając. Podał mi rękę, złapałam ją i wstałam. Szybko zeszliśmy na dół i nagle usłyszałam wycie psa.
-Justin... _powiedziałam przytulając się do jego ręki. Rozejrzał się i przymrużył oczy.
-Kurwa... tylko nie to. _powiedział a ja zamarłam.
-Co...ale co? _spytałam trzęsąc się.
-To nie zwykłe psy... tylko mieszanki, oni robią różne eksperymenty. To może być nawet mieszanka psa z niedźwiedziem... te chuje zrobią wszystko żeby nas wykończyć! _powiedział zaciskając pięść.
-Boje się... _wyjąkałam.
-Nie zdołamy im uciec ale możemy się ukryć. Cholera... wyczują nas. _złapał się za włosy.
-To co teraz? _spytałam rozglądając się.
-Musimy szybko coś wymyślić bo inaczej... zginiemy. _powiedział przełykając ślinę.
-Uciekajmy! Nic innego nie zrobimy! _krzyczałam szarpiąc go za rękę.
-Nie uciekniemy im. Szybko nas znajdą z tymi psami. A poza tym mają motory,  auta i inne gówna. A my jesteśmy pieszo. Bez szans.
-To co będziemy tu stać i czekać aż po nas przyjdą?! _spytałam z niedowierzaniem.
-Nie wiem...
-Dość tego! Zadzwonię po Dave’a! _krzyknęłam wyciągając telefon z kieszeni.
-Nie! _złapał mnie za rękę. –Namierzą nas.
-Justin...to  wymyśl coś, cokolwiek. _powiedziałam chowając telefon.
-Dobra... biegniemy przed siebie. Jeśli nas złapią... to wiesz że to będzie koniec. _powiedział odchylając głowę w tył.
-Spróbujmy... _powiedziałam ruszając. Justin ruszył za mną. Biegłam szybko jak nigdy, czułam że strach paraliżuje moje ciało. Musiałam o tym zapomnieć. To był bieg tylko mój i Justina. Nikt nas nie goni i nic nam nie grozi. Biegliśmy dalej, nagle usłyszałam kolejne  wycie psa. Przez moje ciało przeszły ciarki .Odwróciłam głowę nadal biegnąc i po chwili potknęłam się o kamień. Moje ciało przewróciło się na ziemie robiąc fikołka, byłam w lekkim szoku. Poczułam ból w nodze, tak cholerny ból.
-Wszystko w porządku? _spytał Justin kucając przy mnie. Kiwnęłam głową w stronę stopy. Justin spojrzał na nią i ściągnął mi buta i skarpetkę. Przyjrzał się jej dokładniej i ruszył nią delikatnie przez co syknęłam.
-Jest zwichnięta._ stwierdził.
-Dobra to nie ma sensu. Biegnij dalej, to i tak przeze mnie cię ścigają. _powiedziałam łapiąc się za nogę.
-Nie zachowuj się jak w tyk głupich filmach. Wiesz dobrze że cie nie zostawię. _powiedział wkładając mi jedną rękę pod zgięcie kolan a drugą pod plecy. Owinęłam mu ręce wokół szyi.  Podniósł mnie i zaczął biec. To było takie ekstra, pomijając to że ściga nas morderca albo to że cholernie boli mnie stopa. Czułam się jak Bella ze Zmierzchu. Tylko że to nie był film. Psy było słychać coraz wyraźniej. A Justin biegł coraz wolniej, próbował przyspieszyć ale biegł już dość sporo czasu.  Sceneria się nie zmieniała nadal byliśmy w głupim lesie.
-Tamto miejsce miało być bezpieczne... _powiedział Justin dysząc.
-Miało, ale widocznie nie było jak widać.
-Może Canon to zaplanował. Może oni wszyscy to zaplanowali, że jak poczuję się lepiej to po torturują mnie jeszcze raz. _zatrzymał się.
-Przecież on nam pomógł! _krzyknęłam.
-Line jesteś taka naiwna! _krzyknął łapiąc się za włosy.
-A ty myślisz że wszyscy są źli i mają wobec ciebie spisek! Nie widzisz że są na świecie też dobrzy ludzie! _ podeszłam do niego bliżej próbując nie stawać na zwichniętej nodze. Oparłam mu rękę na ramieniu. – Dlaczego tak jest Justin?_ spytałam patrząc mu w oczy.
-Bo tak już jest i tyle ok.?_ powiedział odwracając się ode mnie. –Nie przeżyjemy...
Gdy Justin oznajmił że nie przeżyjemy straciłam nadzieje. Nie chciałam umrzeć, nie po tym jak uciekliśmy. W mojej głowie było wiele nowych planów. Śmierć nigdy nie czaiła się tak blisko jak przez ostatnie pare dni.
-Nic już nie zrobimy? _spytałam cicho, spuszczając głowę w dół.
-Nie sądzę... ten las ciągnie się jeszcze przez parędziesiąt kilometrów... _ powiedział bez emocji. Po chwili poczułam jak niepewnie owija ręce wokół moich ramion. –Przepraszam Line... przepraszam że nie uchroniłem cię przed tym... _powiedział całując mnie w głowę.
-Nie Justin... to nie twoja wina. _wyjąkałam. Wycie psa było coraz głośniejsze. Podniosłam głowę patrząc mu w oczy. –Dziękuje że mnie wtedy nie zabiłeś...
-Ale teraz umrzesz w cierpieniu... oni nie zabiją cię od razu... obiecałem ci że nie przeżyjesz tego co ja... tak mi przykro. _pokiwał głową.
-Justin... _położyłam rękę na jego policzku, a on spojrzał na mnie swoimi dużymi miodowymi oczami. –Nie martw się... jeśli umrę to z uśmiechem bo poznałam kogoś takiego jak ty... _uśmiechnęłam się a on zmarszczył brwi.
-Czyli... co? _spytał a ja uśmiechnęłam się szerzej.
-Czyli mnie pocałuj, teraz. _powiedziałam pewnie. Nie musiałam długo czekać bo Justin naparł swoimi ustami na moje. Wplotłam rękę w jego włosy oddając się przyjemności. Przysunął mnie bliżej siebie. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze prosząc o pozwolenie. Otworzyłam usta bez wahania, nasze języki toczyły walkę ale żaden z nich nie chciał wygrać. Po moim policzku spłynęła łza. Justin ją poczuł bo się odsunął.
-Nie płacz... proszę nie płacz..._ powiedział smutno ocierając kciukiem moją łze.
-Nie mogę... boję się śmierci... _powiedziałam przez płacz a Justin przytulił mnie mocno.
-Chciałbym coś zrobić, tak cholernie bym chciał...
-Wiem Justin..._ podciągnęłam nosem, nagle Justin się odsunął a ja popatrzyłam na niego, miał szeroko otwarte oczy. Odwróciłam się. Oni już tu byli...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ale rozdział *o* znowu ich znaleźli... ale pocałunek smkfdvnd może coś z tego bd ;p 

**
przeeeepraszam wiem wiem rozdział miał być już w piątek albo w weekend ale sie nie wyrobiłam...  mam nadzieje że warto było czekać <3 dziekuje za wszystkie komentarze i prosze dodawajcie kolejne to wiele dla mnie znaczy ;* 
@haniabiebs

6 komentarzy:

  1. gdywshafd świetny rozdział, po prostu nie wiem co mam powiedzieć, nic dodać nic ująć *.*
    mam nadzieję, że Ci ludzie nie zrobią nic im złego i uda się Justinowi i Line znów od nic uciec, tak się o nich boję ;c
    a co do pocałunku: hdgsvsyuwa WSPANIAŁY <3
    PS. Warto było czekać aż tyle czasu na ten rozdział ^.^
    Czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. podoba mi się! i czekam na kolejne :3

    OdpowiedzUsuń
  3. super rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie emocje ..
    Martwię się o nich :c
    Warto było tyle czekać ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział !!! :) Czekam na następny z niecierpliwością :) No no pocałunek ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. jdigcseyhfaudixudjdwvkuixk <333333

    OdpowiedzUsuń